. improwizacja-mniejsza

Nie pytajcie "czego?"

Wyjeżdżam.
I zgadnijcie co się dzieje zawsze, kiedy znoszę plecak na dół i stawiam go przy drzwiach – w pełnej gotowości do wyjścia.
Zaczynam się bać.
Nie ważne gdzie jadę, na ile, z kim, zawsze, kiedy znoszę niebieską karrimorę i stawiam ją pod lustrem – mam zabójcze motyle z Amazonii w brzuchu. Nie są to te kolorowe pazie królowej z pawimi oczkami na skrzydłach. To są wielkie SZMETERLINGI, jak ochrzcił je WC, w którejś ze swoich książek. SZMETERLINGI z drobnymi kolcami na skrzydłach, podrzucające swoje dzieci pod skórę w celu wyklucia, latające w jakichś trujących oparach i sam Szef raczy wiedzieć, co jeszcze.
No, boję się, jak szlag jasny, odzierając przekaz z poetyckich metafor.

I właśnie ten strach uważam za niezbity dowód na to, że jestem stworzona do tego. Znaczy do wyjeżdżania.

♪ "The journey - Kopano part III" - Hans Zimmer
["Tears of the sun soundtrack"]

11 stycznia 2008 [15:54:51]

[Główna]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Ene, due, like, fucke

I ty możesz zostać elyytą blogową.
Przeczytałam regulamin „Blog roku”. I nie chodziło o laptopa, którego zapewne sprzedałabym na allegro, a forsę zastawiła na miejscówkę w trans-sibie.
Przeczytałam, Droga Publiczności w Studiu i spadło na mnie pytanie. Od kiedy to bohemę artystyczną wybiera się smsem?
Chyba od „Idola”.
Który mimo wszystko rządził się nieco innymi zasadami. Na początku był przesiek przez komisję, a w momencie kiedy publiczność mogła się wyżyć za 2,44, wszyscy pretendujący do tytułu mieli szansę się zaprezentować. W dwie minuty, ale mogli wszyscy. Kto jak je wykorzystał, czy robił z siebie Celinę D., czy z własnej twarzy gębofon, miał te dwie minuty.
Załóżmy, że ktoś koniecznie chce wspomóc tą złotówką niewidome dzieci, nie ma przyjaciółki, brata, babci biorącej udział w konkursie, ale ma za to kupę czasu, żeby przedrzeć się przez te kilka tysięcy blogów, kilkanaście tysięcy notek w archiwum i miliony znaków. Załóżmy, że przed komputerem siedzi filantrop obijający się w biurze z kasą na karcie, z którą nie ma co zrobić. I tak nie ma szansy wybrać.
Głupia nie jestem, w takich konkursach głosuje się na „samych swoich”. Jako że takowych mam w sieci mało, zostawiam konkurs, niech kwitnie, niech przynosi korzyści. Przynajmniej operatorom i dzieciom niewidomym. Sama widzę jeszcze całkiem nieźle, pisać potrafię, jeśli nie dobrze, to uparcie. Jak napisze coś, co będzie warte więcej niż to, co do tej pory napisałam, po prostu w końcu się odważę i wyślę to do takiej komisji, którą sama sobie wybiorę. I nikt na mnie esemesa wysyłać nie będzie musiał. Jest to oczywiście czysto teoretyczne założenie, bo znając siebie, to albo ktoś wyśle moje grafomaństwo za mnie, albo zagrozi mi jakimś ostrym narzędziem, żebym sama to zrobiła. Jako to bywało do tej pory.
W każdym razie obejdzie się przez esemesa. Tylko laptopa szkoda. I miejscówki w trans-sibie. Ale może za to dostanę długopis z logiem wydawnictwa. "Wiernych Miłośników Ziemi Puszczy Białowieskiej" na przykład.

♪ "Secret energy" - The Buddhist Monks
[wolałabym jednak, żeby buddyjskie mamrotanie z dziewuszkowo-popowym głosem nie było mieszane już nigdy, aż po czasu wsze]

18 stycznia 2008 [1:07:50]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

"Z kota to kisiel i ciastka"

Bełkot w tym miejscu narasta jak pleśń w niepłukanej tykwie. Zaprawdę, zaprawdę.
Bełkot wyczułam już dawno, mniej-więcej w momencie, kiedy zaczęłam się nudzić przy pisaniu notek. Z bełkotem zdecydowałam się walczyć, kiedy zasugerował to Szaci. Tak być nie może. Nie mogę bełkotu wam do gardła wpychać, nawet jeśli rzeczywiście ostatnio zajmuję się tylko chistorią, matórą, chistorią, matórą i chistorią. Czuję się jak Lider Szajs i przepraszam serdecznie wszystkich konsumentów.
Ileż można żywić się zupką grzybową i chińskim makaronem z Radomia.

Ddecyzja jest następująca. Już nigdy nie napiszę nic, czego nie będę chciała napisać. Albo o czym wcześniej nie pomyślę.
Widzicie państwo, mnie wystarczyło trzy i pół roku w redakcji, żeby do perfekcji wykształcić w sobie skilla dziennikarza zapchajdziurowego. Potrafię siąść nad kartką / klawiaturą, kiedy mam ochotę / muszę napisać cokolwiek i po prostu to robię. Do dzisiaj pamiętam jak dwa lata temu po przyjeździe z Austrii siedzieliśmy w redakcji, składaliśmy powoli materiał, a Koleżanka Justyna miała akurat niemoc twórczą i nie mogła, po prostu nie była w stanie napisać swojego felietonu o „austriackich facetach kobiecym okiem”, do którego zbierała materiał cały tydzień. Siadłam. Napisałam. Ot, tak. Kto mnie zna, ten wie, że temat „facetów”, ich urody, obyczajów i wpływu piwa na mózg leży mi średnio, bo poza okresem z życiu, kiedy nie cierpiałam ich całego pomiotu, nie patrzyłam na nich stereotypowo. Wiem, czasami mówię, że „wszyscy są daltonistami”, albo „rozróżniają tylko szesnaście kolorów”, albo „znasz tylko dwie barwy: czarny i jeszcze-da-się-wywietrzyć”. Ale czasami sama w to nie wierzę.

Skill dobrego odwalania chałtury i fastrygowania przydaje się bardzo, szczególnie w okresie maturalnym. Zauważyłam jednak, że przeniósł się niechcący na bloga.
Za co przepraszam raz jeszcze.
Bywało zabawnie? Dziękuję. Ale to „zabawnie„ było czasami tylko wypełnieniem pustej przestrzeni edytora w panelu admina. Kiedyś pisałam notki o kładzeniu fug przez Wielkiego E. tak, że wszyscy turlali się ze śmiechu (przynajmniej ci, których widziałam, przy czytaniu). Ale ta notka o fugach miała swój wśrodek. I naprawdę chciałam tego dziecka, kiedy się rodziło. Ostatnio bywało inaczej.

Nie mówię, że zacznę używać wstępu, rozwinięcia, zakończenia, ani że każda moja notka będzie o sensie życia, najnowszej wersji opery czy problemie poruszonym na debata.blog.pl. Chciałabym, żeby było tak, jak wtedy, zanim nauczyli mnie pisać wypracowania maturalne.

Z tego też powodu szukam nowego domu. Jak na razie nie widzę dobrego miejsca. Znajdę – dam znać.

♪ "3 Libras" - A Perfect Circle

20 stycznia 2008 [18:16:40]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Będzie tylko lepiej

Nie chodzi o to, żeby pisać to, co się chce dla siebie. Chodzi o to, żeby pisać to, co się chce i dzielić się tym. A jak się nie chce, to się chowa do szuflady. I dalej pisze to, co się chce.
Bzdury często mają sens (co zresztą najlepiej widać po „Fiolce absurdu”…).
Nie, martw się, Ein.

Nowy dom na placu zabaw geeków.

22 stycznia 2008 [12:09:14]

[Główna]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||