. improwizacja-mniejsza

14 VIII 1385

- For Union Reunion! - krzyknął Simonas wznosząc w górę dzbanek z sokiem o niezidentyfikowanym smaku.
Albowiem po tygodniu przebywania razem doszliśmy z Litwinami do wniosku, że Unia pomiędzy naszymi krajami to był całkiem niezły pomysł, stare dobre czasy i w ogóle warto go reaktywować. Tym bardziej, że Obwód Kaliningradzki jest taki ni przypiął, ni przyłatał i można byłoby się nim jakoś rozsądnie podzielić. Jak już pokonamy Rosję i jej spiżarnie z bombami atomowymi.
No, i dogadamy się w kwestii Mickiewicza i Kościuszki (!).
Jak na razie ograniczyliśmy się do standartowych poczynań integrujących: nauki przekleństw i tłumaczenia piosenek Kaczmarskiego na angielski.

Trzeba przyznać, że pierwszy raz zdarzyło mi się aż tak zżyć z obcokrajowcami. Zżyć tak bardzo, że w końcu zaczęłam używać fejsbóka na serio. Ciężko było wrócić do rzeczywistości, w której nie mogę zwolnić się z lektoratu z języka angielskiego.
[!] Sudas - bardzo ładne słówko litewskie oddające sympatyczność sytuacji.
Tym bardziej, że na Liwie stacjonowaliśmy w miejscu, które godne było inwokacji. Wieś. Agroturystyka. Chata. Jezioro za oknem. I domek na drzewie, który sprawił, że mój wewnętrzny Elf się obudził. Kiedyś sobie taki wyciosam.

[♪] Tori Amos - [American Doll Posse] Beauty Of Speed (Clyde)

4 października 2009 [1:08:45]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

Filozofia RZyciowa: Prawda #009

Mrs Ce, najlepsza nauczycielka angielskiego jaką kiedykolwiek miałam, powiedziała do mnie kiedyś: „Ty to jesteś taki fighter. Jak masz mieć punkt mniej, albo punkt więcej, to zawsze zdarzy się to drugie”. Komentarz ów został wygłoszony nad moim wynikiem z F.C.E. – rzutem na taśmę zaliczonym na Be.
Niestety, oprócz oczywistych korzyści, zaczynam dostrzegać również minusy sytuacji. Szczególnie po pierwszych zajęciach z hebrajskiego.
Pan przywitał nas złotą myślą, że „Nauka języków to nuda i poniżenie”. Nuda, bo w kółko powtarza się to samo, a poniżenie, bo nie raz zdarza się sytuacja, że nie mamy pojęcia, co nejtiw chce nam przekazać i pozostaje tylko promiennie się uśmiechać. Po czym wręczył nam test, który miał za zadanie rozdzielić nas na dwie grupy poziomowe. Tak, tak, rzutem na taśmę trafiłam do tej bardziej zaawansowanej.
Z perspektywy człowieka, który językowo jest na etapie „Mosze jest w pięknej, dużej mykwie” szybkość, z jaką Pani Mgr wyrzucała z siebie słowa (używając akcentu z niemym hej) była przeogromna. Po współuczestnikach widziałam, że rozumieją mniej – więcej.
Chciałabym rozumieć mniej – więcej. Osobiście rozróżniałam pojedyncze słowa.

[Jedyna (nie-?)Słuszna] Prawda Fiolkizmu: Wielkim minusem bycia „fighterem”, droga publiczności w studiu, jest to, że wśród tych najlepszych jest się najgorszym.
Pozostało promiennie się uśmiechać.

[♪] Deborah Lurie - [9 Soundtrack] "Release"
[♪] Deborah Lurie - [9 Soundtrack] "Welcome Home"
[cały dzień w kółko leci - a film godny obejrzenia go jeszcze raz]

5 października 2009 [23:11:02]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (10) || Wyślij wiadomość ||

To nie jest notka o polityce

Od dobrych czterech lat nie popełniłam nic politycznego (pomijając notkę o Kosowie, z której Onet wziął i wyrwał z kontekstu jedno zdanie, po czym zacytował bez niczyjej zgody).
Cztery lata temu bowiem byłam na etapie „Fiolki Absurdu”, mojego pierwszego cyklu felietonów w dodatku do najprawdziwniejszej, czarno – biało – miejscamikolorowej gazety, z którego do tej pory jestem dumna i blada, głównie dlatego, że były to złote lata mojego kinder-dziennikarstwa. Później już nic lepszego nie było dane mi napisać. Ach, ta młodość.
Tematu przewodniego można się łatwo domyślić – absurd codzienności – a polityka była niesamowicie inspirująca. Do tego stopnia, że pisanie o sytuacji w kraju, ustawach i kampaniach wyborczych stało się pójściem na łatwiznę. Wtedy zarządziłam detoks i okazało się, że moliwe jest (!) pisanie o absurdzie nie nawiązując ani do sejmu, ani do senatu. Inna sprawa, że wiadomości poranne zaczęły wywoływać u mnie śmiech z dnia na dzień smutniejszy i bardziej gorzki. Później była już tylko frustracja.
Tak więc detoks.
Człowiek od razu robi się radośniejszy, kiedy nie ma pojęcia, kto jest naszym ministrem ds. dziury budżetowej i kolejek w Placówkach Służby Zdrowia. Owszem, dochodzą do mnie jakieś informacje, ale zazwyczaj są mocno przesiane i przekazywane za pośrednictwem skeczy kabaretowych.

O tym, że Barak Obama (osobiście lubię mianować go tytułem „Combo Breaker”) dostał pokojową nagrodę nobla dowiedziałam się, z opisu Kulki na dżi-dżi.
Piszę o tym dopiero teraz, bo wczoraj musiałam czytać kserówkę o powstawaniu kościoła w początkach państwa piastowskiego, a dzisiaj cały dzień spędziłam na zajęciach. Za późno już na komentarz. Smakowałby jak odgrzewana kiełbasa z bjedrónki. Tym bardziej, że nie wymyśliłabym nic lepszego niż Rockwell („następna w kolejce jest beatyfikacja.”) i Wałęsa („Dostał nobla tak na zachętę.”). Floł już nie ten, co kiedyś.
Także mam na khm, imię Fiolka i zbliża się mój piąty rok bez politycznej pisaniny.

[!] Kserówka o Piastach zniszczyła mi wspomnienia z dzieciństwa. Wiecie, że Mieszko wcale nie ożenił się z Dobrawą dlatego, że obawiał się chrystianizacji typu „ogniem i mieczem” ze strony Niemiec tak, jak tłukły nam do głowy panie nauczycielki z podstawówki i / lub gimnazjum i / lub liceum?

[♪] Laïs - [Dorothea] "Le renard et la belette"

12 października 2009 [23:10:41]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Hołmskóld

O 8.17 nawiedziła mnie myśl, że skoro nie przyznano mi godzin dziekańskich w ramach Pięknej Staropolskiej Tradycji Świętowania Dnia Nauczyciela (czy tam edukacji narodowej) to przyznam je sobie sama. Powodów było zbyt wiele, aby tego nie zrobić.
1] Zbyt ciepła Kordełka.
2] Tylko jedne zajęcia mam dzisiaj, więc co tam.
3] Brak odzieży zimowej w mojej krakowskiej szafie.
4] Widok za oknem. System pogodowy u Szefa szwankuje?
5] Jeśli wyszłabym w formie bezczapkowej, bezswetrowej, bezzimowopłaszczowej na ten pogodowy error (Word zamienił „error” na „terror” – w sumie też pasuje) to możliwe, że nie musiałabym wychodzić z domu przez następne dwa tygodnie. Zasmarkałabym wagon chustek i wyżarła wszystkie antybiotyki świata, a i zapalenie oskrzeli może by wróciło, kto wie. A wszak ledwo co wylazłam z jednej zdrowotnej porażki (tym razem jakieś zapalenie oka – tego jeszcze nie było - a kiedy zadzwoniłam do krakowskiej przychodni studenckiej, żeby się umówić do okulisty, pani w słuchawce zapytała, czy termin po pierwszym stycznia mi pasuje).

Poza tym pozazdrościłam Adamsowi, który nabył wystarczająca ilość zarazków, aby od dwóch dni nigdzie nie wychodzić i pomykać po mieszkaniu w puchatym szlafroku tudzież szaliku. Kostium ów zainspirował zabawę w Angielskich Lordów, do której zaraz przyłączył się Kuu („Do you want to see my horses?” – zapytał Lord Kuu Lorda Adamsa) i Nurlaf odgrywający rolę służącego Jinkinsa.
Mnie Adams w dalszym ciągu bardziej przypomina Hobbita. Tym bardziej w tym szaliku.

W każdym razie świętuję i piję zdrowie nauczycieli. Herbatą z cytryną.

[!] Napisałabym, że walczę dzielnie z tym strasznym hebrajskim, że nie zrezygnowałam, że powtórzyłam w weekend wszystko, czego się do tej pory nauczyłam i codziennie do siebie charczę, żeby się oswoić, ale tymi jedynymi zajęciami, które dzisiaj sobie darowałam był właśnie ów lektorat. I mimo że powody były wolne od tchórzostwa to i tak mam u siebie minus dwa do szacunku.
Za to na poniedziałkowych zajęciach byłam. Także fighter walczy dalej. Nawet sobie ładne pomoce naukowe zrobił i na ścianie powiesił, na co Gwador zareagował słowami: „Rany, co za okultyzm”.
No, tak. Te hebrajskie krzesełka coś w sobie mają. Chyba nie bez powodu wierzono, że są w stanie golema ożywić.

[♪] Atreyu - [Lead Sails Paper Anchor] "No One Cares"

14 października 2009 [11:27:58]

[University Show]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||