. improwizacja-mniejsza

Na wpół skradzione wspomnienie ze stepu Bohuna

Okazało się, że kraje łUnji to żadna "zagranica". Albowiem po tych wszystkich podróżach po Austriach, Włochach, Litwach (etc) dopiero na Ukrainie poczułam, że naprawdę opuściłam kraj ojczysty. Pomimo tego gigantycznego pomnika Wieszcza Mickiewicza na samym środku Lwowa. Pomimo tego, że każdy rozumiał, co do niego mówię, pomimo, że Kolega Żydolog pokazywał nam kamienicę, która przed wojną należała do jego rodziny i za której utratę jakoś ostatnio otrzymali odszkodowanie.

Pod lwowskimi wieżowcami pasą się stadka kóz. Na jednej z ulic starego miasta spotkałam śpiącą, czarną świnię. Ale nie to było najbardziej fascynujące.
Kiedy ktoś zawita do tego absolutnie cudownego kraju - polecam przejazd komunikacją miejską. A najlepiej tak zwaną "marszrutką". Kosztuje to hrywnę siedemdziesiąt pięć, a wrażenia na całe życie.
Ludzie pakują się do wehikułu. Biletu nie kupisz. Ani na przystanku, ani u kierowcy. Płacisz mu po prostu, do łapy, tę hrywnę siedemdziesiąt pięć. Nikt się nie ustawia w tym celu w kolejce. Po co tracić czas. Wehikuł rusza i w tym momencie ze wszystkich zakątków autobusu zaczynają napływać pieniądze. Podawane z ręki do reki. Uczciwie. I lądują tuż obok kierowcy, na skrzyni, pod którą warczy silnik pojazdu.
U nas by to nie przeszło.
[!]Zone skomentowała powyższy akapit njusem, że podobno największa przygodą, jaką można w Lwowie przeżyć jest jazda taksówką. Oficjalnie niniejszym dodaję to na listę tódó bifor def. Coś w tym jest - przepisy ruchu drogowego ograniczają się do "łaź / jedź tak, żebyś przeżył". Światła i pasy są niepotrzebną fanaberią.
Stoimy na krawężniku. Rozglądamy się w prawo w lewo. Auta jadą. My dalej stoimy, czekamy na sposobność. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście.
Koleżanka Żydolożka: Ej, Lwowianin by już dawno przeszedł...
Fiolka: Trudno zaprzeczyć...

Lwów zwiedziłam dogłębnie. Lataliśmy, jak historycy na ćwiczeniach terenowych (czyli właściwie mieściliśmy się w idei wyprawy). I mogliśmy pouzupełniać białe plamy w przewodnikach. Tam, gdzie miały być macewy - nie było ich. Tam, gdzie cmentarz miał być od dwudziestu lat zamknięty - zastaliśmy nagrobki świeżością dorównujące wczorajszym gazetom. Co nas nie urządzało generalnie, wszak inwentaryzacja nekropolii ma sens, jeśli datowana jest na lata przed druga wojną światową.
Toteż wyprawilim się w step szeroki – gdzie godny inwentaryzacji cmentarz, owszem, zaleźliśmy, gdzieś na łąkach pomiędzy pasącymi się krowami i stadem koni leniwie skubiącym trawę wprost z grobów poważanych za życia rabinów.
Lara Kroft też tak zaczynała, mówię wam.

Długo by prawić, ile się tam zdarzyło. W ogólnym zestawieniu wygląda to tak, że zaspokojony został i mój włóczęga wewnętrzny i żydolog, i detektor absurdu + kuriozów, który przywiózł z wycieczki pamiątki w postaci kolczyków – matrioszek oraz dwóch paczek lejsów o smaku kawioru.

Resztę przemilczę. Komu opowiedziałam, temu opowiedziałam, ale napisać – nie napiszę. Po pierwsze: za dużo tego. Po drugie: ktoś mi znowu słowa kradnie (wie Szanowna Publiczność już, kogo linczować w komentarzach – więc sobie linczujcie, a ja z uporem maniaka powtarzać będę, że kradziejstwo owo tylko na dobre wszystkim w końcu wyjdzie, o!).

[♪] Eluveitie [Slania] - "The Arcane Dominion"
[na wieczna pamiątkę koncertu, który odbył się dzisiaj, na którym mnie nie było i na pewno nie zagrali na nim utworu niniejszego]

11 października 2010 [0:38:14]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Święte poruszenie

W pociągu Intersiti spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że wyglądam co najmniej jak "Hit the Road Jack". Tapir we włosach. Szczypanie w oczach. Zmęczenie w żyłach. Niewyspanie zamiast krwi.
I pomyślałam, że najwyższy czas trochę w domu posiedzieć.
Tymczasem zapowiada się na sytuację wręcz przeciwną. Więcej pociągów o dłuższej relacji, ruch, niestałość, kupowanie biletów ze zniżką studencką i sprawdzanie połączeń na pekapepeel. Powoli zostaję Biegunem (żeby nie napisać Biegunką).
Ach, i czekanie. Zapomniałam, że tym razem czekać na peronie będę. I na mnie ktoś czekać będzie, co najbardziej zaskakujące. Zdarza mi się to pierwszy raz w życiu, więc trudno się przyzwyczaić – nawet do samej myśli.
[Tak więc nadszedł czas, że trzeba się nauczyć braŚĆ.]

// Nie było tragicznie. Głównie przez ludzi i kilogramy surelis, resztę aspektów przemilczę z polityczną poprawnością. Potwierdziłam swoją teorię, że wszyscy Litwini to wariaci.
[!] Ale i tak najlepszym wydarzeniem z całego tego tygodnia było spotkanie z Ievute, która na wyszeptaną przeze mnie do jej ucha tajemnicę odpowiedziała: "Me too".
Wiem, łatwo się narzuca, ale nie było to "I love you", telenowel się naoglądaliście.

[♪] Helium Vola [Helium Vola] - "Selig"

[Właśnie tak. Tik - tak, tik - tak...]

19 października 2010 [0:34:42]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||