. improwizacja-mniejsza

Epidemio-nielogiczna

Listopad przylazł. Siedzi w kącie i czyha.

W mieszkaniu naszym laptopy padają jak domino. Najpierw Dziuni, później Adamsa, wczoraj Nurlaf coś się skarżył. To nie grypa, uprzedzam wasze komentarze. Nie mamy w domu ani świń, ani osłów, ani głupich krów, więc w zasadzie nie wiemy od kogo / czego tym morowym powietrzem wionie.
Może, ale podkreślam, może to pradawny wirus „Aj law ju”.
Chociaż po przemyśleniu stwierdzam, że tak bardzo, to chyba się jeszcze nie kochamy.
Niby te rozmowy w kuchni, niby te przyjazne „staby” palcem w bok współlokatora, którego lubi się w tym momencie najbardziej, niby tulenie, kiedy najsmutniej i wspólne poszukiwanie sensu życia w najgorszych częściach „Gwiezdnych Wojen”. Niby. Ale jednak, no właśnie, jednak wybuchają rewolty (bo nawet potulni chłopi pańszczyźniani by się burzyli, jakby ponad dwa tygodnie nie mieli internetu), ktoś komuś „chce wyrwać odbyt” i w ogóle to jest pierońsko zimno w tych kamienicach (żydowskich).
Drugi rok już tu mieszkam. Inwentarz się zmienił: zyskaliśmy wszem i wobec znanych już Maga, Ku, Nuralfa oraz Prze-rudą Uśmiechniętą, która miała studiować żydologię, ale zrezygnowała, by zaczytywać oczy na polonistyce. Za oknem już nie mam śmietnika tylko lampę, która oświetla mi drogę od fotela z Kocykiem do łóżka z Kordełką, kiedy noc już zapadnie.
Nadal jest w sam raz.
Może wasze akademiki są bardziej tró, ale to moje mieszkanie jest bardziej moje.

A Zone mam dwa przystanki dalej. Z sam raz, żeby wpraszać się na niedzielne śniadania i odnotować, że Błaż nadal znajduje się w tym samym miejscu, w którym był podczas poprzedniej wizyty (przy stoliku z kompem, albo, jak kto woli: Northrend, Storm Peaks, nawet tym samym trollem hunterem pomykał, tylko notatki, z których udawał, że się uczy, miał inne).

[♪] Sting - [If On A Winter's Night...] "Soul Cake"
[Nowy Sting nie tylko na wigilię - lubimy za to, że wplótł moją ulubioną kolędę]

10 listopada 2009 [2:19:44]

[University Show]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Herezja #001

W całym Internecie nie mogę znaleźć maila do Pana D. Domagalskiego (tego od "Delikatnego uderzenia pioruna"). Nawet nie chodzi o prywatny, tylko taki, z którego odbierałby spam od czytelników.
Wszem i wobec napiszę to, co napisałam wczoraj Zone, a później cytowałam Adamsowi.
Jeśli kiedykolwiek moje słowa zostaną wyplute w drukarni na papier i zalegać będą w księgarniach, to zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, przyczepię do nich mój adres mailowy. Nie może być tak, że ludzie będą mogli do mnie bluzgać tylko na spotkaniach autorskich w kerfórze. Niech mają wolność bluzgania do mnie od poniedziałku do poniedziałku, w szabaty, ramadany i matki boskie gromniczne, niech bluzgają na mojego maila codziennie, przy kawie porannej. Ja wszystkie te bluzgi będę czytać i, tak czy inaczej zmotywowana, odpisywać, bo przecież o to w tym wszystkich chodzi.

Herezja na dzisiaj brzmi tak: w pisaniu ma chodzić nie o sprzedaż słów, a wymianę ich na inne.
Tak mi dopomóż Szef.

[♪]A Perfect Circle - [Thirteenth Step] Weak and Powerless

11 listopada 2009 [17:12:45]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

COMA na żywo, ale w Studio - listopad 2009

COMA zagrała wczoraj jesiennie (z niepokojem obserwowałam Listopad nieustannie podgryzający mi sznurówkę, ale nie, nie miał odwagi ugryźć nic cenniejszego). Repertuar głównie z „Zaprzepaszczonych…”, w dodatku na pierwszy ogień poszła piosenka tytułowa – przywitałam ten fakt z niedowierzaniem szeroko otwierając oczy.
Koncert różnił się diametralnie od tego sprzed roku. Już kij z tym, że COMA wczoraj świętowała 11-te urodziny, w tłumie pogowali rodzice Pana Roguckiego (przynajmniej tak się chwalił), a zespół a capella wykonał „Leszka Żukowskiego” w wersji „żeglarskiej - szanty remix” („I nawet stoczyć się na samo dnooooooo! / Czasami wolę to niż sto morskich fok!” ). Rok temu promowali „Hipertrofię”, a koncept – album wymaga pewnej oprawy. Za cztery dychy dostaliśmy spektakl i od razu można było poznać, co Pan Rogucki studiował. Wczoraj zdecydowanie mieliśmy koncert rockowy. Miałam odczucie, że bardziej rodzinny (ciarki miałam na „Zbyszku”, kiedy głos publiczności robił za szósty instrument), a tracklista wydawała mi się dość trudna (dla mnie „Zaprzepaszczone…” są trudniejsze nawet od kontrowersyjnej „Hipertrofii”). I sentymentalnie było. Przez „Spadam” i „100 tysięcy…”.
Rok temu członkowie COMY byli aktorami, wczoraj zespołem rockowym. Na tym polegała główna różnica. Rok temu mnie zafascynowali, wczoraj po prostu kupili. Czułam się, jakbyśmy wspominali przy ognisku (w pierwszej wersji napisałam „przy piwie”, ale ja piwa nie cierpię, Pan Rogucki, podobno, na piwo nie chadza, nie wiem, jak reszta zespołu).

Dużo też się mówiło o supporcie. Zdążyłam tylko na drugi, czyli Pana Ze Srebrnymi Skrzydłami Na Koszuli (której później się z resztą pozbył). Oprócz tego, że rozbawił mnie tekst jednej z piosenek „Mocno wierzę że / kiedyś spełni się ten sen” (a z grubsza chodziło o to, że Pan chce być gwiazdą rocka) to muszę przyznać, że jego występ był bardzo pouczający.
Otóż, drogiej gawiedzi, (lekki) narcyzm i egocentryzm często był i jest w muzyce rockowej usprawiedliwiany - pasuje i nie gryzie się z przekazem. Trzeba natomiast wiedzieć kiedy i w jaki sposób można sobie na niego pozwolić. Jak dla mnie Pan ZSSNK nie wyczuł momentu.

[♪] Coma - [Pierwsze wyjście z mroku] "Pierwsze Wyjście z Mroku"
[mocny sentyment]

22 listopada 2009 [18:24:34]

[Mniejsza Propaganda]

tu! tu pyknij! (19) || Wyślij wiadomość ||