. improwizacja-mniejsza

Co innego odpowiadać na pytania "Dlaczego?" i "Co będziesz robić po tej twojej judaistyce?" Wielkiemu Eduardowi, co innego Panu Kú zwanemu dalej Półstróżem (bo na pół etatu). Różnica między nimi jest zasadnicza. Przy Eduardzie muszę udawać, że jestem zdecydowana i popierać swój wybór jakimiś sensownymi argumentami. Przy Panu Kú mogę w końcu zastanowić się i poszukać odpowiedzi.
Tak więc siedzieliśmy sobie wieczorem na peronie drugim dworca w Zawierciowie i jak to zwykle w tym miejscu bywa, rozmawialiśmy o życiu i śmierci zakłócając spokój podróżnych, sami podróżnymi nie będąc. Księżyc sobie świecił spokojnie, ja kończyłam bułkę typu „kokosek” ufundowaną przez Półstróża i wtedy właśnie padło TO pytanie. A Półstróż pytać potrafi, oj tak. TO pytanie zadał na przykład w taki sposób, że poczułam jakbym wyborem swoim schrzaniła nie tylko swoje życie, ale też jego. Wszak Półstróż „O mnie dba”, jak to kiedyś sam określił nie wstydząc się. I wolał się upewnić, czy wzięłam pod uwagę wszystkie „za a nawet przeciw”, nawet te długoterminowe, wieloletnie, jak skrytka w banku szwajcarskim.
Zaczęłam więc zagłębiać się we własne wnętrze (Półstróż przyznał, że sprawę przemyślał i ni krzty logiki w moim działaniu dostrzec nie potrafi), co jest rzeczą raczej trudną, kiedy jest się na drugim peronie dworca, w lewej ręce trzyma się ostatni kęs darmowej bułki typu „kokosek”, a za plecami siedzi bliżej niezidentyfikowany Pan, udaje, że czyta gazetę i chichocze.
Zaczęłam więc sprawę analizować na głos. Co było moim błędem.
Otóż ja, domator i piecuch, tam dom mój, gdzie lodówka moja. Ja, patriota, który jeszcze cztery miesiące temu zarzekał się, że zostanie na tym tonącym statku, choćby nie wiem co i nie wyjedzie na zmywak do Anglii, odsyłając na swoje miejsce mgłę i deszczową zimę. Ja, JA, niemal czteroletni już zarodek krytyka muzycznego, nagle zaskakuje wszystkich stwierdzeniem, że „Oprowadzenie wycieczek po Jerozolimie nie byłoby głupie”. Idę na studia cholernie trudne. Zdaje maturę z historii sztuki, do której nie dość, że nie ma podręcznika, to jeszcze zbyt wielkiego pojęcia o dziedzinie tej nie mam.
Kiedy w moim wywodzie doszłam do tego momentu, zatrzymałam się na chwilę i powiedziałam to co zapewnie Półstróż myślał (nie mówiąc już o Panu udającym, że czyta gazetę). Przecież ja jestem nienormalna. Przez takich ludzi psychologowie tracą gabinety i leżanki, bo zwyczajnie gubią się, kiedy ktoś postępuje chaotycznie i wbrew wszelkiej logice.
I może to jest właśnie odpowiedź na pytanie: „Dlaczego?”. Bo jestem anormalna i wbrew logice.
A jeśli chodzi o pytanie drugie to stwierdziłam, że pomysł Mró nie jest taki głupi. Będę taśmowo wytwarzać i ożywiać golemy. I tym sposobem podbijemy świat, Pinki.

♪ "Dekodery i anteny" - Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach

4 grudnia 2006 [19:33:53]

[Główna]

tu! tu pyknij! (12) || Wyślij wiadomość ||

I znowu, kurna, to samo. Znowu organizujemy WOŚP i władze miasta raczyły nas o tym poinformować cztery dni temu. Także siedzę sobie kręcąc się w kółko, na co pozwala mi niesamowity wynalazek zwany krzesłem obrotowym. Siedzę sobie ze słuchawką przy uchu i staram się namówić jakiś (jakikolwiek!) zespół do wystąpienia w naszym atrakcyjnym, przemysłowym, brudnym i dorównującym pięknem chyba tylko zagłębiu Ruhry mieście. Zdążyłam się już dowiedzieć, że COMA chce forsy, CKOD gra w spodku, a Maleńczuk ma termin zajęty już od października.
Istne deja vu.
Jako że w naszym Kole Miłośników Fachu Dziennikarskiego pozostały jakieś cztery osoby w wyniku wielkiej emigracji na studia reszty członków, w tym roku będzie jeszcze śmieszniej niż poprzednio. Walczyć trzeba będzie dwa razy bardziej z niesympatycznymi pomysłami współsztabowców (dokooptowanych) i podawać dwa razy więcej pomysłów własnych, sympatycznych (podczas kiedy kolejne wypracowanie o Polakach, kolejne napisane na dost., wyprało ci mózg już do końca).
Bo jak tu na przykład zareagować na pomysł zorganizowania koncertów w szacownym klubie o wdzięcznej nazwie „Drukarnia”… Pomysł podały dwie Koleżanki Sztabowe (pierwszy raz na oczy widziane z resztą), które, jak wiele razy podkreślały, współorganizowały wiele koncertów w tym miejscu. Ja, owszem, Drukarnię lubię bardzo. Nawet bardzo, bardzo. Jednak nie zmienia to faktu, że jest wielkości garażu twojego ojca. I jak na klub służący w sześćdziesięciu pięciu procentach do pogowania, to ktoś zrobił mu niemałą krzywdę wykładając podłogę kafelkami. Wciśnięcie tam trzystu osób jest awykonalne, chociaż mogę się mylić, w końcu to tylko matrix.
Wyłożyłam swoje racje przed Koleżankami Sztabowymi, zadając przy okazji pytanie „Pamiętacie Bunkier?”. Zaległa króciutka cisza, jak w filmach, po czym chórem powiedziały: „My go ORGANIZOWAŁYŚMY…” profesjonalnie podkreślając słowo ostatnie. Do mojej głowy wcisnęło się wiele kwestii, mi. (słowa z capsem profesjonalnie podkreślone): „WIEM, pytałam czy PAMIĘTACIE”, „WIEM, gitarzysta tego zespołu, mój KUMPEL mi o was opowiadał” i „A ja ROK TEMU tłumaczyłam gościom z NEGATYWU, że nie mamy niestety prądu do herbaty”. Stwierdziłam jednak, że wszystkie te wypowiedzi są mało profesjonalne i zachowałam się jak Jedi jasnej strony Mocy (w końcu po co ćwiczę od dwóch tygodni na KotORze). Uniosłam tylko brwi i wspomniałam moje limo na kolanie, które towarzyszyło mi jeszcze przez trzy tygodnie po koncercie. Tu koleżanki Sztabowe wtrąciły, że właśnie po to mają ochronę, a ja uprzejmie zostawiłam dla siebie moje refleksje na temat tego, dlaczego żaden superman z ochrony mnie nie uratował, jak pierwszy raz w swoim życiu zrobiłam szpagat i zastanawiałam się, czy przypadkiem po tym wypadku nie straciłam płodności.

Kilka razy przyłapałam się na myśli o tym, że „Przecież można zaprosić Republikę!”. Jasne. Zupełnie jak Nirvanę i Kaczmara.

♪ "Cmyk" - Smolik feat. Victor Davies
[kordełka i synchroniczne picie herbatki. mój przyszły mąż może mieć taki głos, zdecydowanie]

13 grudnia 2006 [20:21:03]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Wyjrzyj przez okno, zobaczysz świat wirtualny.
Wyjdź z domu, zostaniesz postacią w grze komputerowej.
Zastanów się co chcesz osiągnąć i dopiero wtedy rozdzielaj punkty umiejętności. [Rada: z dobrze rozwiniętą perswazją osiągniesz wiele] Zastanów się, co będziesz dzisiaj robił i dopiero wtedy wybierz ekwipunek. Uważaj co mówisz, bo możesz stracić członka drużyny.

I najważniejsze mój padawanie. Gra po Ciemnej Stronie Mocy jest prostsza. I są fajniejsze zdolności. Poza tym Jasna Strona ma śmieszną tendencję do usprawiedliwiania czynów kolegów z Ciemnej. Bo „przecież nie mogą być aż tak źli”. Często będziesz na tym korzystał. I dziękuj Jezusowi, czy w niego wierzysz, czy nie, za to, że kazał im wybaczać nawet siedemdziesiąt siedem razy. Dzięki temu będziesz mógł przepraszać, obiecywać poprawę i nadal robić swoje.

No. A teraz ubierz kurtkę i idź już, bo autobus ci ucieknie. I niech Moc będzie z tobą, czy cośtam…

♪ "Mad about you" - Sting
[wersja z "The Living Sea"]

17 grudnia 2006 [19:19:18]

[Główna]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Obkupiłam się dzisiaj jak dziki, japoński turysta.
Ja się śmieję z Mum, która przed świętami traci nad sobą kontrolę. Piszę o niej tysiące znaków, które później bestialsko drukuję w gazecie potencjalnie czytanej przez wszystkich jej znajomych.
Podczas kiedy ja jestem dokładnie taka sama. Wzrost mam po niej, oczy mam po niej, krótkie palce, które zrujnowały moją karierę pianistki, i małą siłę woli w okresie przedświątecznym, co tu duzo mówić, mam po niej też. W okolicach 24 grudnia zaczynam się obżerać, zaczynam mieć lenia, a nawet (!) zaczynam sprzątać (!!). Cóż, że sprzątanie u mnie wygląda jakbym wszystko przerzucała z kwadratu C4 do kwadratu A2. Ważne, że zmienia miejsce. I w końcu mogę dojść od łóżka do komputera na azymut, a nie wyznaczonymi przez TOPR szlakami w obecności przewodnika.
[!] Łączę się z Moony’m w pajęczej hodowli. Mój mieszka w okolicach karnisza i nazywa się Raskolnikow.
Zaczynam też kupować. Co prawda nie świąteczne popierdółki w typu stroiki, serwetki w Mikołaje i lampki, którymi obwieszę wszystko co mam przed domem, łącznie z psem, byleby sąsiedzi zielenieli z zazdrości o mój mrygający kosz na śmieci. Nie.
Fiolka nie może się powstrzymać, kiedy kupuje prezenty.
Fiolka lubi ludzi obdarowywać, pakować, wiązać wstążeczki i pisywać listy, dlaczego akurat taki prezent, a nie inny. I zawsze wydaje na prezenty więcej niż przewidziała. I zawsze kupuje prezent dla kogoś, kto w pierwszym zestawieniu miał go w tym roku nie dostać.
Po prostu nie mogę się powstrzymać. I cieszę się przy tym jak dziecko.

Czy ktoś mnie może uświadomić, co w tym roku rozdaje Koka – Kola? Bo chyba ten ważny element świata rzeczywistego mi umknął… A! I kiedy puszczają „Kevina…”?

[!] Jeśli chodzi o prezenty dla mnie, to właśnie dowiedziałam się, że zmieniły się wymagania na judaistykę. Podstawowa historia sztuki. Halelu yâh Adonai, po prostu i ogólne kol hanneshâmâh tehallêl yâh.

♪ "Santa Maria Loei (Cantiga 200-Królewska)" - Maciej Maleńczuk & Consort
[słucham tej płyty od dobrego miesiąca i do tej pory nie wiem, gdzie tam jest szydera. Może nie ma?...]

21 grudnia 2006 [18:26:35]

[Główna]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Święta miały być. Podobno.
[tu następuje kilkadziesiąt linijek tekstu, w których żalę się na moje 16 stron czytania ze zrozumieniem z historii, tomy „Lalki” do przeczytania, książkę efsii do wypełnienia, wypracowanie o sensie w życiu Raskolnikowa, referat o Anzelmie z Pipidowa na filozofię, WOŚP do zorganizowania, „TEKST” i twórczość pana Łukjanienki, które jak nie były ruszone, tak nie są]
Co robi Fiolka, kiedy ma roboty w cholerę i trochę? Szablon.
Brawa.

Tak sobie myślę, że w zasadzie pomysł Kúby nie był taki głupi. Powiedział (uwaga): „W święta zamierzam lekcji nie tykać. Jak zapytają dlaczego nic nie zrobiłem odpowiem, że świętowałem.” Zdziwiła mnie bardzo jego wypowiedź. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, na co dzień Kúba jest osobą, która potrafi obudzić się o drugiej w nocy z potem na czole, bo akurat przypomniał sobie, że miał zrobić wyklejankę na WOK. I zamiast, jak każdy normalny człowiek, okręcić się szczelniej w kordełkę, a na lekcji wziąć NP bądź udawać biednego – niedoinformowanego, on sprintem biegnie do piwnicy po stare gazety i do czwartej nad ranem tworzy swe dzieło klejem polimerowym, bo biurowego akurat zabrakło (w szkole dowiedział się, że termin oddawania prac jest za miesiąc nawiasem mówiąc).
Pierwsze zaskoczenie zignorowałam, drugie też. Sprawę przemyślałam i doszłam do wniosku, że faktycznie, przecież w święta się świętuje (jakie to proste). Dla większego efektu okręcę się jeszcze jakimiś serpentynami i obsypię konfetti. Na brokat mam uczulenie zapewne po tym, jak w nobliwym wieku lat dwóch zjadłam bombkę choinkową.
W KLOPie nie zrobię większego wrażenia. Szczególnie po tym jak mój kumpel na jasełkach grał niemowlaka i biegał po szkole w pampersie na spodniach. Szczególnie jeśli konfetti będzie markowe.

W spokoju ducha idę więc zwalczyć zło w Galaktyce „Far far away” i smagnę brzydkiemu Lordowi Sithowi mieczem świetlnym przez plecy. A co.

♪ "Shadow of the Moon" - Blackmore's Night
[wersja z OST do "Naćnoj Dazor" koniecznie. Piskliwym głosikom trzynastolatek mówimy stanowcze niet]

28 grudnia 2006 [14:30:43]

[Główna]

tu! tu pyknij! (11) || Wyślij wiadomość ||

Tego roku nie śmiem podsumowywać.
Musiałabym napisać o bardzo niefajnych rzeczach. Nawet jeśli napiszę o tych fajnych i niefajnych, to te niefajne przyćmią wszystko co do tej pory umieściłam na blogu, łącznie z działem „o mnie”.
Zacznijmy więc, póki kawa w kubeczku.
1] Przeczytałam „Wiedźmina” i ludzie przestali się ze mnie śmiać. Mickiewicz okazał się być bardziej kopnięty niż myślałam. „Siewca wiatru” jakkolwiek nieco banałem trącący został przeczytany w bardzo odpowiednim czasie i trafił w sam środek Fiolkowej duszy (którą, nomen omen, posiada). Jednak tytuł książkowego odkrycia niepodważalnie otrzymuje „Nigdziebądź” Neila Gaimana. Najpiękniejsza bajka jaką czytałam w życiu.
2] Szóstą część Pottera zakupiłam w dniu premiery na pieniądze Wielkiego Eduarda. Nie wiedzieć czemu, jeśli chodzi o zakup książek pani Rowling, zawsze, ale to zawsze wykłada pieniądze z uśmiechem na ustach. O inne muszę walczyć i zwykle przegrywam. Naprawdę zaczynam podejrzewać, że Eduardo podkrada mi Pottera w nocy i czyta z Mum pod kołdrą przy latarce. Wydaje mi się, że szóstą częścią byli zawiedzeni bardzo. Oczywiście kiedy zakończyłam czytanie w pół do szóstej rano ryczałam jak dzika, egipska płaczka, z tym, że ja płakałam nawet po przeczytaniu „Forresta Gumpa”. Jak już zapewne pisałam, szósta część Pottera ma dla mnie stron sto, o reszcie starałam się zapomnieć. Bo aż wstyd pamiętać. Zaszczytny tytuł zapchajdziury roku.
3] Jeśli chodzi o zasysacz czasu 2006 to kandydaci szli łeb w łeb. Brałam pod uwagę „Vallheru” i bezsensowne klikanie w linki. Jednak w świetle ostatnich czterech tygodni uznaję bijąc się w pierś, że twory takie jak „KotOR”, „Arcanum” i „Warcraft III” bezapelacyjnie muszą dostać palmę pierwszeństwa. Ale cytat beszowy utwierdził mnie w przekonaniu, że dzięki temu będę kiedyś fajną babcią. I już wiem na co będę przeznaczać moją emeryturę. Cóż… Niektórzy dłubią w ogródkach, inni spełniają swoje marzenia o kowalstwie artystycznym, a jeszcze inni grają w „World of Warcraft” na serwerze Blizzarda… Będę naprawdę fajną babcią.
4] Za to bezsensem roku zostają wypracowania z polskiego w których ciągle pisze o tym samym i ciągle się nie zgadzam z tym, co piszę.
5] Absurd roku to bezapelacyjnie zgubienie słuchawek do iPoda na trzydziestometrowej trasie „samochód - dom”. Wykonanie moje.
6] Dla pomysłów pieknego Romana postanowiłam utworzyć osobną kategorię. Tak więc rozważając czy bardziej absurdalny był pomysł o zabawie w Heroda i spisie powszechnym wszystkich nieletnich kobiet w ciąży, czy też może o zdaniu matury przez jej nie zdanie doszłam do wniosku, że jego najbardziej absurdalnym pomysłem w karierze była zgoda na zajęcie stanowiska Ministra Edukacji.
7] Osobistością roku zostaje Eduardo zwany Wielkim. Za zasługi na polu zadawania trafnych pytań. Kiedy przekazałam mu informację, że za dwa lata jadę do Chin na otwarcie olimpiady zapytał: „W czym?!”. Kiedy zapytałam go, na jakie studia mam iść zapytał: „A prawo jazdy kiedy zrobisz?...”. Formę potwierdził ostatnio, kiedy Mum wpadła do niego z radosną wieścią, że „ich córka chce sobie kupić cienie do powiek”. Zapytał: „Jakich powiek?!”
8] Zostało jeszcze wydarzenie historyczne. Rząd jednak nie upadł, o dzieciach Anety K. w podręcznikach pewnie wzmianki nie będzie, tak samo jak o tym, że papież przywitał się z nami ciule. Jeśli chodzi o powieszenie Husajna, to mam bardzo mieszane uczucia (cholerna moralność…). Pozostaje mi tylko ogłosić, że wczoraj w nocy uratowałam galaktykę przed dominacją Ciemnej Strony Mocy. Możecie czuć się uratowani.

Oby ten rok też był śmieszny.
Czego sobie i wam ze słowiańską szczerością winszuję.

♪ "Insane" - Siddharta
[…bo osobiście uważam ich za prywatne odkrycie muzyczne roku, zaraz obok Kombajnu i Końca Świata. Pewnie usłyszę głosy pt. „A z czyjego dysku ich zrzuciłaś, co?” oraz „A kto ci ich wysłał mailem, co?” jak i „A kto ich znalazł na LastFM, co?”; całej trójcy oficjalnie dziękuję, szczególnie Magowi, który posiada dysk 360 Gb z czego chyba połowa to muzyka i jak zrzucę na "Illidana" jakiś album, to jest naprawdę duża szansa, że sam go wcześniej nie słuchał.]

31 grudnia 2006 [12:03:18]

[Główna]

tu! tu pyknij! (14) || Wyślij wiadomość ||