. improwizacja-mniejsza

Przerywnik reklamopodobny

Mam się dość. Najchętniej związałabym się, wrzuciła do pudełka po lodówce i zamknęła w szafie, po czym udałabym się na Grodzką w celach spacerowych w jakimś milszym towarzystwie.
Ostatnio naprawdę jestem nieznośna. Tak, tak, tydzień temu ugryzł mnie Listopad. A niech sczeźnie.
Kiedy chciałam ten fakt zignorować i żyć normalnie, sił starczało mi tylko do południa. Po zajęciach nakrywałam się kocem i sadziłam winogrona na fejsbókowej farmie (kto jest bardziej uwełnionym baranem: ktoś, kto takie rzeczy wymyśla, czy ktoś, kto w zapamiętaniu ekspi klikają w kwadraciki?).

Wczoraj Listopada już nie było i od razu Pan Doktor herbu Trzy Poprawy dał na kolokwium pytania pasujące do mojego stanu wiedzy (zdobytej naprędce i w głębokiej frustracji spowodowanej dziewięćdzeisięcio- [słownie: dziewięćdziesięcio] – minutowym opóźnieniem pociągu niosącego mnie co niedzielę do Kroke; tak to już z nim jest: albo się spóźnia, albo ludzie się z niego wysypują, kiedy otworzysz drzwi).
To już się ociera o grubą autosugestię.

Przepraszam za ilość nawiasów utrudniających rozkminienie (Dzjunioslang) co połeta miał na myśli. Szanowna publiczność w studiu nie musi komentować tego wpisu. To był tak zwany przerywnik.

[♪] Laïs - [Laïs] De Wijn

2 grudnia 2009 [15:59:44]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Bo Koterski urodził się w Krakowie

Ostatnio codziennie budzi mnie trzęsienie ziemi. Pod powiekami mam pustynię Negew, a w głowie plączą mi się jeszcze resztki dialogów tudzież podkład muzyczny z mojego snu.
[!] Dokładnie tak. Moje sny mają soundtrack, codziennie jest to inna piosenka lecąca w kółko. Zazwyczaj nuci mi się w głowie jeszcze przez pół poranka. Dzisiaj było „Paparazzi” Lady Gagi. Nie pytajcie. Głównie dlatego, że sama nie wiem o co chodzi.
Tak więc ziemia się, jak już pisałam, trzęsie, a ja powoli powstaję. Na twarzy mam krzywy grymas i szparki zamiast oczu. Przeczesuję palcami rozwichrzone włosy, kaszlę, stwierdzam, że jest zimno (żadna nowość) i zakładam okulary.
Naprzeciwko mam okno. Za oknem przejeżdża Pan w dźwigu / walcu / innym „robocie drogowym”, który od tygodnia robi nowy chodnik pod naszą żydowską kamienicą. Zanim się obudzę zdąży przejechać pod moim oknem od trzech do pięciu razy. Znamy się już na tyle dobrze, że dziwię się, dlaczego jeszcze nie mówimy sobie „Dzień dobry” każdego ranka.
Może dlatego, że raczej go nie lubię. Kogoś, kto zaczyna swoją (głośną) pracę o siódmej rano, polubić bardzo trudno.

Ostatnio co raz bardziej ciągnie mnie do mojego zeszytu, w którym trzymam niedolepione do końca teksty piosenek i na szybko bazgrane notatki dotyczące opowiadań powstałych w przyzłości (wiem, że coś publiczności w tym zdaniu nie pasuje, ja wiem co, tak ma być).
Powstrzymuje mnie przed tym wspomnienie wypadu z Sy do „Cafe Szafe” na tak zwany Ołpenmajk. Stare dzieje, chyba ze dwa miesiące temu to było, a ja nadal nie mogę się otrząsnąć. Otóż zapoznałyśmy się wtedy z twórczością pewnego Młodego Barda, znacie go, nawet jeśli nigdy nie byliście w pobliżu Kroke. Jak dobrze poszukacie, to znajdziecie takiego na własnej ulicy, we własnym liceum, albo warzywniaku. Długie włosy, czarny sweter, w rękach gitara obsługiwana niewyćwiczonymi (a może zestresowanymi?) palcami, śpiew i zamknięte oczy. O ile dobrze słyszałam, to śpiewał o „aniołach o krowich oczach” i wielu innych rzeczach, których przytoczyć nie zdołam. Ogólnie chyba było o śmierci i cierpieniu.
O ile Sy reagowała tłumiona radością, o tyle ja, nie wiedząc czy śmiać się, czy płakać, starałam się przemyśleć swoje życie od początku, żeby sprawdzić, w którym momencie zgrzeszyłam bardziej. Czy wtedy, kiedy pomyślałam, że moje pisanie jest godne zaprezentowania grupie ludzi większej niż trzy osoby? Czy wtedy, kiedy stwierdziłam, że piszę lepiej niż przeciętnie? A może wtedy, kiedy w ogóle zabrałam się za pisanie?
Bo co, jeśli słowa moje są bardziej napompowane niż treściwe, to „czucie” to tylko autosugestia, a ja powinnam jutro pomóc Panu przy układaniu kostki brukowej przed moją żydowską kamienicą?
Lord, have mercy upon us.

[♪] Formacja Chłopięca Legitymacje - "Hambrryda"
[cudownie prawdziwe]

9 grudnia 2009 [17:37:04]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Fiolka zaskoczy polskich kierowców

Do póki nie zaczęłam stódjować w Kroke nie wiedziałam, że istnieje na ziemi siła, która może mnie doprowadzić do frustracji większej niż klucz odpowiedzi do matóry z polskiego.
Kiedyś nadejdzie ten dzień. Będę czekać grzecznie na zielone światło. Tymczasem Pierwszy Anonimowy Kierowca zatrzyma się połową swojego auta na pasach dla pieszych. Drugi Anonimowy Kierowca tuż - tuż za tym Pierwszym, tak bardzo tuż - tuż, że niemal wjedzie mu na zderzak, blokując tym samym przejście.
Zielone światło zaświeci się znienacka.
A ja, bez wyrzutów sumienia i głową wolną od przekleństw zamiast omijać którykolwiek z pojazdów, po prostu wskoczę na ten drugi i przejdę dumnym krokiem po masce.

Poza tym przypomniałam sobie, dlaczego kiedyś zrezygnowałam z wchodzenia na serwisy informacyjne. Przed chwilą mi się przydarzyło i odkryłam Candy Girl – zjawisko, którego nie potrafię zrozumieć. Przecież polszit już dawno nie nadaje disko relaks.
No chyba, że to ma być polska zGaga.

[♪] OneRepublic - [Waking up] "All The Right Moves"
[...a oni znowu nagrali płytę, która jedzie na singlu promującym, bo reszta to Bono; smakować z teledyskiem]

19 grudnia 2009 [2:00:26]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Święta idą - Mum zaczyna wydawać sprzeczne polecenia

Po dwóch dniach mieszkania w domu nawet Siostrzeniec Hyzio chowa do mnie mini – urazę po tym jak opykałam go w „Hodowlę Zwierzątek” (moim zdaniem to był klasyczny przykład szczęścia początkującego). Tylko z Wielkim E. udało mi się jeszcze nie poprztykać, ale podejrzewam, że nadrobimy to jakoś tak na dwie – trzy godziny przed kolacją Wigilijną. Stawiam na konflikt źle wytartych widelców. W międzyczasie staram się zmusić Mum do zrobienia listy zakupów, żeby zapobiec corocznej tradycji odwiedzania sklepu pięć razy („Zapomniałam o groszku / proszku / twarożku!”) i przeczytać dwa podręczniki o wadze sześciuset stron. W ogóle to wesołych świąt, heeej, przybieżeli.

Po raz kolejny odkryłam, że pakowanie prezentów obniża poziom frustracji. Zaklejanie kolorowego papieru taśmą klejąca z własnym odciskiem palca… zawijanie nożyczkami loczków na papierze… z tle jakaś przyjemna muzyka (ostatnio nowa płyta Tori Amos). Jeśli kiedykolwiek moje twarde serce Ebenezera Scrooge’a czuje tzw. „ducha świąt” to tylko i wyłącznie w momencie pakowania prezentów.
No, i podczas jedzenia babcinych pierogów.

Co w tym roku daje kokakola za kody kreskowe?

[♪] Tori Amos - "Winter's Carol"
[przy tej piosence Kroke wygląda zupełnie inaczej]

21 grudnia 2009 [16:25:13]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

באמת, אני לא מדברת טוב בעברית

Dostałam od Mikołaja naklejki z żydowskimi krzesełkami na klawiaturę laptopa. Cieszę się jak dziecko. Jeśli wyświetla wam się jakiś syf, to proszę sobie zainstalować czcionkę pt. „David”. W zasadzie nie wiem, po kiego grzyba tak naprawdę. To znaczy krzesełka wyglądają lepiej niż krzaczki, ale nie każdy musi podzielać moje zdanie.
[Kto znajdzie błąd w tytule ten dostanie czekojadowego mikołaja z bjedróńki]

Okazało się, że nadal nie lubię świąt. Dzisiaj na przykład zostałam sterroryzowana przez sześciolatkę. Ja i cztery inne, pełnoletnie osoby. Zmuszeni do udziału w jasełkach (nie pytajcie, kogo grałam) cienkimi głosami odśpiewaliśmy kilka kolęd, po czym dowiedzieliśmy się, że to była tylko próba, a prawdziwy występ dopiero się odbędzie. Nie mam pojęcia, jak dzieci to robią, ale King, Golding i scenarzyści japońskich horrorów mają rację. W każdym z nich tkwi mały piksel pierwotnego zła. Już wystarczy, że każde z nich, ale to naprawdę każde ma przerażający zwyczaj opowiadania ci podczas filmu, który oglądasz po raz pierwszy, co się wydarzy w następnej scenie.
Wyszłam z tego z ostemplowaną ręką. Zestaw zmywalnych tatuaży od Mikołaja (Stary falafel naprawdę powinien zastanowić, jakie konsekwencje dla otoczenia mogą mieć prezenty od niego).

Poza tym przez cały czas stracony na świąteczne porządki podśpiewywałam „God rest ye merry gentlemen” i wylosowałam tradycyjnego pieroga z chlebem. A Mum usłyszała kawałek pierwszego rozdziału „Dzieua Rzyci”. No, dobra: było nieco świątecznie, rodzinnie i sympatycznie, a moje twarde, ebenezerowskie serce drgnęło. Jakieś trzy do pięciu razy.

[♪] Ian Anderson & Band - "God Rest Ye Merry Gentlemen"

26 grudnia 2009 [0:06:00]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Thrale - morale

Jeszcze wczoraj były święta, a ja już próbuje przemęczyć podręcznik Pana Szczura (tak, tego Pana Szczura ÓJotowskiego). Szybko się otrząsnęłam ze świątecznego nieróbstwa (z obżarstwa jakoś mi trudniej), trzeba przyznać. Sama siebie zaskoczyłam. Średnio raz na przeczytaną stronę powtarzam sobie, jak bardzo jestem z siebie dumna. Tracę wtedy wątek, co prawda, ale podnoszenie esprit de corps swojej jednoosobowej auto – armii też jest ważne.

Bilans świąteczny wypada tak, że Kevina na oczy nie widziałam, Mikołaj nie przyniósł mi mojego aktualnego obiektu najgłębszych westchnień (Pan Christopher T. zlepił nową książkę po swoim ojcu, wzdech… aczkolwiek ogólnie prezenty były mocno trafione) i czuję, jakbym przytyła trzysta kilo. Trzy kilo w tą czy w tą da się przeoczyć, ale trzysta? Absolutnym fenomenem jest Ciocia D., która potrafiła mnie podtuczyć będąc w Anglii (podesłała dwa wielkie pudła cukierków Selebrejszyns i kilka potężnych czekolad Kadbery z orzechami… minuta milczenia…). Jednak największym powodem do żalu jest to, że świątecznej zawierusze nie udało mi się siąść przy radiu, kiedy Sting w eremefie opowiadał o „If on a winter’s night…”. Jakby ktoś wygrzebał jakieś linki, to bardzo bym prosiła o podzielenie się z bliźnim.
Zaraz przyjdzie mi powrócić w progi własne i uczcić agonię ducha świąt wiśniową herbatą, kocykiem, „Listami od św. Mikołaja” i, oczywiście, bezinterneciem.

Poza tym nienawidzę mojej fejsbókowej farmy nienawiścią szczerą i głęboką.

[♪] Sting - [If On A Winter's Night...] "Christmas At Sea"

27 grudnia 2009 [11:25:43]

[University Show]

tu! tu pyknij! (15) || Wyślij wiadomość ||