. improwizacja-mniejsza

Homo homo femina - servatis a periculum, servatis a maleficum

To naprawdę nie jest tak, że mam jakąś niewiadomojaką satysfakcję, kiedy mam rację. A wręcz przeciwnie nawet. Każde "Ja wiedziałam, że tak będzie" które pojawia się w mojej głowie, ale to absolutnie każde ma tę lekką nutkę dekadencji i kroplę goryczki. Ja naprawdę cieszę się, kiedy ludzie mnie zaskakują. Tymczasem, proszę wybaczyć, ale regułą to to niestety nie jest.
Kiedy się wprowadzałam w połowie grudnia zarzuciłam pomysłem absolutnie genialnym w swej prostocie, szczególnie, że jest to mieszkanie 100% kobiece: postawmy kosz w łazience! Na odpadki, tak zwane babskie! Tak! Pomożecie?
Nie.
Przedstawiono mi argument, że w sumie mamy do kosza w kuchni tak blisko, że nigdy takowego w łazience potrzeba nie było. W sumie racja, nie powiem, to jakieś dwa kroki. Generalnie argument trzymałby się tak zwanej kupy, a system działał sprawnie, gdyby nie czynnik ludzki. Bo pomimo wyżej wspomnianej bliskości wykorzystane waciki sieją się na umywalce i kwitną przez dobre kilka dni.
I znowu reklama, konfetti, plakaty tudzież kampania wraz ze ściskaniem dłoni, a wyszło jak zwykle.
[!]To nie tak, że jakoś specjalnie mnie to wkurza i teraz chcę się zemścić wypisując żółcią słowa w wirtualnej przestrzeni (albowiem o rzeczach, które wywołują u mnie totalną destrukcję fengszuji raczej staram się z zasady nie pisać).
Mnie po prostu, odkąd zetknęłam się z gatunkiem, zaczęło fascynować zjawisko typowej kobiety. A jeśli kobieta jest w dodatku typowym człowiekiem to, cóż, naprawdę żałuję, że nigdy nie rozwinęłam swojego talentu rysowniczego, bo miałabym materiał na kilkadziesiąt pasków.

Ostatnio w ramach sesji oglądam naprawdę dobre filmy. Może poza "Miłością na wybiegu" (...dla psów - samo się dopowiada), którą obejrzałyśmy przez chwilą z Hermijąniną i chyba nie zrozumiałyśmy (ach, to kino wysokich lotów).
Ostatnio dwa razy pod rząd byłam w kinie sama (w tym raz na sali, nie licząc operatora spowitego cieniem - kino domowe, no, doprawdy). Jeszcze kilka razy i zostanę przez społeczeństwo zepchnięta do szuflady razem ze starymi pannami współdzielącymi mieszkanie z szajką kotów. Jak do tej pory tylko Ten Sam Kudłaty Pan Kasjer, który ma zaszczyt wręczać mi rezerwację, za drugim razem zrobił to jakimś takim współczującym gestem. Czy coś.

TRON nowy się ładnie świecił. Daft Punk ładnie brzęczało. Poszłabym jeszcze raz.

[♪] Żywiołak [Nowa Ex-Tradycja] – "Femina"
[taaa...]
[♪] Grzegorz Halama [taaa...] - "Ja wiedziałem, że tak będzie"

4 lutego 2011 [0:01:04]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Status wasala motoryzacyjnego - Wielki E.

Zdanie prawa jazdy w WORDzie to bułeczka z masełeczkiem w porównaniu z egzaminem u Wielkiego Eduarda. Z natury nieufny twierdzi, że zalaminowany papiórek w portfelu upoważnia może do kierowania pojazdami kategorii Be, ale pod warunkiem, że nie zapłacił za nie własną krwawicą. Toteż zanim zostanie się w pełny suwerennym kierowcą, należy wyjeździć kilkanaście godzin z Wielkim E. w roli instruktora - system iście ÓeSAński.
Jak do tej pory egzamin oblała tylko Mum i to kilka razy, która co jakiś czas ma zrywy narodowościowo-wyzwoleńcze w imię idei powrotu za kółko po dwudziestu latach. W sumie nie można jej się dziwić. Jazdy w pewnym momencie przekształcają się z nauki radzenia sobie z pojazdem kołowym w doskonalenie umiejętności prowadzenia auta jadącego pod prąd na autostradzie w towarzystwie panikarza – choleryka podczas ucieczki przed mafią rosyjską. Poziom adrenaliny i stresu mniej – więcej ten sam. Po czymś takim można spokojnie szmuglować całe stada małych Meksykan do ÓSA i nawet brewka nie drga.
Wielki Eduardo, na co dzień człowiek bardzo konkretny, kiedy siedzi na siedzeniu pasażera potrafi zaprzeczać sobie z częstotliwością, która miałaby szanse odnotowania w Księdze Rekordów Guinessa. Do tego kurczowe trzymanie hamulca ręcznego może skutecznie zredukować pewność siebie u początkującego kierowcy do minimum niezbędnego, żeby następnym razem jednak zebrać się w sobie i poprosić o kluczyki.
Motywację mam. Jakoś to przeżyję. Wszak te wszystkie UAZy i Samuraje czekają na mnie gdzieś w przestrzeni, a same jeździć nie będą. Ktoś je musi tankować, kochać i wyprowadzać na spacer, co by się w błotku wytarzały.

[♪] tobyMac - [Portable Sounds] "Ignition"

20 kwietnia 2009 [12:57:49]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Nawet ortodoksja jest względna - Kú

Debaty z Kú są zjawiskiem fascynującym. Zaczyna się od odkrycia jakiegoś tematu zapalnego. Później następuje ostra wymiana argumentów. Można z nich wnioskować, że mamy absolutne skrajne zdania. Po piętnastu minutach walki nazywam go „zakutym łbem”, bo nie mogę sobie wyobrazić jak można tak ślepo i całkowicie popierać ortodoksję jakąkolwiek bez wzięcia pod uwagę jakiegoś kompromisu. On się oburza i mówi, że to ja przecież jestem strasznie pro(rosyjska, Tutsi, Tymbark wiśniowo-jabłkowy, wstawta co chceta) i patrzy na mnie jakbym dopiero co stwierdziła, że moje alter-ego regularnie komunikuje się z mieszkańcami innej galaktyki za pomocą znaków dymnych. Na co mnie zaczyna świtać w głowie myśl ta sama co zwykle, że może, że jednak… I pytam jak by konflikt w takim razie rozwiązał. On przedstawia piękny kompromis, wyjście po środku, jedyne rozsądne (więc zazwyczaj nierealne). I jak zwykle okazuje się, że mamy dokładnie to samo zdanie. Ale żeby do tego dojść musimy się swoje pokłócić.
Tym razem poszło o konflikt palestyńsko – izraelski.
Następnym razem zaczniemy debatę od końca. Już postanowione.

[un petit message] Lenię się. Gniję. Dobrze mi z tym. Czytam "O włos od piwa" pana Dębskiego i coś mi się wydaje, że częściej będę cytować Cadrona. Okazało się, że nie tylko dysponuje głęboką mądrością uniwersalną, ale także pokładami wyszukanych wyzwisk.

[♪] "Passive" - A Perfect Circle

17 lutego 2009 [13:19:51]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Tu jest miejsce na moją reklamę - Gwador

Gdybym w sierpniu wiedziała, co dokładnie wiąże się z posiadaniem na wyposażeniu mieszkania Adamsa, przyjęłabym propozycję zamieszania tam od razu, a nie po trzech dniach.
[reklama] Humanoid, geekus rex (ale walczy z tym), gotowanie jako major skill. Generalnie wstawanie rano idzie mu ciężko i szybko dostaje efektów ubocznych przeuczenia (zazwyczaj głupawka, rzadziej marudzenie, męski okres zaobserwowałam raz). Jednak to on właśnie rozwalał bęben naszej popsutej pralki, co by wyciągnąć z niego uwięzione ciuchy współlokatorek, użyczał mi słuchawek w czasach Wielkiego Kryzysu Słuchawkowego oraz ufundował Pluszowego Mikroba. Natomiast ostatnio, kiedy poprosiłam go o budzenie (staram się nie ustawiać alarmu na komórce, co by połowa domu nie wstawała razem ze mną) zaraz po podwójnym szturchnięciu i „Dzień dobry” został mi podstawiony pod nos kubek z gorąca kawą (o chrupiących bułeczkach czekających w kuchni nie wspomnę, bo dostanę drgawek z pożądania).
Polecam. Jak razie istnieje jeden egzemplarz na Ziemi, ale postaram się go sklonować w najbliższym czasie.[/reklama]

Czytając „Wstęp Ogólny do Pisma Świętego”, konkretniej rozdziały o Qumran i apokryfach mam wrażenie, że całe życie czekałam na ten plik skserowanych karteluszek. Nawet już nie tęsknię tak za przeczytaniem jakiejś normalnej książki, takiej z fabułą i bohaterem pierwszoplanowym.
Matko kochana, chyba połknęłam bakcyla.
A przed wczoraj przeczytałam sobie dwie części Księgi Henocha. W ramach przygotowań do egzaminu z Wstępu do Biblii, oczywiście.

[♪] "Whoracle" - In Flames
(w kółko leci)

6 lutego 2009 [13:08:51]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||