. improwizacja-mniejsza

To, że największym moim problemem w ostatnim czasie było wymyślenie loginu na bloga, jest faktem pocieszającym. W dodatku sprawa ta nie zmusiła mnie do cięcia się kapciem, czy skoczenia z okna. To chyba oznacza, że życie moje pozbawione jest katastrof wszelakich, a ludzkie nieszczęście oglądam tylko u Drzyzgi. Czasami. Jak schodzę zrobić sobie herbaty, a Mum właśnie owo ludzkie nieszczęście ogląda.
I to chyba jest prawda. Co nie zmienia faktu, że moim ulubionym zajęciem jest użalanie się nad sobą.

I kiedyś skoczę z okna, zobaczycie. Obywatelka Fi skoczy z okna w kuchni na parterze.

»Aby otworzyć księgę gości w celu napisania szczerych życzeń o „miłym blogusiowaniu” należy posłużyć się skrótem klawiaturowym alt + F4.
»Aby dowiedzieć się, co to jest „mroo” należy przeczytać dużo komiksów z Garfieldem.

♪ "Outcast" - Mike Oldfield

26 lutego 2006 [16:02:02]

[Główna]

tu! tu pyknij! (16) || Wyślij wiadomość ||

Miesiąc temu, kiedy odbierałam nową wersję mojego Respiratora z punktu obsługi (jakąś taką mniejszą, że niby więcej muzyki nie na nim zmieści i że niby Bill nie miał z produkcją tego cuda nic wspólnego, bo jabłko nadgryzione na obudowie) nie pomyślałabym, że coś mniejszego niż płyta Dougana będzie w stanie mnie zaskoczyć. Otóż okazało się, że bateria w Respiratorze przez ten miesiąc padła mi tylko raz, po tygodniu intensywnej eksploatacji. Trzy tygodnie i nadal mryga na zielono.
Mam dwa logiczne wytłumaczenia tego faktu, mianowicie:
1] Nieopatrznie zakupiłam jedyne na świecie perpetuum mobile. (Jeśli to zgłoszę do szefostwa, to Moja Rewolucja stanie się faktem, Microsoft upadnie na kolana i będzie mógł produkować co najwyżej pierwsze otwieraczki do konserw oparte na układzie scalonym i posiadające software. Dobra strona jest taka, że ludzie w reszcie przestaną używać IE, a zła, że będę się musiała nauczyć obsługiwać Mc os)
2] Respirator żyje ze mną w symbiozie. To, że ja czerpię z niego czynniki do życia potrzebne, było jasne od początku. Ale że on też ze mnie coś wyżera, to już nie było takie oczywiste. Wachowscy jednak mieli rację.

Poza tym Zone stwierdziła, że jestem nienormalna, bo cieszę się z jutrzejszego sprawdzianu z francuskiego. Kiedy ja z czystą miłością do tego języka. Czystą i nieskalaną żadnym przymusem. A już najbardziej kocham go za to, że szeptanie po francusku brzmi jak wszystkie sonety Petrarki do kupy zmiksowane, nawet jeśli wyliczasz tylko zawartość swojego plecaka. W jakimkolwiek innym języku coś takiego by nie zadziałało.

♪ "J'y suis jamais alle" - Yann Tiersen ("Le Fabuleux destin d'Amélie Poulain")

27 lutego 2006 [23:21:39]

[Główna]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Sie-dem-naś-cie.
Mon Dieu, a w tym wieku miałam być już dorosła, odpowiedzialna i poważna do szpiku kości swoich i innych. Miałam mieć stadninę białych koni po księciach z bajki, którzy byli i których odprawiłam, bo tak mi się podobało. Miałam czytać „Dziewczynę”, malować się i modnie ubierać. Miałam być jak Emma ze Spice Girls, miałam dawać wywiady do gazet, chodzić na wysokich obcasach po klubach i dyskotekach. I miałam mieć kota.
Kurczę, ależ prosta jest przyszłość dla ośmioletniego dziecka. Jak fabuła kreskówki o strusiu Pędziwietrze co najmniej.
A później, jak sobie człowiek po dziewięciu latach przypomni swoje przeszłościowe plany na przyszłość, to dziękuje Bogu, że żadne z tych marzeń się nie spełniło.

Bo siedemnastoletnia Obywatelka Fi nie ma ani jednego konia, jakkolwiek to brzmi, za to ma prywatne Słońce i troszkę mniej prywatnego Maga, dyskotek nienawidzi, na obcasach chodzić nie umie i na szczęście nie może, bo ma płaskostopie zaawansowane. Czytuje „Przekrój”, maluje tylko po ścianach, ma psicę i zwykle przeprowadzam wywiady, a nie udzielam. A okresu „Girl power” wstydzę się jak niczego innego. Nie usprawiedliwia mnie nawet to, że okres ten trwał od 7-9 roku życia. Nic mnie nie usprawiedliwia, o!

A jeśli chodzi o dorosłość, odpowiedzialność i powagę, to powiem tylko tyle, że jestem chyba jedyna osobą na Ziemi, która potrafi zgubić słuchawki od Respiratora marki nadgryzione jabłko na odcinku auto – dom (jakieś 50 metrów…). Swoim zwyczajem ponarzekałam trochę (bo każda okazja jest dobra), po czym wpisałam w wyszukiwarkę allegro stosowną frazę. W końcu do zestawów z odtwarzaczem dorzucają najbardziej badziewne słuchawki pod słońcem i żeby mieć jakieś względnie porządne, trzeba zainwestować dodatkowy kapitał, prawda?

Cukierków do szkoły nie przyniosłam, bo to głupi zwyczaj jest. To oni powinni mi dawać cukierki, a nie.

[!] Tak, to była notka typu "urodzinowa".

♪ "Spełni się" - Makowiecki Band

28 lutego 2006 [21:18:28]

[Główna]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||