. improwizacja-mniejsza

Tu jest miejsce na moją reklamę - Gwador

Gdybym w sierpniu wiedziała, co dokładnie wiąże się z posiadaniem na wyposażeniu mieszkania Adamsa, przyjęłabym propozycję zamieszania tam od razu, a nie po trzech dniach.
[reklama] Humanoid, geekus rex (ale walczy z tym), gotowanie jako major skill. Generalnie wstawanie rano idzie mu ciężko i szybko dostaje efektów ubocznych przeuczenia (zazwyczaj głupawka, rzadziej marudzenie, męski okres zaobserwowałam raz). Jednak to on właśnie rozwalał bęben naszej popsutej pralki, co by wyciągnąć z niego uwięzione ciuchy współlokatorek, użyczał mi słuchawek w czasach Wielkiego Kryzysu Słuchawkowego oraz ufundował Pluszowego Mikroba. Natomiast ostatnio, kiedy poprosiłam go o budzenie (staram się nie ustawiać alarmu na komórce, co by połowa domu nie wstawała razem ze mną) zaraz po podwójnym szturchnięciu i „Dzień dobry” został mi podstawiony pod nos kubek z gorąca kawą (o chrupiących bułeczkach czekających w kuchni nie wspomnę, bo dostanę drgawek z pożądania).
Polecam. Jak razie istnieje jeden egzemplarz na Ziemi, ale postaram się go sklonować w najbliższym czasie.[/reklama]

Czytając „Wstęp Ogólny do Pisma Świętego”, konkretniej rozdziały o Qumran i apokryfach mam wrażenie, że całe życie czekałam na ten plik skserowanych karteluszek. Nawet już nie tęsknię tak za przeczytaniem jakiejś normalnej książki, takiej z fabułą i bohaterem pierwszoplanowym.
Matko kochana, chyba połknęłam bakcyla.
A przed wczoraj przeczytałam sobie dwie części Księgi Henocha. W ramach przygotowań do egzaminu z Wstępu do Biblii, oczywiście.

[♪] "Whoracle" - In Flames
(w kółko leci)

6 lutego 2009 [13:08:51]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Opus Feliksum W. Kresum

Ostatnie dwa tygodnie były najluźniejszym czasem w mojej studenckiej praktyce, zdecydowanie. Moja sesja trwała od połowy października do egzaminu z historii średniowiecza. Później już była tylko przyjemność i mjut.
Natomiast prawdą jest to, że kiedy przychodzi się do domu po ostatnim egzaminie, to masz odruch. Odruch chwycenia za kserówkę. Siostra Lekarz mówi, że najgorzej jest po ostatniej sesji. Okazuje się nagle, że człowiek nie ma co ze sobą zrobić, a życie straciło sens.
Poza tym, prawdą o studiach jest jeszcze wykorzystywanie czasu pierwotnie przeznaczonego na naukę do rozwiązywania odwiecznych problemów wszechświata. Osobiście czytałam apokryfy zamiast wkuć datę powstania Kodeksu Purpurowego. Zgadnijcie, jakie pytanie dostałam na egzaminie.

Tej nocy zaaplikowałam sobie książkę. Dożylnie. Książkę, która nie była ani trochę związana z moimi studiami, poza tym, że akcja działa się w alternatywnym XVII wieku, a pani na okładce, ku mojemu uwielbieniu, miała w ręce piękny, hiszpański rapier z tamtego okresu. Poza tym z historią nie miała nic wspólnego. A tym bardziej z Żydami. Książka, jak można się zorientować, była polską fantastyką, zakupioną w taniej księgarni. Po to, żeby ją sobie przez noc do organizmu wprowadzić. Nie była jakimś dziełem sztuki (chociaż na pewno przeczytam jeszcze coś pana Kresa), ale sam akt czytania przy świeczkach, we własnym fotelu, bez wyrzutów sumienia był przyjemny.

Tak to sobie wymyśliłam: napiszę egzamin ze wstępu do Biblii – kupię nowego Vermesa. To i kupiłam. Nie ma to jak pielęgnować swojego Bzika. Wszak każdy jakiegoś ma. I do dzisiaj pluje sobie we wszystko, w co pluć można, że nie byłam na wykładzie z jego udziałem. Mogłam olać to kolokwium z hebrajskiego. Mogłam.

Pogoda idealna do grania w „Fallouta” i słuchania ścieżki dźwiękowej do „Babylon A.D.”, droga publiczności. I pewnie nic ponad to bym dzisiejszego dnia nie robiła, gdybym nie zamierzała za siedem godzin być w górach.

[♪] "Babylon requiem" - Atli Örvarsson ("Babylon A.D." score)

11 lutego 2009 [11:24:13]

[University Show]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Nawet ortodoksja jest względna - Kú

Debaty z Kú są zjawiskiem fascynującym. Zaczyna się od odkrycia jakiegoś tematu zapalnego. Później następuje ostra wymiana argumentów. Można z nich wnioskować, że mamy absolutne skrajne zdania. Po piętnastu minutach walki nazywam go „zakutym łbem”, bo nie mogę sobie wyobrazić jak można tak ślepo i całkowicie popierać ortodoksję jakąkolwiek bez wzięcia pod uwagę jakiegoś kompromisu. On się oburza i mówi, że to ja przecież jestem strasznie pro(rosyjska, Tutsi, Tymbark wiśniowo-jabłkowy, wstawta co chceta) i patrzy na mnie jakbym dopiero co stwierdziła, że moje alter-ego regularnie komunikuje się z mieszkańcami innej galaktyki za pomocą znaków dymnych. Na co mnie zaczyna świtać w głowie myśl ta sama co zwykle, że może, że jednak… I pytam jak by konflikt w takim razie rozwiązał. On przedstawia piękny kompromis, wyjście po środku, jedyne rozsądne (więc zazwyczaj nierealne). I jak zwykle okazuje się, że mamy dokładnie to samo zdanie. Ale żeby do tego dojść musimy się swoje pokłócić.
Tym razem poszło o konflikt palestyńsko – izraelski.
Następnym razem zaczniemy debatę od końca. Już postanowione.

[un petit message] Lenię się. Gniję. Dobrze mi z tym. Czytam "O włos od piwa" pana Dębskiego i coś mi się wydaje, że częściej będę cytować Cadrona. Okazało się, że nie tylko dysponuje głęboką mądrością uniwersalną, ale także pokładami wyszukanych wyzwisk.

[♪] "Passive" - A Perfect Circle

17 lutego 2009 [13:19:51]

[W rolach głównych]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Zwyczaj ręcznikowo - jabcokowy

Jest jeszcze jedna rzecz, która lepiej smakuje tu, w fiolkowym domku. Zaraz po czytaniu książki nie-na-studia, we własnym fotelu, przy świeczkach i muzyce w głośnikach. Zaraz po pisaniu latem, do trzeciej nad ranem przy otwartym oknie balkonowym. I po zapijaniu zarwanej nocki kawusią z czekoladą o piątej, siedząc na balkonie w śpiworku i gapiąc się na wschód słońca, jak każda krzywa romantyczka na nocną zmianę. Chociaż muszę przyznać, że tego ostatniego nie próbowałam na żadnym innym balkonie.

Wyższość kąpieli domowej nad kąpielą w Kroke opiera się głównie na porze dnia, w której się dokonuje. W Kroke kąpię się zazwyczaj przed wyjściem na zajęcia. Ze względu na niemal wieczorowy system kształcenia żydologów (wiadomo, że chrześcijańska krew na macę najlepiej zsiada się koło dobranocki), mój poranny prysznic odbywał się czasami w okolicach trzeciej po południu. Kiedy Flatmejtka Frica, nasza mieszkaniowa Miss Miękkich Podusi (bo najlepszy sen to ten, który trwał przynajmniej dziesięć mszy i kończy się w godzinach obiadowych) wracała z zajęć, ja dopiero wygrzebywałam się z barłogu, czym doprowadzałam ją do łez bezsilności w związku z ogólną niesprawiedliwością świata. Z wdziękiem rosyjskiej primadonny wyciągałam lewą nóżkę spod kołdry prostując ją w stronę nieba przy czym Kordełkę nadal tuliłam z niewzruszoną miłością i czcią. Po czym zbierałam walającą się po kątach motywację, montowałam odtwarzacz marki Jabcok we włosach i szłam grzecznie do łazienki.

Tak, właśnie. Wpinam odtwarzacz marki Jabcok we włosy, kiedy idę się kąpać. Odtwarzacz zwany iLlidanem ze względu na brak wyświetlacza. Chwała Jabcokowym dizajnerom, że kilka lat temu odtwarzacz przybrał formę klipsa do dokumentów, chociaż kiedy był paczką gumy do żucia też sobie jakoś radziłam. Na retoryczne pytanie VVicia („Zaraz zaraz… Ty masz empeczy we włosach?”) odpowiedziałam wzruszeniem ramion, Gwador ujął to raczej poetycko: „Niektóre kobiety mają we włosach wiatr, inne kwiaty, a Fiolka ma empeczy”. Nigdy nie mówiłam, że jestem ideałem kobiety.
Co prawda, raczej nie śpiewam pod prysznicem, ale zawsze to tylko „raczej”. Ostatnio na przykład wympsnęła mi się „Fortuna” Corvus Corax i zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie powinnam była do tego dopuścić. Po pierwsze, niektóre osoby nie powinny śpiewać nigdzie, nawet w próżni. Po drugie, śpiewanie takiego utworu w takiej sytuacji jest porównywalne do wyrapowania „Murów” Kaczmarskiego przez Timbalanda na festiwalu Eurowizji. Po trzecie, utwór jest po łacinie (i nie chodzi tu o brak akcentu).

Także z mrucząca przyjemnością kąpię się wieczorem, nie rozliczając się z wympsniętych dźwięków i minut spędzonych w łazience. Chociaż najprzyjemniej jest już po, kiedy jedyne, co mi zostało do zrobienia, to wtulić się w pachnącą Kordełkę, ewentualnie pogłębić przyjemność lekturą książki nie-na-studia.
Budzi mnie zazwyczaj Mum i jej najgłośniejsze garnki świata (mogłaby na rurach grac u Oldfielda, ma wrodzony dar), ewentualnie wrzask dzieci którejś z moich sióstr. Wszak nie można mieć wszystkiego.

[♪] "Wonderful Life" - Carrion
(Zastanawia mnie, jak wokaliście udało się zmieścić tyle ironii w refrenie. Świetny cover, zaiste.)

22 lutego 2009 [1:31:30]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (10) || Wyślij wiadomość ||

Wytrych na stódęta

Słowo „promocja”, koniecznie czerwone na żółtym tle, to jednak takie „abrakadabra”.
Odkąd Rósman zrobił promocję zestawów do mycia zębów w naszej studenckiej łazience pojawiły się cztery szczoteczki o identycznych kolorach i kształtach. Najlepsze jest to, że każdy robił zakup ów w samotności, nie podejrzewając, że pół mieszkania wpadnie na ten sam genialny pomysł i wybrał akurat wariant biało – zielony.
Niby każdy trzyma swój egzemplarz w innym kąciku, ale nikt niczego nie gwarantuje. Czujemy się jeszcze bardziej zintegrowani

[♪] "Homelands" - Nitin Sawhney

25 lutego 2009 [12:05:06]

[University Show]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||