. improwizacja-mniejsza

Chłopcy i dziewczyna nie schodzą na ulicę

Siedzimy na balkonie, ósme piętro, jedno z tych ślunskich miast wybudowanych tylko po to, żeby rozwinąć polski przemysł ciężki (im cięższy, tym lepszy), kojarzące się z wysokimi kominami, dymem, i "Kombinatem", który "pracuje, oddycha, buduje!".
Siedzimy. Na balkonowym parapecie, co dodatkowo potęguje uczucie, które nazywam "Młody Pan i Władca na krańcu świata. Wieczorem.". Wtedy, kiedy wydaje wam się, że jeszcze wszystko przed wami, nie ma śmierci, a w płucach mieści wam się o wiele więcej powietrza, niż zazwyczaj. Wtedy, kiedy wydaje wam się, że oddychacie miastem i nie przeszkadza wam, że jest to jedno z tych ślunskich miast (itd...), które na ogół raczej śmierdzi socjalizmem i gospodarką centralnie planowaną.
Siedzimy. Blokersi - inteligenci, niech ich Jasna Góra...
Kolega z Dzieciństwa: Jak siedzicie tak wysoko, to nie macie chęci skoczyć?
Kolega z Pisarzem w Nazwisku: Nie... W ogóle.
Fiol: Ja dziecko z wieżowca jestem, to jak... Jedną z takich moich chęci jest kiedyś, w taki właśnie wieczór posiedzieć na dachu takiego oto budynku. Wiecie, legnąć się, pośpiewać z gitarą, w gwiazdy się pogapić...
Kolega z Pisarzem w Nazwisku: Taa... W takich marzeniach wieczór zawsze jest ciepły...
Fiol: ...niebo bezchmurne...
Kolega z Dzieciństwa: ...a jak przyjdzie co do czego, to pada grad. Poza tym jakbyś się tak zaczęła wydzierać, to na pewno nikt by was z tego dachu nie ściągnął...
Siedzimy i śmiejemy się z prozy życia.

...bo jak to pisałam już Missie w komciach: człowiek nie bierze pod uwagę, że w dżungli jest od pieruna komarów, romantyczne mansardy są obrzydliwie zimne / gorące (w zależności od pory roku), jak już siądziesz nad książką doprawioną kubkiem kawy to nagle dokładnie wszyscy chcą od ciebie dokładnie wszystkiego (kawa stygnie...), a żeby przeżyć przygodę, to trzeba się mocno spocić i pobrudzić sobie ręce.
Ale!
Warto pamiętać, że we wspomnieniach komary występują rzadko. Ot, co.

Tak więc sądzę, że jednak dach wieżowca, może być i z gradobiciem w postludium.

[♪] Myslovitz [Miłość w czasach popkultury] - "Chłopcy"

11 lipca 2011 [15:38:20]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Fiol w dom, book w dom

Przewiezienie wszystkich moich krakowskich gratów z jednego miejsca w drugie jest traumatycznym przeżyciem.
Za każdym razem.
Jeśli chcę kiedyś zrobić karierę jako włóczykij muszę się jak najszybciej przestawić na tryb skompresowany. Tymczasem wory ciuchów, garnki, miliony kubków (i każdy jest do czegoś innego, takie dziwactwo), kolczyków. No, i książki. Zastraszające ilości książków. Książków jak mrówków i to po horyzont. Gdybym miała osiemdziesiąt tysięcy kolegów do pomocy mogłabym sobie wybudować książkową makietę piramidy Cheopsa. W skali 1:1.

Pierwsze, co zrobiłam po przyjeździe do domu to przemeblowanie (książki nadal się nie mieszczą). Pierwszy raz w historii zrobiłam porządek w płytach (książki nadal się nie mieszczą). Jutro czas na ciuchy.
[!] Nie, nie sprzedam połowy książków na aj-legło.
(MOJE!)
Może po prostu dokupię regał. Albo ODkupię. Od Jagiellonki. Razem z taką fajną biblioteczną drabiną na kółkach (łiiiii!!!).

Mój organizm śmiesznie zareagował na ten pierwszy dzień wakacji. Czego bym nie zaczęła robić - kończę we śnie. W sensie, zasypiam. Kawa, nie kawa - zasypiam.

Tydzień temu skoczyłam z Librarianką na łikend do lasu. Z jednej strony to było bardzo, bardzo dobre posunięcie, bo troszkę odreagowałam nocnymi rozmowami z Ciastkiem, gadaniem o wąsach Piłsudskiego z Płaszczką, "Wizją dźwięku" wydzieraną w duecie ze Świadkiem i marudzeniem, zazwyczaj skierowanym w stronę Librarianki.
Z drugiej strony natomiast był to wypad bardzo, bardzo zły gdyż było to tuż przed trzema egzaminami. Tak więc po delikatnym liźnięciu wolności wracać musiałam do codziennego kieratu, załatwiania milijona spraw i podejmowania milijona decyzji. Nie mogłam się doczekać, kiedy się ten tydzień skończy. Pasja, zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pasja i szeol. Ostatkami sił ciągnęłam.
Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak wczoraj, siedząc na siedzeniu pasażera w Zone-wanie mieląc w ustach z nabożeństwem hotdoga z bipi.
Tak więc było tak.
A jest tak. I cieszym się z tego bardzo. Ja i moje książki.

A teraz spać.

[♪] Piotr Rogucki - [Wizja dźwięku] "I'm Not Afraid Of Your Soul"
[AAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaALLELUJA!!!]

2 lipca 2011 [21:44:20]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

A myślałam, że już dawno osiągnęłam szczyt samosieństwa

To wszystko jest jednak lekko stresujące.
Chociaż tyle, że znalazłam mieszkanie w ciągu tygodnia. Socrealizm, meblościanka, te sprawy, ale 5 minut na nogach od Zone. I sympatyczne na pierwszy rzut oka współlokatorki posiadające mikser. I właścicielka, która co miesiąc wpada, bierze kasę za mieszkanie i zostawia kolejną butelkę kreta.

Szlak trafił mnie tylko jeden, jedyny raz. Przed chwilą. Więc nawet nie potrafię się z tej wyprowadzki cieszyć. Powód przemilczę, bo nie warto się rozpisywać po raz kolejny na temat dwudziestoletnich dzieci.
Do zobaczenia na nowym miejscu.
Dobranoc. I niech nikt teraz nie próbuje mnie ani przytulać, ani głaskać.

[♪] Nitin Sawhney [Prophesy] - "Breathing Light"

11 grudnia 2010 [22:25:04]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Święte poruszenie

W pociągu Intersiti spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że wyglądam co najmniej jak "Hit the Road Jack". Tapir we włosach. Szczypanie w oczach. Zmęczenie w żyłach. Niewyspanie zamiast krwi.
I pomyślałam, że najwyższy czas trochę w domu posiedzieć.
Tymczasem zapowiada się na sytuację wręcz przeciwną. Więcej pociągów o dłuższej relacji, ruch, niestałość, kupowanie biletów ze zniżką studencką i sprawdzanie połączeń na pekapepeel. Powoli zostaję Biegunem (żeby nie napisać Biegunką).
Ach, i czekanie. Zapomniałam, że tym razem czekać na peronie będę. I na mnie ktoś czekać będzie, co najbardziej zaskakujące. Zdarza mi się to pierwszy raz w życiu, więc trudno się przyzwyczaić – nawet do samej myśli.
[Tak więc nadszedł czas, że trzeba się nauczyć braŚĆ.]

// Nie było tragicznie. Głównie przez ludzi i kilogramy surelis, resztę aspektów przemilczę z polityczną poprawnością. Potwierdziłam swoją teorię, że wszyscy Litwini to wariaci.
[!] Ale i tak najlepszym wydarzeniem z całego tego tygodnia było spotkanie z Ievute, która na wyszeptaną przeze mnie do jej ucha tajemnicę odpowiedziała: "Me too".
Wiem, łatwo się narzuca, ale nie było to "I love you", telenowel się naoglądaliście.

[♪] Helium Vola [Helium Vola] - "Selig"

[Właśnie tak. Tik - tak, tik - tak...]

19 października 2010 [0:34:42]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Na wpół skradzione wspomnienie ze stepu Bohuna

Okazało się, że kraje łUnji to żadna "zagranica". Albowiem po tych wszystkich podróżach po Austriach, Włochach, Litwach (etc) dopiero na Ukrainie poczułam, że naprawdę opuściłam kraj ojczysty. Pomimo tego gigantycznego pomnika Wieszcza Mickiewicza na samym środku Lwowa. Pomimo tego, że każdy rozumiał, co do niego mówię, pomimo, że Kolega Żydolog pokazywał nam kamienicę, która przed wojną należała do jego rodziny i za której utratę jakoś ostatnio otrzymali odszkodowanie.

Pod lwowskimi wieżowcami pasą się stadka kóz. Na jednej z ulic starego miasta spotkałam śpiącą, czarną świnię. Ale nie to było najbardziej fascynujące.
Kiedy ktoś zawita do tego absolutnie cudownego kraju - polecam przejazd komunikacją miejską. A najlepiej tak zwaną "marszrutką". Kosztuje to hrywnę siedemdziesiąt pięć, a wrażenia na całe życie.
Ludzie pakują się do wehikułu. Biletu nie kupisz. Ani na przystanku, ani u kierowcy. Płacisz mu po prostu, do łapy, tę hrywnę siedemdziesiąt pięć. Nikt się nie ustawia w tym celu w kolejce. Po co tracić czas. Wehikuł rusza i w tym momencie ze wszystkich zakątków autobusu zaczynają napływać pieniądze. Podawane z ręki do reki. Uczciwie. I lądują tuż obok kierowcy, na skrzyni, pod którą warczy silnik pojazdu.
U nas by to nie przeszło.
[!]Zone skomentowała powyższy akapit njusem, że podobno największa przygodą, jaką można w Lwowie przeżyć jest jazda taksówką. Oficjalnie niniejszym dodaję to na listę tódó bifor def. Coś w tym jest - przepisy ruchu drogowego ograniczają się do "łaź / jedź tak, żebyś przeżył". Światła i pasy są niepotrzebną fanaberią.
Stoimy na krawężniku. Rozglądamy się w prawo w lewo. Auta jadą. My dalej stoimy, czekamy na sposobność. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście.
Koleżanka Żydolożka: Ej, Lwowianin by już dawno przeszedł...
Fiolka: Trudno zaprzeczyć...

Lwów zwiedziłam dogłębnie. Lataliśmy, jak historycy na ćwiczeniach terenowych (czyli właściwie mieściliśmy się w idei wyprawy). I mogliśmy pouzupełniać białe plamy w przewodnikach. Tam, gdzie miały być macewy - nie było ich. Tam, gdzie cmentarz miał być od dwudziestu lat zamknięty - zastaliśmy nagrobki świeżością dorównujące wczorajszym gazetom. Co nas nie urządzało generalnie, wszak inwentaryzacja nekropolii ma sens, jeśli datowana jest na lata przed druga wojną światową.
Toteż wyprawilim się w step szeroki – gdzie godny inwentaryzacji cmentarz, owszem, zaleźliśmy, gdzieś na łąkach pomiędzy pasącymi się krowami i stadem koni leniwie skubiącym trawę wprost z grobów poważanych za życia rabinów.
Lara Kroft też tak zaczynała, mówię wam.

Długo by prawić, ile się tam zdarzyło. W ogólnym zestawieniu wygląda to tak, że zaspokojony został i mój włóczęga wewnętrzny i żydolog, i detektor absurdu + kuriozów, który przywiózł z wycieczki pamiątki w postaci kolczyków – matrioszek oraz dwóch paczek lejsów o smaku kawioru.

Resztę przemilczę. Komu opowiedziałam, temu opowiedziałam, ale napisać – nie napiszę. Po pierwsze: za dużo tego. Po drugie: ktoś mi znowu słowa kradnie (wie Szanowna Publiczność już, kogo linczować w komentarzach – więc sobie linczujcie, a ja z uporem maniaka powtarzać będę, że kradziejstwo owo tylko na dobre wszystkim w końcu wyjdzie, o!).

[♪] Eluveitie [Slania] - "The Arcane Dominion"
[na wieczna pamiątkę koncertu, który odbył się dzisiaj, na którym mnie nie było i na pewno nie zagrali na nim utworu niniejszego]

11 października 2010 [0:38:14]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

"Wchodzi Chochoł: Słuchaj dzieweczko! A ona nie słucha (żar z rozgrzanego jej brzucha bucha)."*

- Dziadkowie coś mówili jak wyszłam? - zapytałam kuzynki Hermiony (ktoś, kto układa sobie koszulki w szafie według kolorów nie może mieć innej ksywy na tym blogu).
- W sumie to się martwili. Że ciebie to już się nie da uratować, bo jesteś zbyt ukierunkowana na obce kultury. I że masz silne własne zdanie. A! I jeszcze, że w dzisiejszych czasach wszyscy tak strasznie manipulują młodzieżą. To, co zawsze.
Uśmiechnęłam się.
Spełniłam swój obowiązek wnuczki półtoragodzinną polemiką z poglądem, że Niemcy kradną, Żydzi to bezczelne przybłędy i spiskowcy, a Mickiewicz przepowiedział przyszłość Polski. Dobrze wiem, że to ich ulubiona rozrywka, odkąd przestała ich bawić "Moda na sukces" i rozwiązywanie działań z trzema iksami.
A starsi ludzie też potrzebują trochę emocji w życiu. Wszak. I to ich potomkowie powinni dbać o ich dostarczanie, nawet jeśli w międzyczasie zostaje się niesprawiedliwie oskarżonym o zaślepienie, uśpienie i podrygiwanie w tańcu chocholim.

Tydzień na wsi. Takiej prawdziwej: jak idziesz ulicą, to wszyscy obserwują twe kroki przez okna i są absolutnie przekonani, że zasłonięta firanka stanowi kamuflaż lepszy niż mundur w kolorze "woodland". Ludzie zwracają się do ciebie per "panienka" i pytają, czy nie masz "kawalira". Wydarzeniem jest przejazd pielgrzymki. Największą zbrodnią jest bycie innym niż wszyscy, nawet jeśli oznacza to brak zwyczaju chadzania na "zabawę" co sobota, upijania się w sztok oraz męża plus dziecka w wieku dziewiętnastu lat. To jak wyjazd do świata równoległego. Polecam wszystkim od czasu do czasu.
I nie wiem, co to za nowa świecka tradycja, ale zawsze, jak spędzam tam wakacje, to od Cioci Cze. dostaję prezent. Po prostu za to, że przyjechałam.
Tym razem były to kalosze w czerwona kratę, które uratowały dzisiaj rzyć mą czcinegodną, bo kiedy miałam zamiar wyjść na pociąg, z nieba posypała się ulewa i głowy nie dam, ale wydawało mi się, że nawet kilka żab rzucili z góry. A ja oczywiście pełna optymizmu "miastowa" wyprawiłam się na wieś jeno w tramposzkach i klapeczkach.
Odbija mi na starość - zachowuję jak najprawdziwsza baba.
Kalosze więc od dzisiaj są moimi bohaterami i kocham je miłością jak najbardziej interesowną. Bezinteresowna przypadła w udziale Cioci Cze.

Wracając odkryłam, że jestem zmęczona pociągami. Fakt, duże stężenie w te wakacje, ale nie wiedziałam, że się da. Ciekawostka.

______
* Oczywiście stare jak czterejpancerni "Wesele Hamleta" kabaretu OT.TO. Jeszcze w podstawówce na kasetach słuchałam.

[♪] Loreena McKennitt - [Live in Paris and Toronto] "The Mystic's Dream"

27 sierpnia 2010 [19:34:33]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

LKN - Epilog bezporadny za to z hepiendem

Nadaję on er. Prosto z wehikułu linii ekolajn, w którym nie zadziałała rezerwacja miejsc. Chcieli nas rozdzielić, cwaniaki, na dwa różne autobusy, aleśmy się nie dały.

Ciekawe, że da się w tym ogólnie uważanym za brzydki świecie przeżyć idealny wyjazd nad morze, taki zakończony prawdziwym piknikiem na plaży przy zachodzie słońca, z prawdziwym koszykiem i kocem w kratę.
[...a poźniej jeszcze te spadające gwiazdy i mowa to tym, co dla mnie najważniejsze]
Podejrzewam, że to wszystko przez ludzi, bo jak już pisałam, wszystko się zawsze o ten rząd dusz rozbija. Tak więc życze wam, a sobie więcej takich dusz, z którymi nawet morze i nadmorskie kurorty przestają być nudne. Takich wiecie: '-Ievute, możemy wpaść na kilka dni? - Jasne. Ale na tak krótko?' Amen.

W mojej głowie, obok projektu 'Litwa, Łotwa, Estonia stopem' pojawił się nowy: 'Słowenia z koncertem Siddharty w ramach bonusu'. Będzie pewnie musiał długo dojrzewać.

W następnym tygodniu, jako, że dobrze mi idzie, zamierzam zrealizować kolejne podpunkty z listy moich wakacyjnych kaprysów. Kapelusz z kwiotkiem na przyklad juz mam.
Ciąg dalszy nastąpi.

[♪] Siddharta [Nord] - "Eboran"

13 sierpnia 2010 [18:40:19]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

LKN 2010, czyli krotki poradnik dla podrozujacych w gerlsbendach, czesc druga

Porada #3: Nie walcz z tym. Po prostu wejdz do tego litewskiego sekyndhendu.
Tym bardziej, ze sa tansze niz u nas. Spokojnie mozna kupic swietna spodnice za trzy lity (dobre, polskie trzy pindziesiad). A jest ich wiele. Tak wiec wczorajszy poranek spedzilysmy bardzo aktywnie.

Porada #4: Do innych sklepow z ciuchami lepiej nie wchodzic.
Jeszcze ci sie cos spodoba, a ceny zdecydowanie ustalane sa pod nowobogackich Rosjan, a nie studenckie popluczyny stacjonujace w Litewskim Kurorcie Nadmorskim na cziyms garnuszku. To samo jest z bursztynowa bizuteria. Sa miejsca, gdzie jest trzy razy tansza niz na glownym, turystycznych trakcie wiodacym na molo.

A propo miejsca, ktore okupujemy.
Za brama las brzozowy. Za oknem kupa przetrzeni, ktora w Polsce na pewno by sie nie ostala. Dom z kazdej strony drewnem obity, a w kazdym kacie znajduje sie krowa. Slyszalam, ze sa ludzie, ktorzy kolekcjonuja bibeloty z jakims zwierzeciem, ale nie widzialam, ze mozna miec krowia posciel, dzwonek przy drzwiach, kubek na szczoteczki do zebow i patelnie. I do tego dwoje doroslych dzieci.
Pozytywnie. To znaczy, ze jednak da sie byc takim doroslym.

Ievute po tym, jak przeciuralysmy ja po jaskiniach i zmusilysmy do wspinaczki, uknula swa wlasna vendette. Nasz dzisiajszy wieczor polegal na udawaniu, ze umiemy ruszac biodrami "tak, jakbysmy mialy przy nich pedzel i chcialy namalowac osemki".
Ja mam kumpli harcerzy ze sprzetem wspinaczkowym. Ieva ma kolegow tancerzy. Knula cala intryge od wczoraj, ciagle wysylala esemesy, nie chciala nam powiedziec do ostatniej chwili o co chodzi i jeszcze smiala stwierdzic zebysmy nie oczekiwaly niczego spektakularnego.
Pyhi. Jakby nas miala zabrac na partyjke makao w parku.
Nie umiem "ruszac biodrami tak, jakbym miala przy nich pedzel i chciala namalowac osemki", alem sie ubawila i tak. Po co podrozowac, jesli sie nie ma zamiaru probowac nowego.

[!] Poza tym spelnilam moje marzenie o bieganiu przez fontanne. I na przestrzal i w koleczko, a pozniej jeszcze bitwa na bomby wodne i przytulanie nieznanych mi (suchych) ludzi placzacych sie po ulicach.
Jedna rzecz mnie zadziwilia do szczetu. Kolezanki Ievy, ktore wpadly na pomysl tej wodnej wojny (i pozniejszych wodnych fri hagsow), uzbrojone w pistolety atakowaly przypadkowych przechodniow. A ci nic. Nic doslownie. Ani pisku, ani grozby, ani obrony, zero jakiegokolwiek grymasu na twarzy nawet. Po prostu szli dalej.
To ostatecznie udowodnilo mi, ze ignorowanie innych ludzkosc ma opanowane do perfekcji.

[♪] Yellow Generation [Fullmetal Alchemist Score] - "Tobira no Mukou e"

10 sierpnia 2010 [21:25:31]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (1) || Wyślij wiadomość ||

LKN 2010, czyli krotki poradnik dla podrozujacych w girlsbandach, czesc pierwsza

Plan byl prosty. Litewski Kurort Nadmorski. Przez tydzien plaszczymy czciniegodne rzycie nasze na plazy razem z tysiacami rosyjskich nowobogackich. A przynajmniej Siostry De (Bajka i Mila Czarownica, wymieniam po pseudonimie, bo mocno postulowaly, ze sa suwerennymi jednostami) plaszcza, bo mnie by sie pewnie i tak znudzilo po pietnastu minutach. W zamian mialam w cieniu obzerac sie twarozkami w czekoladzie i arbuzami oddajac sie lekturze (kosmiczna kombinacja ? Kossakowska plus Heller w placaku).
Cudowne jest to, ze kiedy zapytalysmy Juste i Ieve zamieszkujace LKN, gdzie sa najtansze noclegi odpowiedzialy, ze to naprawde glupie, glupie pytanie.

Tak wiec czekamy wlasnie na nalesniki z kurczakiem. A Ieva ma naprawde cudowny dom w cudownej okolicy.
Ale zanim plaszczenie, zanim poranne cwiczenia na trawie (byla pierwsza po poludniu tak naprawde, ale bylysmy w pizamach, wiec sie liczy jako rano) zanim gofry na patyku ? zderzenie z srodkami komunikacji.

Nic tak nie integruje jak ciasny pociag, nic. Ani fejsbok, ani wspolna cela, moze wspolny spiwor, ale na pewno nie na taka skale. Imaginarium osobistosci, zaprawde. A ze miejscowki mialysmy pod pociagowym wychodkiem, to widok byl bezposredni, ze tak powiem.
Wszyskie sceny nizej opisane zawieraja w sobie kontekst alkoholowy. To bylo to, co laczylo wszystkich Kolegow: silne stezenie kontesktu alkoholowego we krwi.

SCENA I
Kolega zmierza w strone wychodka. Po przeskoczeniu tlumu ludzi, przeturlaniu sie miedzy ich nogami, potyknieciu sie kilka razy o czyjes glowy, konczyny i inne organy w koncu mu sie udalo. Wychodzi po kilku dobrych minutach. Chwiejnie staje twarza do swej drogi powrotnej i po chwili, bez zadnego ostrzezenia uderza ow twarza w sciane pociagu. I stoi. A raczej spi.
Fiol: (bo kilku sekundach konsternacji szturcha kolege w ramie): Tam! W tamta strone, widzisz? Prosto idz! W strone swiatla!
Kolega (zachecony staje prosto, jednak po chwili entuzjazm go opuszcza i z powrotem kladzie twarz na scianie): E-e. Za daleko.

SCENA II
Kolega II przybyl pod wychodek.
Fiol: Zajete.
Kolega II: O, ok. A wy to kolejka.
Reszta podroznych zajmujacych miejscowki pod wychodkiem: (z podejrzanym usmieszkiem) TAK!
Kolega II: Raz, dwa, trzy... To jestem siodmy?
Kolega zajmujacy miejscowke najblizej drzwi wychodka: Mnie nie licz, bo ja jestem skarbnikiem.

SCENA III
Kolega III z Krotkimi Wlosami pokonal klebowisko ludzkosci wsunal swa glowe przez drzwi i zapytal ni z gruchy niz pietruchy.
Kolega III z Krotkimi Wlosami: Co palicie? Ja taz chce!
Podrozni zajmujacy miejscowki pod wychodkiem: (wielkie znaki zapytania swieca nad glowami) Nic?
Kolega III z Krotkimi Wlosami: Jak to nie! Palicie! Przeciez nie da sie tak smiac bez palenia!
No, wesolo bylo i bez tego.
Kolega III z Krotkimi Wlosami: Ej, no, dajcie. Ja tez jestem rasta z Jamajki!
Fiol: Widac po dredach.
Kolega III z Krotkimi Wlosami: (po chwili lekkiego zawiasu) Nie tylko rasta maja dredy!
Uzalam ze byl to zart abstrakcyjny.

Porada #1: miejscowki pod wychodkiem srednio wygodne, aromatyczne, ale duzo ciekawsze. Warto.

Pozniej, po nieprzespanej nocy, przesiadlysmy sie do autobusu. Z zepsuta klimatyzacja. Jaka byla pogoda w sobote, kazdy widzial. A Pani Sjuardesa Auobusowa serwowala ogloszenia tylko po litewsku i rosyjsku.
Udowodnilam sobie, ze moge podrozowac w klimacie afrykanskim i mam calkiem niezla intuicje jezykowa. To, co mnie wykancza, to wrzeszczace dzieci. Nic innego nie jest w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi i doprowadzic do tworzenia pieknych bukietow przeklenstw. Tylko dzieci bez wylacznika nadajace w ultradzwiekach, kiedy ja usiluje spac.

Porada #2: Zatyczki do uszu jako konieczne wyposazenie bagazu podrecznego. Przy dzieciach bezuzyteczne co prawda, ale ogolnie sie przydaja.

Pieknie tu. Nawet jak sypie zabami. Wlasciwie burze sa tu szczegolnie piekne.

[♪] Nightwish - [Dark Passion Play] "Amaranth (instrumental)"

8 sierpnia 2010 [21:49:31]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

Zanim wyjdziesz z domu zapoznaj się ze skutkami ubocznymi zamieszczonymi w ulotce

Jeśli chodzi o planowanie wakacji, to zawsze jest długo, długo nic, a później propozycje walą drzwiami i oknami. Nie pozostaje nic, tylko potakiwać. Minęły dopiero dwa tygodnie, a ja już nam za sobą wyciszająco - pracowity tydzień w lesie, idealne, babskie, międzynarodowe pidżama - party (jednakowoż obyło się bez komedi romantycznych, same dla siebie byłyśmy jedną, wielką komedią), ciuranie sie w jaskiniowym blotku i leczenie zakwasów po skałkach (drogi wspinaczkowe dla przedszkolaków i kobiet w ciąży - muszę w końcu wykupić sobie karnety na Fortecę i coś z tym zrobić, bo aż wstyd, żeby dziecko Jury miało problemy z wlezienien na piątkę).
W międzyczasie dużo książków. No, nie nudzę się za bardzo. I nie zapowiada się, przynajmniej do połowy sierpnia. Zdecydowanie nie będą to wakacje, które będę wspominać na łożu śmierci w kontekście czasu zmarnowanego.

[!] Cierpię. Nie mam z kim jechać pod Grunwald. Tannenberg. Žalgiris. Za to mam ekipę na Litwę. Może nawet na stopa, kto wie.
(Jak tak dalej pójdzie dostanę podwójne obywatelstwo.)

[♪] InCulto - Eastern European Funk

13 lipca 2010 [13:18:51]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

Poprzednie