. improwizacja-mniejsza

Panu Bogu popsuł się pilot od pogody zdecydowanie. Guzik od śniegu się wcisnął. Albo ktoś zakleił gumą do żucia. Trzeba mu mejla wysłać, bo chyba nie zauważył…

Człowiek sobie wstanie rano, niby ma na drugą godzinę, ale wstanie, co by rozkoszować się porankiem. Celebruje sobie ów poranek, w którym panoszą się ptaszkające ćwierki, w którym słoneczko bliźniaczo podobne do tego z bajki o czterech Wańkach- wstańkach z ekranami na brzuchach wesoło lód rozpuszcza. Celebruje sobie człowiek za pomocą kubeczka kawuni i bezproduktywnego klikania w losowo wybrany link.
Aż tu w pewnym momencie okazuje się, że zacelebrował się na śmierć, że właśnie w tym momencie powinien podpinać się do Respiratora i pobić rekord w jeździe szybkiej na wibramie. Ale oprócz dań wpięćminut nic nie jest na świecie idiotoodporne, drodzy radiosłuchacze. Nadal nie masz na stopach skarpetek, nadal nie masz wypełnionych mapek na historię (postanawiasz ich zapomnieć), włosy nadal w konfiguracji put wsjeg da budjet sońce, nie masz biletu miesięcznego „Marzec 2006”. Nic to, rzucasz się w kilka miejsc jednocześnie, jednocześnie myjesz twarz pastą do zębów i wciągasz sobie na stopę trzecią skarpetkę. Wypadasz na ulicę i zaczynasz ślizg szybki. I wtedy… Czujesz, że twoja intuicja pasażera szturcha cię w żebra i mówi, że autobus dzisiaj i tak nie przyjedzie.
Wstrzymujesz ślizg, wpadasz z rozpędu na latarnię, przyznajesz intuicji rację głośno i wyraźnie tak, żeby uwierzyć w to, co się mówi, po czym zawracasz i spokojnie szusujesz do domku.
Intuicja nie zawiodła, co potwierdził tłum przystankowy bliźniaczo podobny to tego, z którym Fi czekałaby, gdyby widowiskowo nie zawróciła w odpowiednim do tego momencie.

♪ "Brooklyńska rada Żydów" - KULT

1 marca 2006 [22:35:36]

[Główna]

tu! tu pyknij! (10) || Wyślij wiadomość ||

Droga publiczności w studiu i przed televizorami. Otóż.
Kiedy wiosna?
Wiosna wtedy, jak Fi budzi się skacowana po czteromiesięcznej libacji mlekowej, rozgląda się wokół, odkleja sobie zaschnięte płatki kornflejks z policzka, mlaska dwa razy, po czym podczołguje się do okna. Za oknem widok z kalendarza „Sybir – Alaska 2006”, ewentualnie sławne dzieło „Trzy Kontemplujące Niedźwiedzie Polarne na Tle Trzech Lodowców”. Fi mlaska ponownie. Bo niby kto ją śmiał zbudzić. Wtedy na parapecie dostrzega żółtego żonkila (piszemy dyktando) od Niewiadomokogo i nagle wszystko przestaje mieć w sobie nadmierny beznadziej.
Wtedy Fi ma tylko jeden problem. Nie ma na co narzekać.

Ilu rodziców na Ziemi i okolicach na informację (tu cytuję) „Jadę na otwarcie olimpiady w Pekinie” zareagowałoby bez zbędnej paniki/ parskania ironicznym śmiechem? Pytanie proste jak niemiecka autostrada.
W momencie kiedy rodzic reaguje za zadaną sytuacje inaczej, można zacząć brać pod uwagę, że nie jest twoim rodzicem.
Fi: Dad? Z dwa lata jadę do Chin na otwarcie olimpiady.
Wlk. Eduardo: W czym?!
Fi: Ee… No, podejrzewam, że w butach.
Wniosek: Wielki Eduardo ewidentnie jest moim ojcem. Nawet jeśli (hipotetyczne) badania DNA stwierdziłyby zupełnie cos innego.

A ile osób na pytanie: „Jedziesz z nami do Chin za dwa lata?” odpowiedziałoby bez sarkazmu, bez patrzenia na pytającego jak na dziecko z fundacji polszit, bez śmiechu panicznego/nieszczerego/niedowierzającego (niepotrzebne wysadzić w powietrze)? Ja wiem, że to koniec świata, co nie zmienia faktu, że świat jest niesamowicie mały.
I pocałujcie wy mnie wszyscy w piksel, o!

♪ "Mark my Words" - P.O.D.

7 marca 2006 [20:15:40]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Mój autobus doszkolny nie przyjechał. Telepatycznie przebiłam mu dwie opony. Tylne. Więc nawet nie opłacało się wychodzić na przystanek.
Aj, bo nie uśmiechała mi się wizja coczwartkowego, dwunastogodzinnego pobytu poza domem. Ja w okresie zimowym i wczesnowiosennym, kiedy to jeszcze Bóg sobie nie przypomniał, że ma śnieg odkurzyć i po chodniku ślizgają się nawet buty na vibramie, jestem domatorem absolutnym, wybitnym, dostałam nawet dyplom za zasługi z Kółka Sezonowych Piecuchów. Zima jest niesamowicie ZŁA! i nie pomogą tu nawet świąteczne promocje koka-koli na elfy, niedźwiedzie i inne paskudztwa do kolekcjonowania.
Tak to sobie wszystko sprytnie wczoraj wieczorem wymyśliłam, po czym zajęłam się sukcesywnym wmawianiem sobie, że oto znalazłam jedyny i słuszny sposób na przeżycie dnia dzisiejszego. Wmawianie zajęło mi bite trzy godziny i znowu nie nauczyłam się na historię.
Jakieś choróbsko mnie dopadło. Bo chciałabym być wszędzie, tylko nie w KLOPie i każde, poranne wyjście z domu odwlekam do bólu każdej części ciała i okolic. A nawet jak już tam trafię, to tak naprawdę jestem zupełnie gdzieś indziej, przez co kochane koleżanki i koledzy powoli przestają mnie lubić, bo nie są dla mnie najważniejsi na Ziemi, niestety.
Gdyby polszit wymyślił sobie kolejną edycję „Dwóch Światów” to na pewno bym wygrała. Powoli nabieram wprawy. Chociaż podejrzewam, że wcześniej wysadziłam cały polszitowski dobytek w tak zwane powietrze.

♪ "Zoo York" - Paul Oakenfold

9 marca 2006 [7:49:20]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Odespałam. Fi, starzejesz się. Jak można odsypiać enemef przez cztery dni. Niedługo zgrzybiejesz i rozpadniesz się, a wtedy wszyscy odkryją, że składasz się tylko z kawy, grafitu i iPoda (który, swoją drogą, nadal ma baterię pełniutką). Dopuścić do tego nie można, bo przecież kandydujesz na najbardziej złożoną istotę we wszechświecie, która jest jak kremówki i cebula razem wzięte.
Aha, jasne. Istotę. Idiotę chyba.

Takie enemefy to całkiem sympatyczna sprawa, szczególnie, kiedy jest to ostatni pokaz „Lord of the Rings” w Polsce (przepraszali za niesamowicie wyciurane kopie, na co mogłam powiedzieć tylko tyle, że gorszych niż te zawierciowiańskie mieć nie mogą. I rzeczywiście nie mieli). Szczególnie, że kilkanaście godzin egzystowałaś w tłumie ludzi pozytywnych zewnętrznie, z czego Mag chciał być najbardziej pozytywny z nich wszystkich i zamiast stać, to w tym tłumie siedział. Szczególnie, kiedy postanawiacie ze swoja ekipą urządzić małego fleszmoba i końcówkę drugiej części oglądacie tyłem do ekranu. Szczególnie, kiedy koledzy z czwartego rzędu udowadniają, że na enemefach niezbędny jest gumowy kurczak, dzięki któremu można wypełnić sobie czas pomiędzy kolejnymi częściami, np. rzucając nim w strefę podekranową.
A tak poza tym, to wiadomo. Świat uratowany. Wszystko mi się uśmiechało, jak rozumiałam kwestie w sindarinie (piąte przez dziesiąte ale jednak). Wcisnęło mnie w siedzenie na obronie Helmowego Jaru. Znowu płakałam jak Boromir umierał i na odsieczy Rochańczyków (zawsze w tych samych momentach). No, a jedenaście godzin w ciemnej sali to zdecydowanie za dużo. Można się zamyśleć na śmierć.
I naprawdę lubię to sympatyczne uczucie po maratonie filmowym, zupełnie jakbyś sobie wyciągnął mózg i zostawił na półeczce nocnej. Już wiem, dlaczego niektóre dziewczynki zostają pink pałerami.

Pierwsze, co usłyszałam w KLOPie, w poniedziałek, po zdechłych sześciu godzinach snu: „Co ty, zderzyłaś się z czymś?”. Byłam w stanie odpowiedzieć tylko „Ano…”. Ewidentnie się starzeję.

♪ "Space between two worlds" - Nujabes feat. Fat Jon

15 marca 2006 [10:50:38]

[Główna]

tu! tu pyknij! (11) || Wyślij wiadomość ||

W sklepach jest jakiś festiwal nowych, kisielowych smaków, bo oto na śniadanie pożeram sobie smak truskawkowo – waniliowy, który to z truskawki ma smak, a z wanilii zapach, więc właściwie dzień zaczynam z dziwnym przeczuciem, że zostałam oszukana. I to jeszcze przed przeczytaniem porannych wiadomości.
Kisielem o smaku kaktusa, który to wytworzyliśmy z Kubą w niedzielę pachnie mi w pokoju do dzisiaj. Chociaż właściwie to bardziej Kuba wytworzył niż ja, bo okazało się jak mało wiem o sztuce robienia kisielu w wersji trudniejszej od wpięćminut („ogień nie może okalać”, „szklanki z ikei to nie szklanki”, „kisielu do wody nie wlewamy w jedno miejsce”, trzy łyżki cukru to pojęcie względne, a zaważyć może na całym przedsięwzięciu). No, a teraz czekamy na wersję w ekstra-dużymi kawałkami owoców.
Jeszcze ananasowy mam na parapecie, o.

Do szkoły się wybieram, mamusiu, i owszem, postanowiłam być oryginalna na wskroś i wszerz, będę jedną z piętnastu osób w KLOPie w dniu dzisiejszym. Ale dopiero od trzeciej lekcji. Ogólne résistant jak i révolte.

A Wielki Eduardo edukuje swego pierworodnego wnuka w wolnym czasie. Przypominam, że wnuk ma niecałe dwa lata (co niespecjalnie przeszkadza mu gadać). Po nauczeniu wymawiania słów „proletariat”, „rewolucja”, „prohibicja” i liczenia po rumuńsku Eduardo poszedł nieco dalej.
Wlk. Eduardo: Powiedz „Ku-Klux-Klan”.
Mały Harry: (mówi)
Fiol: Dlaczego go uczysz takich brzydkich słów?
Wlk. Eduardo: No, co… Niech sobie ćwiczy język.

Ano. Zostanie młodocianym geniuszem i wszystkie dzieci w przedszkolu będą się z niego śmiały…

♪ "A Sorta Fairytale" - Tori Amos

21 marca 2006 [7:56:33]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Dzień zaczął się od tego, że zamiast pudełka po batoniku wrzuciłam do kosza sam batonik. Oklaski.
[!] Ale nie jest to najdziwniejsza rzecz jaką wyrzuciłam przez pomyłkę.
A później okazało się, że zabrakło kawuni.

No i jak ja mam pracować w takich warunkach? Cała robota, którą na dzisiejszy dzień sobie odłożyłam (sprytnie nie pojechałam na klasową wycieczkę, żeby mieć wolne) nadal jest nie ruszona przez brak kawy. Po którą, fakt faktem, nie bardzo chce mi się iść do sklepu. I tak oto, zamiast odrabiać polski i/lub uczyć się historii i/lub pisać felieton o konkursach piękności i/lub czytać Pilipiuka i/lub uczyć się teksu na konkurs recytatorski (taaak, znowu będziemy krzyczeć i przeklinać, KLOP mi w tym nie przeszkodzi) to cały poranek spędziłam na dłubaniu w xhtmlu i licytując czerwone trampki. Bo mi stare już żółkły. Poza tym, nie mam pewności, czy nadal są w KLOPowej szatni. Miesiąc temu jeszcze były.

Szaro, treki mi się rozjeżdżają na chodniku, ludzie nadal nie mieszczą się w autobusie. Ostatnio nawet przyszedł ktoś z radia zrobić o tym reportaż, ale nie nagrał dużo, bo ludzie rzucili się do środka miażdżąc i depcząc wszystko po drodze, na dziennikarzy nikt większej uwagi już nie zwrócił. A oni chcieli przejechać się kilka przystanków. Fakt, że się nie zmieścili pozwala mi wnioskować, że byli to praktykanci. Albo stażyści. Cóż…
Ale chyba mimo wszystko idzie wiosna, bo człowiek codziennie zasypia z myślą, że jutro też będzie fajnie.

♪ "Layla" Eric Clapton

23 marca 2006 [15:20:06]

[Główna]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Plany na przyszłość zaczynają mi się powoli krystalizować. Zostanę pogromcą allegro, jak Boga kocham. Oto, proszę publiczności w studiu, przed chwilą po mistrzowsku wykiwałam całą dzicz, która to rzuciła się na moje słuchawki z nadgryzionym jabłkiem. Ale nie dziwię im się, bo w końcu za tak psie pieniądze słuchawek owych by nie dostali nawet, gdyby na wikipedii obok ich nazwiska napisane było „doprowadził do upadku Microsoftu”.
Teraz tylko pozostaje znaleźć sposób na szybkie zarobienie przynajmniej dwudziestu, polskich, nowych, złotych.
[!] W takich sytuacja całkiem poważnie zastanawiam się nad dystrybucją mazideł awonu, czy innego oriflejcu, ale zaraz dochodzę do wniosku, że to by nie wypaliło. Prawdopodobne też musiałabym się tym wszystkim paćkać, albo chociaż nosić granatową torbę z wielkim napisem reklamującym. Albo chociaż się na tym znać.

W ogóle wszystko ostatnio się ciągle/dziwnie* (*niepotrzebne skreślić) udaje. Zaraz zacznę coś podejrzewać. Nie ma na co narzekać. Przecież się nerwicy nabawię.
Nawet do bierzmowania mnie dopuścili, mimo że nie wiedziałam, jak się nazywa ksiądz proboszcz mojej parafii, czym doprowadziłam go do łez. Podobno śmiał się przez tydzień. Pyhi. A jak sprawdzał listę osób, które zapłaciły na zakup dla mnie bliżej nieokreślonych „darów”, to zapytał: „Jak się dziecko nazywasz?”. Też się będę śmiać przez tydzień. Ale ten następny.
Tak na marginesie to bierzmowanie owo mam dnia 1 kwietnia. Ha, ha, owszem, pójdziemy z Zone do spowiedzi. W beretach.

♪ "Offshore" - Chicane

26 marca 2006 [0:38:46]

[Główna]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Człap – człap, człap – człap, najpierw przeczytałam, że człowiek bez religii jest jak ryba bez roweru, a później, w kościele usłyszałam, że „zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, Bóg nie jest waszym kumplem”. Dziwnie się stało, bo tylko wzruszyłam ramionami i patrząc we własne kolana pomyślałam, że „skoro waszym kumplem nie jest, to macie cholernego pecha”. Właściwie wszystko jedno. Tak okrutnie wszystko jedno, że czuję się jak woda wylana z wiaderka prosto na chodnik przez panią Jadzię.
Właściwie to nawet mi było trochę żal Księcia Rekolekcjonisty jak sobie człapałam do domu brudząc nogawki rozwiązanymi sznurówkami. Jeśli Bóg nie jest kumplem katolika, to całe szczęście, że nim nie jestem. Znaczy katolikiem. Prawda? I niech to będzie koniec kontemplacji na ten temat, niech to się skończy hepiendem tak zwanym, niech popłyną sobie litery końcowe napisane czcionką Georgia, niech popcorn się już skończy, niech na sali tylko zostaną zacałowane na śmierć pary, a ja swój stan rozmycia będę kontynuować.
Kulturalnie turlikam sobie dalej, przeszkoda pierwsza i ostatnia, żywa barykada na którą składa się kolegów trzech w takich samych bluzach, za to różnych kurtkach. Wrażenie mam nieodparte, że idą w rytmie „Dla mnie masz stajla”. Jeden z nich się odwraca, widzi, że ja idę w rytmie nieco innym, „Polepiony” mianowicie, w dodatku, co niedopuszczalne, bez kaptura. Bawi się w Mum, „bo zmokniesz” mówi, na co ja tylko odpowiadam „a co za różnica” i przechodzę na drugą stronę ulicy, nie będzie mi jedna trzecia tercetu egzotycznego przerywać wsiąkania w chodnik.
A później, kiedy od domu dzieliło mnie jakieś piętnaście metrów kałuż i piasku, kiedy już zaczynałam biegać wzrokiem po ulicy w poszukiwaniu zgubionych słuchawek z nadgryzionym jabłkiem (taki nowy odruch) dobiegł do mnie kolega Masłowski. Ładnie zakaszlał na przywitanie, otworzył mi nad głową parasol, w oczach miał kwestię „Bo zmokniesz” jednej trzeciej tercetu egzotycznego. Ja zrobiłam krok do tyłu, powtórzyłam swoje „co za różnica, czy zmoknę bardziej, czy mniej”, wzięłam od niego mój zeszyt od polskiego, też mokry i pełen bzdur, po czym poczłapałam do domu w celu rozlania się na środku pokoju.

Bo właściwie nie obraziłabym się, jakby ktoś do mnie przyszedł z tak zwanego nienacka i zrobił herbaty w filiżanie.

♪ "Polepiony" - F.I.S.Z.

26 marca 2006 [23:19:40]

[Główna]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||