. improwizacja-mniejsza

To get old or not to get old (?!)

Pan Pałkiewicz w swojej książce o poszukiwaniu El Dorado robi z siebie niemal Indianę Dżołnsa. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy na spotkaniu z publicznością bardziej sprawiał wrażenie zaprawionego w bojach dziadziusia, który zawsze ma w kieszeniach cukierki. Zastanawiający człowiek.
Jako osobie o randze „w tłumie” dane mi było zadać mu tylko jedno pytanie. Kilka przesunięć w redakcji i skończyły się czasy, kiedy wchodziłam na takie imprezy ze szpanerską przepustką prasową. Ale spokojnie, przecież jeszcze nie umieram. Pan Pałkiewicz też nie wygląda na takiego, co to by chociaż małym palcem prawej nogi w grobie stał.

Pierwsze Żonkile Wiosny, ufundowane przez Pana Kudłacza stoją na stoliczku. Obok stoi szklanka promocyjna Okocimia z trzema różami urodzinowymi od flatmejtów. W życiu nie miałam na raz tylu kwiatów.
I jeszcze jeden czeka w puszce. Do wyhodowania. Tak, tak. Roślinka w puszce.

[!] A prawo jazdy zdałam jeszcze przed obciążeniem mojego karku drugim krzyżykiem. Dzień przed, bo dzień przed, ale przed. Cud!

[♪] "Venus Vina Musica" - Corvus Corax

3 marca 2009 [1:12:56]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

1.00 w nocy czasami zaczyna się (dużo) wcześniej

Prawa, lewa, prawa, lewa… Obcasy stukają o mokry chodnik. Prawa, lew… Dwa, pieprzone, tygodnie WYTRZYMASZ dwa pieprzone tygodnie… Taka jest prawda, droga publiczności w studiu. Kiedy tracę dystans do sytuacji zaczynam przeklinać. Dwa, pieprzone… Czasami przeklinam też, kiedy coś opowiadam i historia tego wymaga… PIEPRZONE tygod… Właściwie można to nazwać przeklinaniem do towarzystwa. Ot, jedni palą, inni piją. Ot.Dwa… Makijaż złazi z facjaty, a wszak szoł mast goł on. Prawa, lewa, prawa, wdech, łza i wydech. Trudno oddychać przez zaciśnięte zęby. Przestaniesz płakać! I znowu się srasz! Znowu, znowu. Muszę przestać, bo zauważą. Powiedzą, żem IMOŁ, nie będę umiała się obronić, bo to wymagałoby opowiedzenia trzech ósmych mojego życia. Za długo i za trudno, bo nie odważyłabym się historii tej odrzeć z metafor i symboli. Zbierz się do kupy… Dwa! Muszę też oduczyć się gadać do siebie na ulicy. To nic, że jest pusta i jestem już 50 metrów od domu. Gadanie do siebie usprawiedliwiają tylko pastylki na schizofrenię na stoliku nocnym, ewentualnie praca w zawodzie „Artysta / Mistrz”.
Wkładam klucz do zamka. Przekręcam o jakieś trzydzieści stopni w prawo. I tutaj wszystko, co się wylało upycham z powrotem do wśrodka. Koniec. Jestem nowiutkim, hermetycznym pudełkiem. Jeszcze śmierdzę plastikiem.

Pudełko się otworzyło, kiedy Przyszedł i Powiedział: „Co jest nie tak?”. Po trzydziestu sześciu chaotycznych słowach w końcu udało mi się wyjaśnić, że „Dziś jest ten dzień, kiedy naprawdę chciałabym mieć wszystko w dupie”.

[♪] In Flames - [Soundtrack To Your Escape] "The Quiet Place"

8 marca 2009 [20:48:59]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Zwyczaj twórczy i literacko-transportowy

Błogosławieni żydolodzy fÓJotu, albowiem oni obijać się będą w semestrze letnim 2008/2009. I sypiać będą do południa i awansem robić przedmioty z drugiego roku, a Pan wyrwie ich z ręki dr Ch. i ucisk nie będzie panował w ich ziemi. Przynajmniej do października. Amen.

Wieczorami znikam sobie bez wyrzutów sumienia w moim świecie. „Dzieuo Rzyci” pisze się już mniej-więcej w takim samym tempie jak w czasach przedmatÓralnych. A i mniejsze rzeczy powstają w zeszycie podręcznym. Przypominają poezję, co napawa mnie lękiem przed samą sobą. Ostatni wiersz napisałam w drugiej klasie podstawówki i postanowiłam, że następny powstanie dopiero jak dorosnę, dlatego twardo utrzymuję, że to teksty piosenek. Moja i twoja nadzieja, droga publiczności w studiu, oby żaden wiersz nie spłynął z mego długopisu promującego Niezależną Alternatywę Wyborczą.

A najlepszym dowodem na to, że wróciłam do swojego normalnego stanu jest fakt, że w torbie znowu noszę książkę tzw. „ratunkową”, która służy mi, kiedy mam chwilkę wolnego czasu, czekam na coś albo wręcz idę na zajęcia. I nie jest to ksero jakiejś książki historycznej. W dodatku odkryłam, że kiedy idzie się z oczami w książce, to nie trzeba się martwić omijanie ludzi, bo wszyscy jakoś biorą to na siebie. Także jedną rzeczą, na którą mogę wpaść idąc na zajęcia są Sukiennice, ewentualnie Wieszczu.

[♪] Coma - [Hipertrofia] "Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców"
(uff... aczkolwiek najdłuższy tytuł piosenki, jaki w życiu widziałam to "The Major Cities Of The World Are Being Destroyed One By One By The Monsters" 65daysofstatic)

14 marca 2009 [11:25:53]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Monotematyczność - i człowiek sie oswaja

Kiedy po obejrzeniu animowanego filmu dokumentalnego o konflikcie w Libanie przez całą noc śni ci się wojna, najprawdopodobniej oznacza to, że film był dobry.
[!] „Walc z Bashirem” („ואלס עם באשיר”)

A zaraz po obudzeniu, kiedy jeszcze przeżywałam echa moich nocnych spotkań z granatami i prosty dylemat - czy dać się rozstrzelać, czy zabić – ironicznym zrządzeniem losu chwyciłam za „Złodziejkę Książek”. Czekała na swoją kolej od kwietnia zeszłego roku. Kolejna historia przeczytana w odpowiednim momencie życia. Najlepszym dowodem jest to, że od wczoraj oderwałam się od niej tylko trzy razy: dwa, żeby iść na zajęcia i raz, żeby się przespać.
Dla mnie to jedna z tych książek, których nie chce się ani kończyć, ani czytać wolniej. A po ostatni słowie nie za bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić, bo zapomniałam już, jak działa moja rzeczywistość.

[!] Muszę się przyznać, że nic mnie tak nie przeraża, jak wojna. I im bardziej o niej myślę, im częściej o niej śnię, im więcej o niej czytam, tym bardziej się boję. A im bardziej się jej boję, tym większą mam pewność, że mimo wszystko kiedyś ją zobaczę. Przeczucie to we mnie wykiełkowało już dawno i wydaje się być tak racjonalne jak to, że jutro pociąg do Zawierciowa znowu będzie wypchany do granic możliwości. Nie liczę już nawet, że to tylko moja wyobraźnia, nadwrażliwość i naturalne skłonności do hiperbolizacji. Zobaczę ją i należy to przyjąć.
Zastanawiam się tylko, i może tego nawet bardziej się obawiam, kto będzie wtedy na mnie patrzył z lustra.

[♪] Arcana - [Cantar De Procella] "Gathering Of The Storm"

20 marca 2009 [1:40:16]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

...za drobne usterki konstrukcyjne...

Zadziwiające, jak wiele ludzi korzysta z toalety w pociągu Pięknie K**wa Pięknie w ciągu dwóch godzin. Zadziwiające ilu śmiałków podejmuje próbę przedarcia się przez korytarz zawalony studentami rzucając „przepraszam” na prawo i lewo. To tak, jakby odsiecz wiedeńską przenieść ją do jaskini w Lascaux. Nikt nie wie, co zrobić z bagażami i własnym ciałem, w efekcie obie te rzeczy stara się przykleić do szyby. Przeciskanie, „przepraszam”, fala meksykańska. I tak co dziesięć minut.
[!!!] A jedna pani miała powierzchowność zadbaną, koło pięćdziesiątki i naszyjnik ze zdjęciem Doktóra Hałsa. Chciałam to jakoś ładnie wpleść w resztę tekstu, ale sam Doktór Hałs na jej piersiach był tak ni z gruchy ni z pietruchy, że lepiej szanowna publiczność załapie klimat, jeśli informacja ta również nie będzie trzymać się kupy.

Konduktor przechodząc z wagonu do wagonu zablokował jedne z drzwi automatycznych. I poszedł sobie zostawiając je otwarte na oścież. Wiało, a kilka osób zostało pozbawionych jakiegokolwiek oparcia. Czterech panów próbowało coś na to zaradzić, głównie siłą, próby jednak spełzły na niczym. W końcu jeden z nich z desperacją w głosie zawołał:
- Ej, czy jest tutaj jakiś inżynier? Bo ja to humanista jestem i wierszem tego nie naprawię!

Inżyniera nie było. Złapałam wszystkie możliwe zarazki jakie zaoferował mi przeciąg. Katar leczę stałym, sprawdzonym zestawem: polopiryna + książka + herbatka z cytrynką + Kordełka.

[♪] "Opóźniony pociąg pospieszny" - Martin Lechowicz

30 marca 2009 [22:14:03]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

"When you're ready, you won't have to"

Zone poinformowałam mnie, że „Matrix” ma 10 lat. Dokładnie dzisiaj.
Film, który mnie wychował. Ni mniej, ni więcej.

Pamiętam, że pierwszy raz widziałam go na TVNie dopiero, dwa – trzy lata po premierze (bo kto by dzieci do kina wpuszczał na film, w którym „SIĘ SZCZELAJĄ”). Od kogoś usłyszałam, że dobre i warto, to i nagrałam od razu, na coś tak antycznego jak kaseta VHS. Wrażenie było, mimo że co dwadzieścia minut psuli mi klimat wesołą reklamą szamponu do włosów. Pamiętam, że później obejrzałam ten film jeszcze dwadzieścia parę razy z tej samej kasety, czym zajechałam ja do cna, ale na szczęście to już był początek ery CD 700MB.

Sequel. I Zone, z którą pojechałam na weekend do mojej Siostry Lekarz, co by do kina na „Reloaded” iść. Pamiętam, że miałam nogę w gipsie i przeżyłam swoje pierwsze muzyczne zadurzenie absolutne, kiedy usłyszałam „Chateau” Dougana (do dzisiaj mogę wam powiedzieć, którego ze sługusów Merowinga Neo pierze w danej sekundzie piosenki). Był pierwszym muzykiem, za którego chciałam wyjść nie wiedząc nawet jak wygląda.
A z Zone przegadałyśmy później całą noc i w sumie tak już było często: ja płakałam, ona słuchała, a Mum zaczęła nazywać ją „naszą”. W sumie można by było napisać, że „Matrix nas połączył”, gdyby nie brzmiało to tak kiczowato.

Zone napisała, że „gdyby nie ten film prawdopodobnie byłaby inną osobą” (jakkolwiek patetycznie to nie brzmi) i coś w tym jest.
Możliwe, że to wszystko przez jeden film obejrzany dziesiątki razy, rysujący nastoletnią psychikę, autorstwa braci, z których jeden po drodze przeistoczył się w siostrę.
Możliwe, że dlatego nie możesz mi wcisnąć trąbki gratis do zestawu obieraków do bananów ze stali nierdzewnej. Może dlatego głęboko rzyci mam twoje jachty, wakacje na Malediwach i karty kredytowe, którymi robisz sobie ścieżki z najlepszego towaru. Może dlatego uśmiecham się lekko kącikiem ust, kiedy mówisz mi, że jestem tylko twoim targetem i łatwo dobrać dla mnie idealny produkt. Może dlatego nie oglądam twojej telewizji, co uchroniło mnie przed przegniciem półkul mózgowych od „Jackassów” i teleturniejów, w których każą policzyć mi trójkąty. Może dlatego nie wierzę w twoje komentarze, wiadomości, oświadczenia wygłaszane na konferencjach prasowych.
Wszak „Nothing is really what it seems”.

[♪] P.O.D. - [The Matrix Reloaded OST] Sleeping Awake

31 marca 2009 [22:30:47]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||