. improwizacja-mniejsza

Przedłużanie wakacji / ferii o tydzień stało się moją nową, świecką tradycją

Nadrabiam zaległości w oglądaniu filmów, a że komedie romantyczne, seriale i produkcje oskarowe 2011 skończyły mi się w sesji, to leci raczej klasyka (opróżniam powoli folder z Hepburn, którą ulubiłam bardzo, ale nie na tyle, żeby kupić sobie kolczyki z jej podobizną).
Obejrzałam również „Dumę i uprzedzenie” w wersji BiBiCi (ciurkiem wszystkie sześć odcinków) i w gdzieś w międzyczasie przypomniało mi się, że Bridżyt Dżołns w swym diariuszu zachwycała się sceną Pan Darcy + mokre jezioro. Ucieszyłam się więc, że w końcu, po latach, zrozumiem ten fragment książki. Scena nastąpiła w czwarty odcinku.
I nie zrozumiałam.

Jin postanowił po trzech latach współpracy jednak się troszkę zbuntować i zrobił sobie „Listę płyt, których nie odczytam Ci, choćbyś kazała mnie końmi włóczyć albo sprzedać w częściach na allegro”. W praktyce wygląda to tak, że nie mogę pograć sobie w „Anno 1602”, mimo głodu, pragnienia niezaspokojonego i zewu, który odczuwam od dobrych trzech tygodni. I muszę grać w Hirołsów, kto to widział!

Poza tym przestudiowałam (bo zwykłym czytaniem nie da się tego nazwać) kolejne dzieło Mistrza Tolkiena, które zarzuciłam kiedyś właśnie z tego powodu: jego nie da się ot, przejechać wzrokiem, trzeba studiować, nie ma rady. Piękna sprawa. Polecam. I kocham.

Co zaś się tyczy BHS: owszem, czytam, może nawet studiuję, ale przede wszystkim: radochę mam i chichoczę co chwilę powtarzając „Łiii!” z miną, którą mniej – więcej da się wyrazić poprzez ^^. BHS to „Biblia Hebraica Stuttgardensia”, którą dostałam (!) ostatnio w okolicznościach mocno zaskakujących (nie obyło się bez łez wzruszenia). Taka BHS to nie byle co, proszę sobie wygóglować, jak kto nie wierzy. I dostałam ją ze słowami, które zapamiętam raczej do końca życia, słowami, które motywują do działania lepiej niż wszelkie „101 w 1001”, marchewki na kijach, a nawet narzędzia o zabarwieniu masochistycznym.
Tak więc czytam sobie z bananem na twarzy, przy okazji zaliczając nawrót tak zwanego "Orma" i i„Dzieuo Rzyci” się pisze.

I to wszystko w moim turkusowym, włochatym szlafroczku +3 do dostojności i „indeed”.

Na koniec chciałabym państwa sowicie odchamić porcją wysokolotnej poezji autorstwa Darille, dla której, nie chwaląc się, muzą była moja skromna osoba. W sensie, że ta „Wiola” z wiersza to ja. Wiem, to dziwne, „Fiolka” nie jest imieniem nadanym mi przez Mum i Wlk. Eduarda. Czasami sama jestem zaskoczona. Szczególnie na studiach muszę się bardzo pilnować, bo nie dość, że zwracają się do mnie po imieniu, to jeszcze przez prefiks „Pani”.

Urodziny ma dziś Wiola,
Niech się schowa coca – cola,
Nie jeden kibol odłoży bejsbola,
Przestał zarażać wirus Ebola,
Ciągle martwy Ignacy Loyola,
Może zmądrzeje Rutkowska Jola,
Lepszą książkę napisze Grochola,
Wielu Polaków ominie niedola,
Nikogo nigdy nie dotknie niewola,
Chłop dziś nie obrobi pola,
Bo ma urodziny Wiola!


Posiadanie kreatywnych znajomych-wariatów: bezcenne. Za innych zapłacisz kartą masterkard.

[!] Wczoraj, podczas 45-cio minutowej konferencji telefonicznej, komisja w składzie Nurlaf i ja stwierdziliśmy, że jesteśmy starzy.

[♪] Alexandre Desplat [Harry Potter And The Deathly Hallows Part1 Score] - "Lovegood"

1 marca 2011 [11:33:49]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Kto daje i odbiera

To bardzo dziwne.
Często mówię, "tę piosenkę dostałam od kogoś". Wtedy, kiedy ktoś mi objawi jakiś utwór za pomocą linka, instrumentu muzycznego, o ile akurat potrafi pożądane dźwięki z niego wydobyć, a nawet wetknięcia swojej słuchawki do mojego ucha.

Okazuje się, że dźwięki można też odebrać. Albo inaczej - zabrać ze sobą.
Że utwór został zabrany rozpoznać można po tym, że kiedy włączy się w ramach szufla natychmiast wywołuje napad zimna / gorąca, migotanie przedsionków i kujący skurcz komór. Organizm zaczyna się bronić, leukocyty wysyłają rozpaczliwy alarm i mózg całą tę sprawę bierze w swoje ręce. Tak właśnie, bo to ręka naciska przycisk "next" i to czym prędzej.

Pamiętam, że została zabrana mi COMA i to w całości. Po pół roku dopiero odzyskałam, co moje.
Dzisiaj odebrałam dźwięki ostatnie. Rok. Ponad.
(w czas, nie ma co. ja to jednak mięczak jestem)

Jest jeszcze jedna piosenka, to fakt. Wiem, że poza tym jednym, jedynym razem nie usłyszę jej już nigdy. I może zostanie kiedyś zagrana dla kogoś innego, ale mam pewność, że już za późno, że jest tylko moja.

[!] Niedługo na ulicach znowu będzie mnóstwo żonkili do kupienia. Odłożyłam sobie już fundusze, żeby móc nacieszyć się chociaż kilkoma z nich.

[♪] Kawai Kenji [FATE / STAY NIGHT Score] - "Kishi Ou no Hokori"
[♪] Kawai Kenji [Melody of Oblivion Score] - "Sepia"
[♪] Piotr Rogucki - "Jesień"

10 marca 2011 [0:23:38]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (1) || Wyślij wiadomość ||

Fanatyzm czytelniczy - czytanie jako sport ekstremalny

Na samym początku chciałam zaznaczyć, że w tej notce słowo "czytać" występuje w znaczeniu "czytać fanatycznie", "nie móc powstrzymać się od czytania", "czytelniczy głód", "życie jest krótkie - czytaj szybciej", "czytanie jako czynność ekstremalna".
Albowiem czytanie w moim życiu przyjęło taką właśnie postać.

TAK NAPRAWDĘ NIE PRÓBUJCIE TEGO ANI W DOMU ANI POZA BEZ NADZORU RODZICÓW / LEKARZA / SILNIEJSZEGO I MĄDRZEJSZEGO KOLEGI. GROZI TRWAŁYM KALECTWEM, A KIJ WIE, CO JESZCZE GORSZEGO MOŻE SIĘ ZDARZYĆ (może jakaś panda płacze na fejsbóku, albo co)

Chodzą legendy o tym, że od narkotyków można się uzależnić już po pierwszym sztachu. Że sam słodki dym pani Mery Dżejn może uzależnić. Ja tak miałam z czytaniem.
Nie powiem, żebym nauczyła się składać literki jakoś niemoralnie wcześnie (pięć lat miałam chyba? z miesiącami jakimiś? w wieku sześciu jechałam płynnie w każdym razie). Jednak już dziecięciem będąc miałam słabość do książek większą niż do lalek barbi czy tam innych gumisiów. Wprawiałam w zakłopotanie Mum ciągnąc ją do księgarni za każdym razem, kiedy przechodziliśmy obok, a ona za każdym razem musiała uprzedzać Panią Ekspedientkę, że "my tylko pooglądać" licząc na jej zrozumienie. Panie rozumiały. Mam duże oczy i długie rzęsy, które dawniej wydawały się jeszcze większe i jeszcze dłuższe, więc Panie Rozumiały z uśmiechem na ustach - instynkt macierzyński tak im podpowiadał.
[!] W czasach empika nie muszę już nikogo czarować, żeby sobie książkę pomacać, więc i oczy i rzęsy stały się atutem nieużywanym.

Generalnie zostało mi do dzisiaj: na półce przy łóżku książka musi być. Podstawowym kryterium każdej nowej torebki jest to, czy zmieści się tam tom w standardowym rozmiarze. Bo bez książki z domu się nie ruszam, wszak nie wiadomo, ile trzeba będzie posiedzieć na przystanku, albo jak długa będzie kolejka w kerfórze. Także mój szlafrok kieszeń ma odpowiednią - woda na herbatę gotuje się czasami bardzo długo.
Potrafię czytać w warunkach fantazyjnych. Sprawę zdecydowanie ułatwia fakt, że nie muszę do książki ZASIADAĆ z pełnym rytuałem, chociaż naprawdę lubię łączyć ją z piżamkami, fotelem i poranną kawą.
I tak: przy instalowaniu programu, przy gotowaniu obiadu, w tramwaju wisząc na uchwycie, podczas spaceru nawet (i to z rozwiązanymi sznurówkami), grając jednocześnie w WoWa, w sesji (nowa umiejętność) i tak dalej, i w te majty.
[!] Warto zaznaczyć, że można się nabawić pewnych kontuzji na mózgu (bo twarzą w chodnik zdarzyło mi się zaryć tylko raz). Osobiście dorobiłam się już słabości do zapachu druku, okularów o dioptriach kosmicznych, a moi znajomi (bo ja w tym wszystkim mam życie towarzyskie!) mają już opracowane, w których miejscach należy mnie pilnować, bo kiedy wyczuwam wysokie stężenie książek na metr kwadratowy znikam nagle w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt też ze mną nie chce iść na Targi. Nikt nie chce brać na siebie tego brzemienia. A Adams uważa, że przez słabość do słowa drukowanego moje gotowanie również staje się czynnością ekstremalną.
Właściwie jedynym miejscem, gdzie czytać nie potrafię i zapewne już nigdy się nie nauczę jest kibel. Cóż. Nie mogę się też jakoś przekonać do audiobuków.

Więc kiedy słyszę, że "ktoś lubi czytać, ale nie ma na to czasu" to zaraz przychodzi mi do głowy, że albo tak naprawdę mu się nie chce i woli przeklikać całego fejsbóka, albo nie potrafi tego w innych warunkach niż w ciszy sterylnej i długotrwałej.
Obu przypadkom współczuję szczerze.

Bo naprawdę da się czytać codziennie. Nie chrzańcie, że nie.

[!] Tej wiosny przede mną nowe wyzwanie, aby wejść na wyższy lewel: nauczyć się czytać podczas drogi na uczelnię (na nogach, bulwarami Wiślanymi, dobre pół godziny) w każdych warunkach pogodowych (umiejętność master: przerzucanie kartek jedną ręką w biegu).

[♪] Coheed and Cambria [Good Apollo, I'm Burning Star IV, Volume Two: No World for Tomorrow] - "No World for Tomorrow"

11 marca 2011 [21:21:15]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Opowieść o stworzeniu świata [wg Fiol] - Dzień #7 (z komentarzem rabiego Szlomo)

"Siódmego dnia JHWH rzekł: niechaj stanie się kawa! I stała się kawa. I wiedział JHWH, że była dobra, bo dobra kawa nie jest zła. I rzekł JHWH: Nie jest dobrze, aby kawa była sama. Stworzył więc JHWH czekoladkę i ciasteczko. I wiedział JHWH, że jest to dobre."

Komentarz r. Szlomo: "Dlaczego siódmego dnia? Bo wtedy HaSzem odpoczywał. Dlaczego kawę? Bo kawa jest przyjemna, a odpoczynek warto sobie uprzyjemnić. Dlaczego dobra kawa nie jest zła? A czy dobry Żyd może być i zły? Dlaczego czekoladkę i ciasteczka? Aby osłodzić goryczkę kawy.
Tako i my, żyjąc w świecie co raz bardziej gorzkim w użyciu, dostajemy na osłodę czekoladkę i ciasteczko."


Na przykład w postaci słonecznego poranka (gdyż zacny poranek, ukryć się nie da). I kawy, i czekoladki, i ciasteczka skonsumowanych na parapecie przy otwartym oknie. Przy czytaniu książeczki, w której mój ulubiony bohater, oczywiście, umarł, ale czytając mam przeczucie, że to jakiś grubszy przekręt, więc na pewno wstanie z martwych i to jeszcze pod koniec drugiego tomu.

[!] A siedząc tak na tym parapecie dostrzegłam Właściciela Psa i Psa. Pies zrobił to, co psy robią na spacerze: dokonał defekacji na trawnik. Właściciel Psa uczynił to, co każdy właściciel powinien, ale większość nie zniża się do tego poziomu: sprzątnął efekt finalny defekacji do woreczka i wywalił do kosza.
I wtedy na chwilę odzyskałam wiarę w ludzkość.

[♪] Kawai Kenji - [Seirei no Moribito Ongakuhen 1] "Omoi Haruka"

14 marca 2011 [9:45:52]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Kupiłam paprykarza szczecińskiego, (JUŻ) jutro (!) go zjem i jestem mocno wzruszona tym faktem

Jednak nie to jest kwintesencją. Byłam na urodzinach gościa, którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. I to jest właśnie najmocniejszy dowód na to, że w końcu zaczęłam studiować, a nie uczyć się.
A Hermijąnina się uczy. I widać u niej już mocno zaawansowane skutki uboczne. Wczoraj po maratonie łaciny zaczęła oglądać na jótjubie filmiki z dowcipami Karola Sztrasburgera i płakała ze śmiechu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej w świetle jej komentarzy: "Przecież to jest zupełnie nieśmieszne" i "Nie rozumiem".
Generalnie jest zabawnie. Mocno martwiłam się, co to będzie kiedy wyprowadzę się z Żydowskiej Kamienicy i moja nasza droga z Dzjunią rozejdzie się w stronę dwóch różnych zachodów słońca (czy dalej będę na bieżąco z pudelkiem?).
Otóż niepokoiłam się niepotrzebnie. Dzieląc pokój z Hermijąniną codziennie dostaje świeżutką porcję wiadomości z gadugadupele.
[!] Ostatnio dowiedziałam się na przykład, że moi rodacy świetnie sobie radzą z podwyżkami cen benzyny jeżdżąc na oleju rzepakowym z Bjedróńki, przy czym mój rząd chce sobie z rodakami poradzić wprowadzając na olej ów akcyzę.

Jeśli zaś chodzi o pierwsze obserwacje z powrotu do intensywnego użycia transportu miejskiego:
1] Powszechnym jest przekonanie, że aby skutecznie zwrócić na siebie uwagę człowieka stojącego na drodze do wyjścia z pojazdu (zaczytanego, warto dodać) lepiej jest kopnąć go w kostkę niż humanitarnie przeprosić.
2] Oczywiście, dalej popularne jest stare, sprawdzone branie z łokcia, bara i siaty.
3] Akcja "Ustąp miejsca czytającemu" nie działa.
4] Nawet jeśli czytający jest dziewczyną, a domniemany - ustępujący płcią męską w młodym wieku.
5] Doprawdy chciałabym żyć w czasach, kiedy ze względu na moją płeć mężczyźni ustępowaliby mi miejsca. Nawet bym mogła w ówczesnych gorsetach pomykać, niech już tam!
6] Jak zobaczycie kiedyś czerwonowłosą postać z książką w ręku przemykającą po bulwarach wiślanych - zaprawdę będę to ja. Ja obrażona na zupełnie pozbawione romantyzmu realia panujące we współczesnych środkach komunikacji miejskiej.

[♪] Marina And The Diamonds [The Family Jewels] - "Numb"

18 marca 2011 [23:27:02]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

"Kelner! To może poda nam Pan chociaż benzyę w zamian?"

Jak Publiczność Zgromadzona w Studiu zdążyła zauważyć, dziś zaczynamy od Żenującego Żartu Prowadzącej.

Moje dzisiejsze zachowanie godne jest karnego jeżyka. Nie dość, że mam Dzień Pakmana (czyli ten, w którym kobieta zeżarłaby nawet styropian, gdyby w pobliżu akurat nie było nic innego do chrupania) to jeszcze Dzień Koniecznego Pisania Pracy Licencjackiej (Prokrastynacja Wielka w sensie).
Naprawdę nie powinno się łączyć jednego z drugim. Człowiek później kończy doglądając lodówki co trzysta sześćdziesiąt sekund, albo gapiąc się tęsknym wzrokiem wgłąb swojej Tajnej Półeczki na Nagrody za Naukę (zwanej również Apteczką). I na co mu to.
Poza tym pojawiają się myśli o godnym uświęceniu jutrzejszego święta. Chociaż człowiek dobrze wie, że lepiej byłoby je przenieść na środę, bo wtedy ma hebrajski na 8.30, a w pierwszy dzień wiosny o 12.00, co jest zdecydowanie mniej bolesne.

Kryzys drodzy państwo. Z Wąsatą Płaszczką polazłyśmy dzisiaj do Kolanka na naleśniki i nie podali nam cukru do płaszczkowej herbaty.
Przyznaję, że głupio było prosić, ale w końcu uczyniłyśmy to. Nie bez pewnej dozy nieśmiałości, trzeba przyznać. Żeby nie napisać, że osobiście czułam się jakbym zdzierała ostatnią parę skarpet z nóg śpiącego bezdomnego.
Nosz kryzys.
(Jeszcze w cukiernicy podali, żeby sobie przypadkiem biedny student nie wziął do domu tego, czego nie wykorzysta na miejscu, pyhi!)
[!] Kelner dostał tipa, bo gdyby zapomniał przynieść soli pewnie nie byłoby tak śmiesznie.

Tak zwany apdejt
Pytanie wieczoru: jakie są w dzisiejszych czasach szanse, że za nazwanie Esseńczyków "starożytnymi kibucnikami" zostanę wychłostana publicznie na Szerokiej przed "Arielem"?

[♪] Alan Menken and Glenn Slater [Tangled Soundtrack] - "Kingdom Dance"

20 marca 2011 [19:47:31]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

A jak ja przepłacam, to fotoreporterzy za mną nie biegają

Nie mówiąc o tym, że wszyscy mają to gdzieś. No, może oprócz Wielkiego Eduarda.
Poszłam dzisiaj na zakupy do mojego sklepiku osiedlowego marki kerfór (bo nie jestem biedakiem, ale studętem - darmozjadem), wydałam na zakupy jakieś 45 zeta, obkupiłam się jak galerianka na letniej wyprzedaży, tak, zauważyłam, że wszystko drożeje.
Oczywiście to tylko i wyłącznie przez PeO, reszta zacnych panów rządzących tym krajem jest bez winy i mogą rzucać kamieniem jako pierwsi, drudzy, mogą rzucać kamieniami w grzeszników jak im się tylko podoba i to do nich będzie należał kamień ostatni.
[!] Aczkolwiek fajny hepening, nie powiem. Czekam na następne odcinki w stylu "ile kosztuje studiowanie?" i "jak się podróżuje w pkp w dni, kiedy wszyscy wracają na święta i wszyscy wiedzą jak będzie, ale nikt nie raczy dostawić dodatkowego wagonu". Mogę Panu Kaczy. zaklepać miejsce pomiędzy mną a drzwiami od kibla.

Czytanie w biegu po bulwarach działa, co ułatwia biała linia dzieląca ścieżkę rowerową od ścieżki pieszowej. Namierzając ją kątem oka ma się pewność, że nie wlezie się pod jaki dziki rower po drodze na ten Kaźmirz.
Generalnie, jak mówiłam, czytanie ekstremalne, dla czytelników z doświadczeniem. Książka musi być lekka i dopasowywać się do kształtu dłoni, więc atlasy, albumy i "Lód" Dukaja odradzam stanowczo. Grozi nadwyrężeniem nadgarstka.
Osobiście zdecydowałam się na książkę z lansiarskiego ha!artu (i chwała, że zajęła mi tylko jedną rundkę po bulwarach i dwie jazdy tramwajem, bo absolutnie nic nie wniosła do mojego życia; miałam pomysł, żeby po skończeniu komuś z Szanownej P. ją przekazać, ale wstyd i marnowanie czasu, tak więc rzucę na podaja po prostu).

A jutro widzimy się na Rajskiej. Będę wieńczyć pierwszy rozdział mojej Poważnej Pracy Licencjackiej (Niech Klękają Narody!) [w skrócie PPL(NKN!)]
Cała Polska trzyma kciuka.

[♪] Linkin' Park [A Thousand Suns] - "Wretches And Kings"

24 marca 2011 [19:22:49]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (1) || Wyślij wiadomość ||

"No, podjedźcie"

Dobry Panie Boże,

Dziękuję Ci za ludzi, którzy dzwonią do mnie o godzinie przedjedenastąwnocy i mówią, że zaraz będą pod moim blokiem, i mam zakładać gacie, i się ubierać ogólnie raczej ciepło, ale bez przesady, i wychodzić jak usłyszę sygnał grany przez moja komórkę, i mam zostawić te recenzje, bo oni mają czipsy.
I za Kaźmirz, który o północy cię wykarmi zapiekanką, i zachwyci zakładem lutniczym oraz fryzjerskim, i za zawieszki na drzwiach sklepów o treści "otwarte tak, że aż open", i zabawę w berka na moście z kłódkami.

Nie dość, że wieczór ciepły do zachłyśnięcia, to jeszcze się później gapimy na cud urban - natury, czyli światełka Plazy na tafli jeziora. To jeszcze ratujemy świat, a na pewno pół Kroke przed pożarem, który rozpętał się pomiędzy Plazą właśnie, a eM1eden. Dzwonimy na straż, zbyt spokojnie oznajmiamy co się dzieje, zbyt, bo Panowie przyjechali późno.
Zdążyłyśmy się napatrzyć na płomienie siedząc bezpiecznie w aucie zaparkowanym na przeciwko.
Nie zrobiłyśmy filmiku dla TeVałeNu. To były nasze wiadomości on er.

Śpiewania tylko brakowało.

F.

P.S. Z czego można zrobić atrapę ładunków wybuchowych?
P.S.2 [♪] 30 Seconds to Mars [This Is War] - "Kings And Queens "
Prawdopodobnie jedyna piosenka baj Dżared i spółka, która mnie naprawdę dreszczy.

26 marca 2011 [1:39:31]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Tak naprawdę, kiedy otacza mnie "młoda, polska, yntelygencja" nie mogę oprzeć się myśli, że wszyscy zaraz zginiemy

Zmiana czasu doprowadziła mnie do staniu mocnej nieużywalności. Mój organizm chyba poczuł się poważnie robionym w tak zwane bambuko. Słyszę to "Godzinę wcześniej mnie wstałaś? Tak? To masz ty kiju od kaszanki niemyty!".
Innymi, mniej metaforycznymi słowy, łeb mnie boli.
Ludzie o tym piszą na fejsbóku, to ja sobie napiszę na blogusiu. Wyższość blogusia nad fejsbókiem w takich wypadkach polega na tym, Droga Publiczności w Studiu, że nie możecie kliknąć "Lubię to!".

Łeb boli, a Poważna Praca Licencjacka (Niech Klękają Narody!) [w skrócie PPL(NKN!)] sama się nie poprawi.
Dwa ostatnie dni w ramach płodzenia powyższej spędziłam w (uwaga, bo to dumnie brzmi) Czytelni Głównej Biblioteki Wojewódzkiej czy innej tam Rejonowej. O Rajską chodzi generalnie.
Piszę o tym, bo ukochałam to miejsce do ostateczności. Idealne do nauki / płodzenia. Cisza, ciepło, spokój, internet Ci nie łączy i nie ma tak, że jak ty ciężko orzesz to swoje edukacyjne poletko, to twoja współlokatorka w tym czasie stara się wpłynąć na ciebie demotywująco oglądając filmiki z dowcipami Karola Sztrasburgera na jótjóbie.
Tam wszyscy się uczą synchronicznie. Zdobywają wiedzę. Wszyscy tam jesteśmy młodą yntelygencją wiedzy spragnioną, gotową świat z posad ruszyć, stojącą w u progu świetlanej przyszłości, przeżywającą właśnie przygodę intelektualną.
(Oczywiście poza tymi, którzy akurat sprawdzają swój profil na fejsbóku albo studiują jeden z kierunków, których tu nie wymienię, a i tak wszyscy wiedzą, o które chodzi. No, bo co ciekawego może być w gramatyce opisowej / sprawdzaniu jaki procent społeczeństwa używa skrobaczek do języków / uczenia się historii babskich gazet w Polsce)
Co miałam napisać to napisałam, po czym wylazłam stamtąd z Murakamim i Emmanuelem - Schmittem (który dla mnie jak do tej pory bez rewelacji, ale "Moje życie z Mozartem" jest pierwszą książką w moim życiu, do której dołączony był soundtrack - chcę zobaczyć jak "Pan od Hitlera" wykorzystał pomysł na który ja też kiedyśtam wpadłam).

Generalnie potrzebuję iść spać.
Nawet dwugodzinny spacer z kubkiem kawy, Zone i Mru nie pomógł.
Praca się sama nie poprawi, ale jidysz już musi nauczyć się samo. Dobranoc.

[♪] Lao Che [Gospel] - "Drogi Panie"
[na Rajskiej 888, ha!]

27 marca 2011 [21:28:49]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Czasami przychodzi taki dzień w życiu każdego człowieka, kiedy wydaje mu się, że cały wszechświat chce go zabić

Zazwyczaj zdarza się to w poniedziałki.
Podczas kiedy wy wczoraj cieszyliście się wiosennym słońcem, ja przeżyłam dwa zamachy na własne życie.
Pierwsza próba miała miejsce na przejściu dla pieszych tam, gdzie Miodowa trafia w Starowiślną. Pani Kierowca nie dość, że stała w połowie na pasach, to jeszcze ruszyła dokładnie w momencie, kiedy znajdowałam się przy jej prawym reflektorze. Szczerze powiedziawszy w pierwszym odruchu, zdrowo, przyspieszyłam kroku, żeby jeszcze kiedyś móc pojeździć na rolkach, ale kiedy już moje życie znalazło się bezpiecznie na chodniku po drugiej stronie miałam ochotę tam wrócić i kopnąć ją w maskę. Albo chociaż nakrzyczeć i zwyzywać od "bab za kierownicą".
Drugi zamachowca również był zamachowczynią. I też starała się skasować mnie na przejściu dla pieszych, jakieś siedem minut później, gdzieś na Dietla. Otóż idę sobie, kulturalnie zagadana z koleżenką żydolożką tymczasem z tak zwanego przeciwka pędzi ku nam istota w wyraźnym pośpiechu, kto wie, może nawet spóźniona. Prawą rączką trzyma przy uchu telefon, lewą rączką prowadzi pojazd kołowy, nieduży, za to różowy i w kwieciste wzory (panuje jakieś globalne przeświadczenie, że walizki na kółkach mają więcej klasy niż wygodny plecak karimora z dożywotnią gwarancją).
Nie bez pardonu wprowadzono zakaz prowadzenia z jednoczesnym gadaniem przez komórkę, prawda?
Bo w następnej sekundzie, akurat w tej, kiedy mamy się minąć Pani traci panowanie nad pojazdem, walizka gwałtowanie zmienia trajektorię lotu zmierzając całym swym korpusem ku moim nogom, a ja instynktownie wykonuję skok na miarę Mistrzów Kung - Fu posługujących się stylem małpy. I tylko to mnie uratowało.
[!] Znajomość Kung - Fu zawdzięczam grze "Jade Empire", filmowi "Kung Fu Panda" oraz książce Tony'ego Antony'ego "Poskromienie tygrysa". Polecam.
Odreagowałam koszyczkiem pierwszych truskawek w tym sezonie. I żeby poigrać trochę z losem założyłam dzisiaj Moje Pierwsze Obcasy Nie Tylko do Użytku Egzaminacyjnego i przeszłam w nich po kaźmirskim bruku. I dwa razy przez tory tramwajowe.
Ha.

A tak w ogóle to chcę iść do Drzyzgi na widownię. Ćwiczę już moją zasłuchano - przejęto - zainteresowaną minę.

[♪] Daft Punk [Alive 2007: Deluxe Edition] - "Around the World / Harder, Better, Faster, Stronger"

29 marca 2011 [21:18:02]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (11) || Wyślij wiadomość ||