. improwizacja-mniejsza

Żadnych prima aprilisów. Śmiertelnie poważna jestem dzisiaj. W końcu wybierzmowana od góry do dołu (nikt mnie nie uprzedził, że czoło mi czymś wymarzą), poza tym… Kreatywność mi się powoli wyczerpuje, to wszystko przez zimę i szkołę i zimę i szkołę. Zimy już nie ma, została szkoła.
Aż nabrałam nieziemskiej ochoty na pobawienie się w Spidermana i umycie okien w mojej norze. Wielki Eduardo jak to usłyszał to dla pewności zapytał kto ma te okna umyć (później upewnił się jeszcze, czy chcę myć okna u nas w domu i czy na pewno dzisiaj).

Kiedy ludzie wykorzystują moje pomysły, z których nie zdążyłam bądź nie chciałam skorzystać, to czuję się prawie tak samo jak w przedszkolu, kiedy dałam koleżance maskotkę, którą się nie bawiłam, a później stwierdziłam, że ta maskotka to nawet całkiem fajowa była. Albo jak ktoś przeczyta piątkową gazetę zanim ja to zrobię. Natomiast sprawa z moimi pomysłami wykorzystanymi najpierw przez prawowitego właściciela, zwanego mną, a dopiero później przez ludzi, przedstawia się zupełnie inaczej. Tak się tworzy tręd. Albo trąd. Zależy z którego punktu się patrzy. Tręd od strony ludzi, trąd od strony mojej. Bo nagle się rozglądam i okazuje się, że Fiol rozmnaża się przez pączkowanie chyba, raczej nie ma z kim w sposób klasyczny. Tu Fiol, tam Fiol, a tam krzyżówka Fiol z kimśtam, zwariować można. I pozostaje mi tylko jedno, jedyne wyjście, żeby nie zostać swoją własną karykaturą. Ciągle w którąś stronę ewoluować, ciągle się ruszać, bo jak to powiedział kiedyś Tom Waits: „Żaden pies jeszcze nie obsikał pędzącego samochodu”.

A na koniec wypadałoby jakieś orędzie do narodu wygłosić. No, więc złamię może tajemnicę spowiedzi. Oto właśnie wczoraj, kiedy spowiadałam się po raz ostatni w życiu najprawdopodobniej, usłyszałam od Księża Spowiednika coś, czego przez bite 17 mojego życia usłyszeć od persony tego pokroju usłyszeć nie było mi dane i zapewne nie będzie. Otóż na moje „nie chodziłam do kościoła” (bo stały zestaw grzechów mam) Książę powiedział, że młoda jestem, jak w sobotę pójdę na imprezę, to wiadomo, że w niedzielę ruszyć się z domu ciężko. Jednak zaszyć się w jakimś kącie można na parę chwil i pogadać z kim trzeba. Bo przecież nie chodzi o to, żeby zaliczać niedziele, tylko o to, żeby być co raz lepszym, prawda?
No, prawda. Pierwszy raz się z Księciem zgodziłam wzdłuż i wszerz.

I tym optymistycznym…
…zapraszam lulu.

♪ "Somersault" - Zero 7

1 kwietnia 2006 [23:30:58]

[Główna]

tu! tu pyknij! (13) || Wyślij wiadomość ||

Schorzenie mam jakieś, dolegliwość zesłaną za grzechy (zapewne przez tego boga katolików, który nie jest niczyim kumplem, a w którego ja konsekwentnie nie wierzę). Mianowicie. Robie sobie herbatki (kawusia’s gołn, ogólne putain), stawiam filiżanę na parapecie, otwieram książkę o tytule (tu wstaw tytuł, sugeruję „Biologię” ew. „Historię”), zagłębiam się w treść, chwytam filiżanę, herbatka zimna. Jedną z rzeczy, których naprawdę nie lubię jest zimna, nie wymieszana herbata, której słodkość zwiększa się wprost proporcjonalnie do spożycia tak, że po ostatnim łyku masz ochotę wypluć wszystko na książkę o tytule (tu wstaw tytuł i tak dalej).
A zasypana siedzę książkami od stóp po co tam chcecie.

[!] Prawdziwa prawda jest taka, że bardziej zajmuję się pragnieniem, żeby nadszedł piątek wieczór, niż czymkolwiek innym. A żeby się nie zmęczyć za bardzo to robie sobie przerwy w „Biologii”.
Podczas przerwy w miejsce „Biologii” można wstawić „Wiedźmin”.
Przerwy są długie.
Chyba jeszcze do mnie nie dotarło, że jutro mam sześć lekcji, na trzech kartkówki, na jednej sprawdzian, pozostałe dwie to w-fy. Jakoś tam będzie. Jakoś musi.

Idę sobie zrobić herbaty.

♪ "Połączenia" - Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach

6 kwietnia 2006 [18:42:06]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Przez te święta zrobiłam chyba więcej czynności cechującym się tak zwanym bezsensem, niż przez bite jedenaście lat w szkole, jak Boga kocham.
Tyle, jeśli chodzi o święta.
Natomiast sprawa niepoczytalności ludzi jest w zasadzie jasna. Niepoczytalny był American Psycho. Niepoczytalny był Neron. Niepoczytalna bywa Mum (w okresie świątecznym na przykład). Natomiast jeśli chodzi o niepoczytalność u Siostry Prof. to owszem, podejrzewałam, bo przecież w Mum się wdała jednoznacznie. Ale nie aż taką. Lepiej niech się cieszą Młodszym Juniorem póki Fiolka Krzestna się nie zabierze za wychowanie. Chociaż właściwie chyba zabrała się z chwilą wręczenia mu butów trampkopodobnych (glanów w rozmiarze 21 nie było, treków tym bardziej), poprawionych własnoręcznie (linki alpinistyczne zamiast sznurówek, wyszyte „DŻ!” kordonkami w barwach rasta, pacyfkę sobie darowałam, tak, wstyd we wsi).
Ale sami się przyznali, że nie mieli kogo wziąć. A ja jak miałam osiem lat, to twierdziłam, że lepiej matką krzestną niż złą macochą być. Ot, co.

[!] Jak już to powiedziałam Zone, proszę nie mieć do mnie pretensji, że jestem Fiolką absolutną (apel skierowany głównie do mamy Zone, która kiedy zobaczyła mnie na przystanku w szaliku rasta stwierdziła, że jestem "pajacem"). Otóż ostatnio (następne parę zdań będzie z cyku „Z kamerą wśród…”)
Mum chciała odcedzić sos.
Mały Harry na uwagę swego ojca, że rozróżnia osiem modeli samochodów pomimo swego młodego wieku niecałych lat dwóch, odpowiedział tylko „Faktycnie” (umie jeszcze liczyć do dziesięciu. Po rumuńsku)
Dwie panie siostry godzinę układały wierszyk świąteczny, który mogłyby wysyłać ludziom eSeMeSem. Stwierdziły, że skoro wszyscy takie fajne wierszyki ułożyli, to one ułożą też (nie miałam serca im powiedzieć, że w/w ludzie biorą je ze strony opisygg.prv.pl, bo to by było mniej więcej tak wredne, jak uświadomienie dziecku, że św. Mikołaj nie istnieje). I wyszło im coś o dbaniu o jajka i długich mocnych, palmach wielkanocnych (tak ,tak, dobrze ci się kojarzy).
A Szwagier Czatal chodził po domu i ciągle śpiewał „Psipa, psipa, über alles”.
Nie pytaj.

♪ "Teachers" - P.O.D.

17 kwietnia 2006 [13:20:47]

[Główna]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Z cyklu „Fiol kontempluje (przy kawie)”
Uświadomiłam sobie, że kiedy umrę, to świata nie trafi żaden szlag, świat się będzie turlikał dalej, ba! nie zatrzyma się nawet na trzy sekundy, biurokrata jeden. I to wcale nie dlatego, że nie może, tylko mu się nie będzie chciało. Poza tym takie zatrzymanie mogłoby pozbawić papy Gejtsa milionów dolarów.
I wiecie co?
Auć.

♪ "Krwlng" - Linkin' Park

19 kwietnia 2006 [7:29:07]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Myślenie twórcze mi się popsuło, zegarek tak samo, proszę za dużo ode mnie nie wymagać. Z resztą. Blogowisko popsuło się też. Belki nie widzisz, a Kaczki chcesz wystrzelać.
Nawet nie mogę wszystkiego na KLOPa zwalić, bo to miejsce zaczęło dla mnie być czymś w rodzaju sali wykładowczej uczelni wyższej. Niby poświęcam się i co rano odstawiam szopkę z picem kawy, myciem zębów i zakładaniem skarpetek jednocześnie. Niby tłukę się wypchanym autobusem, niby siedzę w tej ławce i potakuję co chwilkę nauczycielowi, jednak na kolanach mam jakieś dzieło polskiej fantastyki i niekoniecznie jestem tu, gdzie wygląda, że jestem. Uczę się głównie na przerwach, no chyba, że jest sprawdzian, wtedy poświęcam całe pół godziny mojego popołudnia by pomazać mój podręcznik do (wstaw nazwę) wściekle zielonym markerem marki stabilo. I dostaję piątki minus.
[!] System nie sprawdza się w przypadku pisemnej pracy domowej, więc generalnie nie radzę wypróbowywać go na sobie, jeśli nie chce się dostać ndst z chemii.
Bo stwierdziłam, że w szkole tej rzemiosła mnie nie nauczą, ale skoro już tam siedzę średnio siedem godzin dziennie, to głupio by było przez te siedem godzin nic nie robić. Szczerze mówiąc, mnie tam nawet pisać nie nauczą, bo polonistki przygotowują do matury, a to różnica wbrew pozorom. I mam nadzieję, że moja prof, dzielna kobieta, jednak zdoła mnie przekonwertować jakoś. Jak na razie idzie jej kiepsko, lecz to ewidentnie mea bardzo wielka culpa. Moim problemem jest klucz odpowiedzi. Jakoś nie mogę się wpasować, przez co z czytań ze zrozumieniem dostaję zwykle trzy, a podczas wypełniania kartki czuję się, jakbym grała w kameralnej wersji „Familiady” bez powalającego dowcipu na początku programu, bez ciotki Lidzi u boku, bez trzech krzyżyków za pomyłkę. Jest za to zasada „domyśl się, co powiedziała największa liczba ankietowanych”.

Wracając do kwestii poruszonej przed reklamami zwalić wszystko muszę na nicnierób rex, który pozwala mi jeno na poziomy ruch gałek ocznych i zacisk dłoni na przyrządzie zwanym dziełem literackim (przez kogośtam zawsze). Koniec. Tyle robie przez ostatnie dwa tygodnie. Czytam opowiadania o Niemcach budujących łodzie podwodne z paznokci i polskich partyzantach, którzy odkrywają, że druga Wojna Światowa została wywołana przez homo neardenthalensis w podziękowaniu za zagładę (tak, tak… antologia „Deszcze niespokojne”, najbardziej kopnięta, jaką czytałam).

A tak poza tym, to rozsypuję się na kawałeczki jeszcze mniejsze, bo już ponad połowa Wielkich i Niepodważalnych Prawd Życiowych Fiol została obalona, wyśmiana i nie potrzeba było do tego wiecu członków NASA, albo naukowców którzy przez dekadę zbierali się, żeby obalić teorię Darwina.
O, wiecie na przykład, że wcale nie mam zielonych oczu tylko szaro-brązowo-zielone?
Ha!

♪ "Idzie na burzę, idzie na deszcz" - Grabaż i Strachy na Lachy

30 kwietnia 2006 [23:01:27]

[Główna]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||