. improwizacja-mniejsza

Okres nicnierobienia.
Wszyscy się uczą, z mniej lub bardziej spektakularnym skutkiem. Jak się nie uczą, to gadają o tym, że się mają uczyć, z mniej lub bardziej spektakularnym skutkiem. Jak się nie uczą i nie gadają o nauce, to na ich twarze wylewa się grymas wyrzutów sumienia. Średnie Wieki, proszę publiczności w studiu, umartwianie się, biczowanie i strach przed Panem Bogiem, który ześle na ciebie trzy plagi egipskie i dwóch jeźdźców apokalipsy do towarzystwa, jeśli nie nauczysz się słówek z niemieckiego czy tam tabelki hormonów.
Także wyobraźcie sobie moje wyalienowanie. Od dwóch tygodni mam do roboty wielkie nic, a jedyne wyrzuty sumienia jakie miewam to te związane z historią sztuki, której nie ruszyłam nawet małym palcem u stopy. Za to przeczytałam cztery tony książek z rodzaju „sympatyczne”, uratowałam galaktykę po raz kolejny, a Pies doczekała się regularnych spacerków na teren pobliskiego lasku. Nawet umycie okien w całym (dużym) domu Wielkiego Eduarda sprawiło mi niewyobrażalną przyjemność.
I jest mi z tym naprawdę dobrze. Zastanawiam się jak mój organizm zareaguje w sytuacji stresowej wywołanej, dajmy na to, pierwszym wypracowaniem z „Młodej Polski”.
Chciałam jednak zaznaczyć, że polska edukacja może i korzysta z zapału młodzieży do zdobywania wiedzy, jednak traci na tym sama w/w młodzież, w tym, nie wytykając, ja. Nikt ze mną nie chce jechać na „300”. Magu wczoraj miał mnie odwiedzić, ale chyba w ferworze walki ze słówkami szwabskimi zapomniał i nawet nie zadzwonił, że jednak nie wpadnie. Nawet na głupi basen nikt nie ma czasu. A jak ma czas, to nie ma ochoty.

Pierwsze wyjście na dzielnię w moich nowych trzewiczkach a la francuska pensjonara zaowocowało wesołym poślizgnięciem się na kamieniach, a co za tym idzie, spotkaniem trzeciego stopnia z chodnikiem i rozłupaniem sobie kości piszczelowej. No i jak tu, kurna, dokonać w takich warunkach mojej holiłódzkiej metamorfozy kopciuszkowej? Jak nie z nosa, to z rzyci…
Przynajmniej będę miała jakieś argumenty, kiedy moje wnuczki zapytają kiedyś „Babciu, dlaczego jesteś stara i chodzisz w popisanych, czerwonych trampkach?”
Bo twoja babcia jest dziadkiem tak naprawdę, wnuczusiu. Teraz zbieraj się, idziemy narąbać trochę drewna, a później dla relaksu podłubiemy sobie w UAZie i pojedziemy gdzieś na Jurę pobrudzić się trochę błotem.

♪ "Busindre Reel" - Hevia
[tralala...]

1 kwietnia 2007 [13:26:08]

[Główna]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Od kilku dni przejawiam masochistyczną ciągotę do pokłócenia się z całym światem.
Źle. Wróć.
O kilku dni mam masochistyczną ciągotę do wygarnięcia ludziom co o nich myślę i szczegółowego wyjaśnienia, dlaczego są to same brzydkie rzeczy.
I szczerze zazdroszczę Moony’emu, który ma okazję kogoś zabić w najbliższy piątek. Tym bardziej, że morderstwo dokona się na deskach teatru i żadna pani w czarnych, powłóczystych szatach się go nie będzie czepiać.

Jeszcze nigdy w życiu tak strasznie nie chciałam zostać pustelnikiem z dostępem do Internetu. Jak na razie jestem człowiekiem w samym środku globalnej wioski. Bez Internetu.
Poziom ironii w moim życiu kiedyś mnie zabije…

♪ "Megapixel" - Cool Kids of Death

5 kwietnia 2007 [19:34:22]

[Główna]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Czas słodkiego niecnierobienia podejrzanie się przedłuża. Owocuje to tym, że czytam wszystko, co nawinie mi się pod rękę: od instrukcji obsługi zmywarki, przez opowiadania Dicka z czasów, kiedy już nic nie mógł napisać bez amfy, na „Legendach Celtyckich” kończąc. Ot, nudzi mi się.
Poza tym, starym zwyczajem wiosenno-letnim jeżdżę sobie palcem po mapie. Dobijam się jeszcze „Podróżami z żartem” w odcinkach na DeVałDe zapożyczonymi od Siostry Prof. Geograficy. Która też się dobija, nawiasem mówiąc. Książkami Wojciechowskiej, Pawlikowskiej i innych szaleńców. I tak sobie opowiadamy nawzajem, gdzie to nie pojedziemy jeszcze, a jak na razie udało nam się wyjechać w Beskid Żywiecki na Wielką Raczę.
[!] Schronisko w tym sezonie prowadzą ludzie lekko nieprzystosowani do życia w społeczeństwie (zdziczeli tam, czy co?). Nie zamawiać jajecznicy, kiedy pan właśnie podaje śniadanie komuś innemu. Nie prosić o pożyczenie kubka. Nie kupować napojów gazowanych, bo przeterminowane. A drwa do kominka trzeba dorzucać sobie samemu (nawet jak się ma gorączkę i katar sączy się z nosa jak Wodogrzmoty Mickiewicza). Za to wrzątek za darmo. I to jest plus. Warto natomiast zejść do najbliższej wsi po słowackiej stronie, jak to zrobili moi kumple (kiedy szukają „sklepu” niestrasznie dla nich nawet prawie pionowe podejście w drodze powrotnej). Wrażenie jest takie samo, jakbyś wsiadł do wehikułu czasu i cofnął się o jakiś wiek. I warto zamówić malibu w miejscowym barze (jest jeden). Tak śmiesznej wersji malibu w życiu nie widziałam (zrobili zdjęcie).
Wielka Racza to nie jest nic, ale to też nie Kilimandżaro.
A za kasę, która została z Beskidów kupiłyśmy przewodnik po Ukrainie. Zawsze to jakaś nadzieja i zawsze jest co planować. Uda się, uda się, uda się. I wszyscy razem! Uda się, uda się, uda się…

Natomiast jeśli chodzi o mój dostęp do Internetu… Ostatnio Wielki Eduardo przyznał się, że przez ostatni tydzień dzień w dzień dzwoniła do niego pani z TePe i używała całej siły perswazji, żeby tylko wycofał umowę z Szanowna Konkurencją. Eduardo zastosował bierny opór i za każdym razem, kiedy pani pytała, czy może zadzwonić jutro odpowiadał (i tu cytuję): „A dzwoń se pani”.
Już wiem, dlaczego jeszcze nie mam Internetu.

Przed chwilą Mum podzieliła się ze mną swoją refleksją. Refleksja brzmiała: „Mówisz jak Cejrowski”. Właściwie… Nie wiem czy byłabym w stanie nabijać się z tego, że kiedy łaziłam po dżungli w moich pachwinach zamieszkały nanometrowe pająki i z jedzenia zupy z włochatej małpy, bo w promieniu stu kilometrów nie było niczego innego, ale… dzięki Mum.
Mum chyba zaczyna się przyzwyczajać. Mum chyba zaczyna godzić się z tym, że kiedy mówię o zamieszkaniu w czteroosobowym namiocie na drodze z Jerozolimy do Betlejem to wcale nie żartuję.
Mum jest naprawdę dzielna i podejrzewam, że niewiele kobiet na świecie podołałoby wyzwaniu bycia moją matką.
Swoją drogą… Byłam już Wojewódzkim, byłam Leszczyńskim, byłam Masłowską nawet, dzisiaj jestem Cejrowskim. Zastanawiam się, kiedy w końcu będę Fiolką, hm?...

Ddziękuję państwu za uwagę. Mam nadzieję, że następnym razem nie będę musiała pożyczać szklanki Internetu od szwagra, żeby coś tu napisać.
Uda się, uda się, uda się. I wszyscy razem! Uda się, uda się, uda się…

♪ "Kawał dobrego Gospla" - Kabaret Łowcy.B
[fragment "Nie ma portfeli tu..." śpiewalismy na głosy przez bite dwa dni w górach. Wszystkim się udzieliło. No, prawie.]

29 kwietnia 2007 [10:59:04]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||