. improwizacja-mniejsza

000aaapowypadkowy zamek sprzedałabym

Już przyzwyczaiłam się do myśli, że studia historyczne (żydologiczne) kasy mi nie dadzą, ale inne za to nie dałyby mi satysfakcji z dostrzegania błędów w holiłudzko - epickich ekranizacjach wydarzeń minionych (przez co oglądanie filmów w moim towarzystwie stało się nieznośne – nawet dla mnie samej) oraz motywacji do wykonania DŻewa genealogicznego rodziny własnej.
Ot, pracusia domowa, do której Pan DR zachęcił nas słowami, że mając szczęście, czas i pieniądze wielu z nas po dogłębnych badaniach mogłaby się sądzić o Wawel.

Kto by nie chciał mieć Wawelu. W ogródku.

Zaraz jednak sprowadził nas na ziemię przypominając o wojnach, zaborach i powstaniach, w których dokumenty jarają się aż miło. Cóż. Poza tym, tu już myśl własna, czas w połączeniu z pieniędzmi występuje tylko w odniesieniu do amerykańskich emerytów. Szanse na zostanie takowym, kiedy dorosnę są naprawdę niskie, ale nie zniechęciło mnie to.
Tym bardziej, że uzasadnione były nadzieje na bycie potomkinią jakiegoś sarmackiego warchoła, wszak w moim dowodzie widnieje nazwisko kończące się na szlachetne „-wska”. Co jeszcze nic nie znaczy, ale moje szanse na dworek (albo jakąś ładną, XVII-wieczną szabelkę!) w spadku znacznie się zwiększają.
Urwało się na piątym pokoleniu, jeśli będę chciała dalej (a będę chciała) to muszę sobie zrobić wycieczkę. Natomiast zaskoczyła mnie linia wiodąca od mamy Wielkiego E., gdzie odnalazłam małżeństwo Michała Jagieły z Salomeą Kochanowską.
Kopirajt na wznowienia wydawnicze i adaptację filmową „Trenów” by mnie zadowolił w sumie…
A Jagieł(ł)o, cóż, zawsze wolałam Witolda, zamek w Trokach całkiem ładny. A i spór odwieczny, czy Wieszczu Miki był Polakiem czy Litwinem jakby mniej by mnie obchodził…

…ale ślady przodków na tym właśnie małżeństwie urywają się definitywnie.
„Szudas” - jakby to powiedzieli bracia litewscy.

[♪] Saulius Mykolaitis - [nieko nepasakyta] - "Arbata"

4 kwietnia 2010 [23:00:59]

[University Show]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Gejże szlofn, Kroke! // Rzycią i bronią

Jednak jest w Kroke jeszcze miejsce, które o ósmej rano nadal śpi. U mnie na przykład o tej porze z głośnym, wielokrotnym „JEB!” wynoszone są po schodach pojemniki ze śmieciami, przechodnie kłócą się pod oknem, a Panowie Górale robiący remont piętro wyżej już od godziny wesoło rzucają sobie belkami i czasami któraś upada im z hukiem na podłogę (przynajmniej tak sobie wyobrażam przyczynę tego rumoru).
Przenieśli mi w końcu zajęcia na Kazimierz, jak JHWH żydologom przykazał. I Kazimierz, przynajmniej od Szerokiej po Estery o ósmej właśnie śpi. No, może przewraca się na drugi bok i drapie po szlachetniejszej części pleców, kiedy mnie pantofelki rozjeżdżają się na bruku przed Synagogo Starą. Nawet turystów nie uświadczysz. Nawet pierdzikółek objazdowych przewodników nie ma. Porannie, zaspanie i ze śpiochami w oczach, tak, jak powinno być o ósmej rano.
Pokrewieństwo dusz z ta dzielnicą odczuwam od momentu, kiedy pierwszy raz zobaczyłam wnętrze „Klezmer Hoiz”.

Wzbudzam zainteresowanie w punktach ksero oddając do powielenia drugą część podręcznika do hebrajskiego (nawet ambasada Izraela jest w posiadaniu dwóch, słownie: dwóch sztuk). Ale furorę ostateczną zrobiłam zostawiając egzemplarz „Cięć prawdziwą szablą” Pana Zabłockiego.
Każdy ma jakiegoś bzika, którego nie pokazuje znajomym. Ja mam fizia na punkcie broni białej, fizia absolutnego i nieuleczalnego, a w tej książce są takie ładne obrazki… I nie mam na myśli tych gołych Panów prezentujących prawidłowe postawy szermiercze. Bardziej podobają mi się dokładne szkice i opisy broni, zajmujące pół książki.

I to w sumie wyjaśnia zagadkę, dlaczego zawsze kiedy siadam do „Dzieua Rzyci”, to któryś z moich bohaterów obrywa. Cóż. Mogę się pocieszyć, że mimo wszystko do draństwa i wredoty Gaimana jeszcze mi daleko.

[♪] Brave Old World [The Soul of Klezmer: Reve Et Passion] - "Basarabye"

9 kwietnia 2010 [11:46:31]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

8.56 (a ty śpisz)

Ludzie należący do 1 grupy reagowania kryzysowego musieli rzucić poranną gazetę zakrapianą kawą i w ciągu dwóch minut wyjść z domu. Nie ma dowódcy WP, nie ma prezydenta, nie ma prezesa Banku Narodowego.
Studenci krakowscy zamienili drugą edycje Pillow Fight na marsz pod pomnik ofiar Katynia.
Sama byłam chyba trochę zszokowana, bo kto by się spodziewał, że wstaniesz i świat będzie wyglądał trochę inaczej. Próby wywnioskowania, co to wszystko może oznaczać, wypełniły mój mózg po brzegi analogiami historycznymi, które ocierały się o teorie spiskowe. Po czym rzuciłam kilka żartów otagowanych jako „czarny humor”. Z resztą nikt z obecnych nie mógł się powstrzymać.

Tym razem żałoby nikt nie musiał ogłaszać – moim zdaniem nigdy nie trzeba było. Ludzie sami czują takie rzeczy, a i komentarzy o przesadzie by się uniknęło.

Będę na was dzisiaj patrzeć, drodzy przechodnie.
Kiedy będziecie ustawiać znicze, kiedy będziecie szli w pochodach i pochylać głowy, żeby zakryć łzy. Spojrzę na wasze profile na serwisach społecznościowych, na wasze notki i komentarze, na wasze opisy na gadu. Będę szukać granicy pomiędzy przyzwoitością, przesadą a hipokryzją.
Bo z papieżem wam było łatwiej. Nie było gorących dyskusji na temat jego poczynań i krzyczenia o Kaczogrodzie, nie było oburzenia z powodu „Spieprzaj Dziadu” i nieznajomości angielskiego, nie było ton żartów o przystanku intersiti we Włoszczowej, chomiks.com i przypinek z przekreślonymi, gumowymi kaczuszkami. Nie mówiąc już o naprawdę niesmacznych żartach na temat Pierwszej Damy.

Panowie na górze - nie panikować i nie wykorzystywać sytuacji do własnych celów.
Reszta – wymyślić, jak zachowywać się godnie przez następne kilka dni.

[♪] Nigel Kennedy and Jaz Coleman - [The Doors Concerto] - "People Are Strange"

10 kwietnia 2010 [15:37:53]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (17) || Wyślij wiadomość ||

Nie ma to jak rozmach

Mieszkam na tyle blisko Tego, Co Się Tu Będzie Wyprawiało w Niedzielę, że spodziewam się zamknięcia i przerobienia mojej ulicy na jakiś parking dla delegacji z Cypru czy innej Tajlandii. I nie zdziwię się, kiedy jednostki specjalne ÓSA zapukają do moich drzwi z prośbą, co bym raz na trzy godziny zajrzała na dach i przyniosła kubek gorącej herbaty snajperowi. Tak naprawdę to już nic mnie nie zdziwi. Obiecuję.

W wyższych partiach społeczeństwa zapadła kontrowersyjna decyzja, a ludzie odpowiadają na nią masowym zapisywaniem się do grup „przeciw”. Na fejsbóku. Dziennikarze udają, że przez ostatnie pięć lat nie popełnili żadnego politycznego tekstu. Media huczą dwadzieścia cztery na siedem o śmierci Pary Prezydenckiej, a ja musiałam przeczytać pełną listę pasażerów, żeby dowiedzieć się, że na pokładzie była też Anna Walentynowicz. Basztową na powrót tudzież gwałt zalewają asfaltem, który zdzierali jeszcze kilka dni temu. Uczestnicy wczorajszego protestu pod Wawelem czytając prasę poranną mieli nieodparte wrażenie, że artykuły dotyczą zupełnie innej pikiety / autorów tekstów po prostu nie było na miejscu. [apdejt] W całym tym kotle nie mogło zabraknąc również cytatów z kultowego dzieła dziadzia Nostradamusa ("I wtem wielki ptak metalowy upadnie, a na nim znajdować się będą osoby ważne kraju niezwyciężonego (...) a na kraj ogarnięty chaosem i żałobą, wrogi najeźdźca ze wschodu uderzy").[/apdejt]
Najlepsze jest to, że gdybym kilka miesięcy temu napisała o tym wszystkim opowiadanie, to otagowaliby mi je jako „fantastyka” i „wizja alternatywna”.

Przyglądam się tym wydarzeniom z ponurą fascynacją. Czuję się jakbym była postacią z opowiadań "PL+50".

A ludzie nigdy się nie nauczą. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam.

[♪] Overseer [The Animatrix: The Album] - "Supermoves (Animatrix Remix)"

15 kwietnia 2010 [22:14:50]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Wlk. Eduardo powiedział, że to historia się dzieje (exodos, naprawdę)

Dzieje się pod Wawelem, wiadomokiedy. Stoję, stoję. W tłumie ludzi. I jeszcze trochę stoję.
Wtem, słyszę donośny głos za plecami. Nie był poprzedzony żadną melodyjką, żeby była jasność.
- No, cześć (Wiesiek, dajmy na to)! No, stoję właśnie pod Wawelem. Fajnie, przed chwilą wypatrzyłem dwóch gości z brygady antyterrorystycznej, fajne miejsce sobie wybrali. Na balkonie są, jeden po jednej stronie, drugi po drugiej. No, tylko mój aparat jest słaby. Fajne miejsce. To tyle chciałem, pa!
Telefon wart plus trzy do szacunu na dzielni.

Nie wiem, co wam tam w gazetach pisali, ale kiedy przejeżdżał kondukt nikt nie rzucał kwiatów. Nie machał flagą. Nie stał w ciszy i skupieniu nawet.
Właśnie wtedy ludzie rzucili się przed barierki z aparatami i komórkami w wyciągniętych do nieba rękach krzycząc do siebie „Eeeej! Złaź z tego barana, laska! Zasłaniasz!” i ”Zrobiłeś?! To posuń się, bo inni też chcą!”.

...zatrzymam moją przypinkę z przekreśloną, gumową kaczuszką, w którą uzbroiłam się (jakoś) pięć lat temu.
Żeby pamiętać, jak było naprawdę.

[♪] Przemysław Gintrowski, Jacek Kaczmarski [Pamiątki] - "A my nie chcemy uciekać stąd"

19 kwietnia 2010 [23:00:33]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||