. improwizacja-mniejsza

Sala, w której każdy z nas kiedyś był / jest / będzie

[w tym miejscu niegdyś notka]

(był taki moment pomiędzy zakończeniem filmu a początkiem liter końcowych, był taki moment, kiedy ta cała, tłusta masa, ta wielkomiejska zbieranina wannabe-hipsterów i wannabe-Florence, która przyszła tam na randki, srandki, środy z oryndż, obżerająca się popkornem i naczosami, robiąca sobie focie na fejżbóka co trzy kroki, publicznie czytająca tylko "Lampę" i nowości wydawnicze "ha!artu", kiedy ta zupa nijakich pozorów wstrzymała oddech; i oddychać nie byliśmy w stanie; przez kilka, długich, ciężkich sekund wszyscy nie oddychaliśmy; prawdopodobnie wtedy pierwszy raz od bardzo dawna wszyscy, synchronicznie, na chwilę byliśmy prawdziwi)

[♪] COMA [Pierwsze wyjście z mroku] - "Leszek Żukowski"

2 kwietnia 2011 [0:01:44]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (14) || Wyślij wiadomość ||

Nie ma się co czarować - kiedy dorośniesz i tak zostaniesz własną matką / ojcem

Śmieszna sprawa.
Zaczęło się od tego, że schudłam piętnaście kilo i wszystkie ciuchy zaczęły na mnie wisieć jak przysłowiowy paltocik na studencie medycyny średnia pięć zero. I o ile w zimę dało się to zamaskować swetrochami tudzież rajciochami o tyle w obliczu Pani Wiosny ten trik już nie przechodzi.
Innymi słowy, problem iście babski: nie wiedziałam w co się ubrać, żeby godnie iść na urodziny do Mru.
Musicie wiedzieć, że Mum jest bardzo wyczulona na moje potrzeby ciuchowo - kosmetyczne. Prawdopodobnie dlatego, że przez większość życia nie wykazywałam większego zainteresowania tym tematem, całą kasę wydawałam na książki, a wszelkie próby zaaplikowania mi na facjatę jakiegoś szczątkowego chociaż makijażu przez Mum kończyły się zazwyczaj pościgiem po domu (ja w roli ściganej rzecz jasna) oraz nieudawanymi łzami męczennicy. Nie mówić już o tym, że Mum jest z sortu "kobiet - dam": swojego czasu nawet do mięsnego nie wychodziła bez szminki na ustach.
Także kiedy po raz pierwszy (lat siedemnaście) poprosiłam o kasę na cienie do powiek Mum niemal popłakała się ze wzruszenia, natomiast Wlk. E. w skrajnym osłupieniu zapytał (cytuję): "JAKICH POWIEK?!".
Mogłam liczyć, że i teraz stanie na wysokości zadania zapewniając mi dotację na godny przyodziewek.
Dwa dni robiłam te zakupy. Obkupiłam się tak, że po powrocie do domu nadal nie wiedziałam w co się ubrać, bo po prostu było za dużo możliwości.

...tymczasem już teraz nasze imprezy powoli przekształcają się w posiadówy za stołem zastawionym sałatkami i chlebem w koszyczku. Gadamy o tym, jak to politycy wszystko rozkradają, a kościół pociąga za sznurki. Jeszcze parę lat i to my siedzieć będziemy w aucie na siedzeniu pasażera obok naszych latorośli, kurczowo zaciskając dłoń na ręcznym i wykrzykując w napięciu zestaw porad dla młodych kierowców.
A oni będą się z nas nabijać na imprezach. Ot, circle of life.

[♪] T.LOVE [I Hate Rock'n' Roll] - "Mr. President"

3 kwietnia 2011 [12:35:28]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Paradoks świnki - skarbonki

Moja sytuacja finansowa charakteryzuje się ostatnio płynnością zamrożonej kostki masła od której ktoś odrąbuje co jakiś czas kawałek. Zazwyczaj spory.
W dodatku od jakiegoś czasu problem jakoś nie chce naprawić się sam, jak to do tej pory bywało. Zaczynam podejrzewać, że właśnie na tym polega dorosłość.

Nie naprawił się wpędzając mnie w paradoksalną pętlę. Otóż swój ratunek widzę w posiadaniu świnki - skarbonki, do której wrzucać będę zarobione na desperata pieniądze (czy ja wspominałam, że chcę iść do Drzyzgi?) - pieniądze, których tknąć nie będzie wolno w kontekście książkowo - koncertowym pod karą samochlaśnięcia po łapach (przynajmniej do czasu, kiedy odhaczę najważniejsze punkty na liście "tóPej").
Aby posiadać świnkę - skarbonkę (która niezbędna jest) trzeba zawczasu posiadać pieniądze. Koło się zamyka, jak Uroboros zawszony.
Dochodząc do sedna sprawy: czy ktoś nie ma pożyczyć świnki - skarbonki? Model bezmłotkowy, co bym mogła zwrócić w stanie nienaruszonym.

Brak powyższego artefaktu nie przeszkadza mi w szukaniu pracy.
I naprawdę pierwszy raz w życiu żałuję, że nie mam powyżej 175 cm wzrostu, silnej woli do roznoszenia ulotek na ulicy, kierunku "anglistyka" wpisanego w indeks i chęci, żeby jakiś fetyszysta masował mi stopy za kasę.
Chociaż nie. Ostatniego nie żałuję. Bez przesady.

[♪] Clannad [Magical Ring] "Tower Hill"

5 kwietnia 2011 [22:13:48]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (12) || Wyślij wiadomość ||

Jednostki SiWi

Po kiegoż grzyba pracodawcy moje CV w przypadku, kiedy oferuje mi roznoszenie ulotek po euroskrzynkach?
[aaaaaaogłoszenie]
Nie chciałby ktoś może korków z historii (w tym sztuki) albo podstaw hebrajskiego? Poważnie pytam.
[/aaaaaaogłoszenie]

Poza tym, mocno przy okazji (bo jak już tak ślę hojnie te SiWi na prawo i lewo to co mi tam!) zgłosiłam się do organizacji MediaTORów. Tydzień po terminie co prawda.
Nie wiem jak reszta świata, ale ja zawsze mam problem z wypełnieniem podpunktu "Zainteresowania" i modyfikuję go za każdym razem, kiedy mam kliknąć "wyślij". Niemal za każdym.
Tym razem zastanawiałam się, jak ująć "grafomanię w ilościach, które normy Unijne uważają za alarmująco niebezpieczne; grafomanienie moje powinno się liczyć w skali Greja albo innego Bekerela, ewentualnie można wymyślić własną jednostkę: np. 1 Grabaż wyrażający stężenie grafomaństwa na stronę tekstu znormalizowanego, albo nie, 1 King jako ilość stron na dzień dajmy na to (u mnie w tak zwaną cholerę, bo i tak wyszłabym poza skalę - płodne mam tak pióro jak i klawisz ostatnio)".
Bo "pisanie" to jakby nie patrzył, moja główna rozrywka obok "czytania książek". Tak jedno jak i drugie brzmi na SiWi idiotycznie. A że nie interesuję się zupełnie jakąś konkretną literaturą, to "czytanie" zawsze pomijam. "Pisanie" natomiast... Ach, pisanie...
[!] Bo pisanie u mnie nie tylko w praktyce. Ja bym mogła o tym godzinami rozprawiać, tylko dalej nie posiadam etatowego Inklinga. Niestety.

Skończyło się na (cytuję): "tropienie absurdu w życiu codziennym i ujawnianie go za pomocą wdzięcznej formy dziennikarskiej jaką niewątpliwie jest felieton".
I nie wysłałam zdjęcia. Jak po tym nie pokochają mojego wnętrza to i tak już nic by mi nie pomogło.

[♪] Daft Punk [TRON: Legacy R3CONFIGUR3D] "Rinzler (Kaskade Remix)"

8 kwietnia 2011 [14:25:05]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

(Rozumiesz?!) // a teraz idźmy i nie zawracajmy

Nagle pomieszczenie robi się zbyt ciasne, tak nagle, że nie wiadomo, co się właściwie dzieje. Następuje klaustrofobiczny zaduch, otwarcie okna nic nie dało. Oddycham w sposób tak niezdarny, że zaczynam się krztusić i wtedy już wiem, co robić. Po pierwsze rzucam się po zeszyt (po długopis nie muszę, bo jest scalony po wieczny czas z zeszytową sprężynką). Po drugie, Boże Mój, szybciej, zarzucam na siebie płaszcz. Po trzecie, zapominam telefonu przy jednoczesnym wypadaniu z mieszkania.
Krokiem mocno konsekwentnym idę pomiędzy blokami zmierzając w stronę rzeki. Na oddech pozwalam sobie dopiero na miejscu, tuż po wybraniu odpowiednio wysokiej ławki.
Księżyc świeci na pół gwizdka, rzeka mryga małpując prześmiewczo światła ulicy, powietrze pachnie wieczornym miastem, a ja nie muszę (!) udawać, że jestem choć trochę zrównoważona emocjonalnie.
Nikt nie zobaczy, bo jest ciemno, a nawet jeśli, to będzie udawał, że nie widzi.
Macham nogami na tej wysokiej ławce, rytmicznie, raz i dwa, ściskając zeszyt w rękach, na przekór, bo jest mi zimno, bo siedzę po ciemku w miejscu publicznym wystawiona na szwank i poniewierkę, na łaskę miejscowych chuliganów, którzy, jeśli wierzyć Mum, tylko na to czekali przez całe życie.
Raz i dwa. Raz i dwa.
(Mum! W tym momencie, może w każdym innym właśnie nie, ale w tym akurat oni uciekliby z krzykiem zaraz po tym, jakby zobaczyli wyraz mojej twarzy, mimikę moją, mój grymas. Mum, ludzie boją się prawdziwych twarzy wiesz? Boją się panicznie, kiedy ktoś maskę ściąga, bo prawdziwa morda człowieka, każdego człowieka, twoja, Mum, też, nie mieści się w normach i statystykach. To nie ja byłam w niebezpieczeństwie. I ubrałam się ciepło i pojadłam przed wyjściem.)
Po raz pierwszy nie oczekiwałam nieśmiało, że ktoś jednak się przysiądzie.
(Bo nawet jeśli nikt nigdy mnie nie pojmie, nie rozbierze mnie cierpliwie na części pierwsze tylko po to, żeby przestudiować, zrozumieć działanie, po czym ostrożnie złożyć do kupy z powrotem i uśmiechać się do mnie codziennie. Nawet jeśli nie. To ja tego wewnętrznego burdelu, tego upstrzonego filigranem i stiukiem gotyku, tego wysypiska obrazów, historii i dźwięków ("A, BE, CEEE!!! SŁOWA I ZNAKI DLA NIEPOZNAKIII!", tralalaaaAA!!!) nie tylko nie zamienię, ale i nie zamieniłaBYM.)

Amen, kurczę jego nać.

A teraz idźmy i nie zawracajmy.
Gitary.


[♪] Piotr Rogucki [Loki - Wizja Dźwięku] - "Szatany"

10 kwietnia 2011 [21:59:33]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Treść notki: pada, a ja nie jestem dekadentem - i już możesz sobie oszczędzić czytanie

Dziś jest taki dzień, że feministki piorą męskie skarpety, grinpisowcy kupują toniki testowane na puchatych króliczkach, metale słuchają nowego singla Britnij i Rijany, mnisi buddyjscy wysyłają sobie zaproszenia na fejzsbóku, a wegetarianie jedzą na obiad mielone.
[!] Osobiście ochoczo położyłabym się na naszym osiedlowym trawniku regularnie nawożonym przez okoliczne pieski i tak leżała, w tym nawozie, w tym błocie, w tym deszczu, w tej nieletniej (na wiosenną z resztą też nie wygląda) trawie do rozpuszczenia.
Bym.
To, co robię, to rechoczę przy oglądaniu filmiku obrazującego malowniczego orła Lady GaGi. Nic na to nie poradzę. Rechoczę z nieszczęścia bliźniej mej, Lady GaGi, podkreślmy to. I nie da się tego rechotu ukryć.
Myślę, że to porównywalne z moją trawnikową fantazją - ten sam poziom rozkładu mózgu i okolic.

Innymi słowy, wszyscy w tramwaju dziś wyglądali, jakby było im mocno wszystko jedno. Wszyscy reagują jakoś niemrawo i mizernie. Przy takich okolicznościach pogodowych nawet koniec świata zostałby przeoczony. Nawet gdyby w samym centrum Galerii Krokowskiej wylądowali nagle Jeźdźcy Apokalipsy w liczbie czterech, nawet gdyby wystawili tam jeden wielki Ragnarok, to na ludziach nie zrobiłoby to wrażenia. Omijaliby ich łukiem, i to szerokim, żeby przypadkiem ktoś ich nie zaczepił próbując wręczyć kupon rabatowy na zakup wyżej promowanej gry na peesa.

Wydawaćbysięmogło (bo to jedno słowo), że dzień taki jak ten skończyć się może tylko jednym.
Ale to nie prawda.
Bo skończy się kubkiem kakao ORAZ bajką disneja / "Madagaskarem" (brawurowa rola Króla Juliana).
(tymczasem oddalam się w stronę jidysze-notatek / weźcie mnie stąd)

[♪] Brodka [Granda] - "Kropki Kreski"

14 kwietnia 2011 [18:55:28]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Włóczykij vs. Garfield

Oto historia oparta na faktach, w dodatku autentycznych, co zdarza się w dzisiejszych czasach co raz rzadziej (musicie przyznać).
Jutro jest Pesach. Takie święto żydowskie, Wielkanoc to niby jego chrześcijański apdejt.
Do sekretariatu naszej katedry poszło oficjalne pismo od studentów, co by w ów dzień nie było zajęć.
Efekt: mam jutro wolne.
Dodatkowo dzisiaj miałam wykład i hebrajski z czego wykład jest wykładem, a hebrajski przenieśliśmy do Chederu.
Pytanie do przedstawionej sytuacji: (czekajcie, czekajcie, wytłuszczę tylko, bo warto) i jak tu nie kochać?

Mój rok rocznie nasilający się na wiosnę syndrom powsinogi i tym razem nie kazał na siebie długo czekać. Że stosowny moment nadejdzie - wiedziałam. Że nadchodzi - też, jak inaczej wytłumaczyć te wieczorne włóczęgi niewiadomopoco. Ale nie spodziewałam się, że może osiągnąć rozmiary tak ogromne, że aż sajens fikszyn. On przerósł mojego wewnętrznego garfielda i to jest już patologia.
Drodzy państwo, godzina 8.21 (rano!!), rosa jeszcze nie wystygła, a ja dziarskim krokiem zmierzam na bulwary w celu użycia pojazdu K-dwójkowego. I to nie był jednorazowy przypadek, że pomyliłam AM z PM, czym coś. Nie. Ja wstaję rano, chwytam pojazd i idę na te bulwary.
[!] Cierpię tylko przez brak cojones, których rok temu pozbawiła mnie ekhm... dość stroma górka. Teraz kiedy mam zjechać z czegoś, co przestaje zachowywać pozory terenu płaskiego przez dziesięć minut zastanawiam się, czy na pewno tego chcę udając, że piszę smsa. Mocno mi to przeszkadza szczególnie, jeśli akurat wspominam jakie rzeczy wyprawiałam na rolkach w wieku lat ośmiu. Żal tak stetryczeć.

Poza tym lubię leżeć na ławce.
Albo siedzieć i machać nogami.
I, JHWH mi świadkiem, kiedyś nie wytrzymam i zacznę z tak zwanego nienacka śpiewać solo. Bo jak się nie ma tego, o co się modliło, to się cieszy z tego, co się ma.

Ogólnie dobrze, że już niedługo wyjazdy, góry, praktyki i inne słodkości.

[♪] Lacuna Coil [Karmacode] - "Fragile"

18 kwietnia 2011 [20:38:56]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Prawdopodobnie jesteśmy jedyną rodziną na tym ziemskim padole, która śniadanie wielkanocne zaczyna o 7.34 (rano)

Święta były wspaniałe.
Rodzina moja wznosiła się na szczyty kreatywności, jeśli chodzi o teksty objazdowe / objeżdżające. Najbardziej spodobały mi się pretensje o to, że wyjęłam na stół absolutnie zły i zupełnie nie ten słoik chrzanu (wybór miałam dość zawężony, były dwa, przy czym tylko jeden był otwarty wcześniej, ale to mnie nie usprawiedliwia przecież) oraz kichanie pod złym kątem (obrócona od jedzenia o 120 stopni zamiast 180).
A na sam koniec jeszcze wzięłam i się przeziębiłam, co owocuje małą innowacją w ścisłej czołówce mojej listy "TÓ DÓ w Śfjęta". Punkt pierwszy, "Napisać list motywacyjny do Panów z Francji" spada oczko w dół na rzecz "Kurna, byle wyzdrowieć do wtorku!".

[!]Tylko babka piaskowa mi wyszła mistrzowska. W sensie konsystencji, bo złamałam swoją niełamliwą jak kredki Conte zasadę o unikaniu wszelkiego rodzaju sztucznych zapachów do ciast i spartoliłam smak tym plastikowym חרא. Ale nic to. Bo sypała się w ustach, a nie w dłoni.

Generalnie cztery godziny temu ogłosiłam koniec tych świąt, a dnia jutrzejszego obchodzić nie zamierzam w żaden sposób. Co ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów (nie cierpię tego momentu, kiedy na moją głowę leje się obficie "Być może... Londyn"). Strajk obejmuje również kwestie żywieniowe. Mam takie dziwne przeczucie, że jeśli trzeci dzień z kolei żywić się będę ciastami i sałatkami, to mój żołądek abdykuje. Z tym całym jedzeniem abdykuje w cholerę. A gdzie ja znajdę drugi taki fajny żołądek z osobną kieszonką na deser, no?

(potrzebuję żonkila)
(i spaceru)

[♪] Loreena McKennitt [Elemental] - "Stolen Child"

24 kwietnia 2011 [23:13:03]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (12) || Wyślij wiadomość ||

Jeśli mam w sobie jakieś resztki "patriotyzmu lokalnego" to właśnie są w rozstroju

Cztery godziny podróży, gniew, bogini, opiewaj PKP, synów wiadomoczyich. Ale nic to. Nic. Bo Kroke przywitało mnie DŻewem na różowo zakwitłym tuż pod moim oknem. I DŻewo pachnie tak... ale tak pachnie...
A dzieci grają w klasy drąc się niemiłosiernie! I to na chodniku, nie na nintendo łiii! Zdjęcie bym zrobiła jako materiał dowodowy, ale aparat w komórce ma wiele ograniczeń, nawet jeśli jest sajber szotem. W każdym razie: może jest dla nas, ludzkości, jakaś przyszłość poza światem z piksela.

Warte odnotowania: to pierwszy raz, kiedy z utęsknieniem czekałam na wtorkowe popołudnie i godzinę 15:19.
Tęskniłam do mojej krakowskiej ławki od machania nogami bardziej niż za Mum'ową jajecznicą. To się już kwalifikuje jako patologię najskrajniejszą. Nie myślałam, że coś takiego może nastąpić.
Chyba jestem na równi pochyłej do "a zróbcie se z moim pokojem co tam chcecie".
To smutne w sumie.
[!] Prawie tak samo, jak ogłoszenie, które ostatnio znalazłam na gumtree, w którym "(słaby psychicznie) autor poszukuje muzy, niekoniecznie ze skrzydłami, płatne, ale bez szaleństw.
(tu wklej chwilę refleksji)
Boże Mój, co to za świat, w którym muz się przez gumtree szuka. Święta są najgorszymi dniami w roku. Ludzie słuchają Strachów i myślą, że to alternatywa. Tworzy się specjalne modele nokii dla mnichów buddyjskich i koszerne gógle. I tak dalej w te majty aż do "Daje się pokojową nagrodę nobla gościowi, który fajnie gadał o pokoju".
[!!] Chociaż w zasadzie nie rozumiem, dlaczego to ostatnie szokuje nas tak bardzo. Biorąc pod uwagę to, co widać w naszych ekranach i na stronach naszych gazet, to faktycznie, w dzisiejszych czasach o pokoju można sobie tylko fajnie pogadać. Bo "działalność na rzecz pokoju" odnosić się może chyba tylko do jakichś prac remontowych albo kupowania wygodniejszych mebli.

[♪] Czesław Śpiewa [Pop] - "Pożegnanie Małego Wojownika"
[95% twórczości Pana Mozila nie rozumiem, ten utwór natomiast pojęłam i zarzynam na iLlidanie; poza tym wyżej wymieniony Pan Mozil wskoczył na listę muzyków, z którymi gdzieś w mglistej przyszłości chcę przeprowadzić wywiad - właśnie z powodu tych 95%]

26 kwietnia 2011 [20:31:20]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Pierwsza zasada dziennikarstwa: słuchaj ludzi, bo nigdy nie wiadomo

Znowu ta sama historia. Nie wiem co zmusza fryzjerki do myślenia, że przychodząc do nich podciąć grzywkę tak naprawdę chcę koniecznie omówić z nimi ślub księcia Łiljama. Od prawa do lewa, z góry w dół i na wskroś skomentować kreację panny młodej. Ocenić, czy był lepszy niż ślub Djany z Karolem i kto jest piękniejszy.
Tymczasem ja nawet nie wiedziałam, że się w ogóle odbył. To i co mogłam powiedzieć na ten temat.
Zawiodłam moją fryzjerkę. Czuję się jak ostatnia świnia.
Za to nie zawiodłam mojej Pani Właścicielki, która dzisiaj nas odwiedziła (tradycyjnie z demestosem i kretem w darze, jest taką XXI-wieczną wersją trzech króli). Kiedy rozpoczęła temat ja z miną, jakby naprawdę mnie to obchodziło, powtórzyłam wszystko, co wczoraj powiedziała mi fryzjerka. Poczułam się lepiej, a i Pani Właścicielka mogła powiedzieć z dumą, że ktoś z jej rodziny na tym ślubie był i widział na własne oczy.

Tymczasem wyglądam przez okno, sztacham się wiosennym powietrzem i zamachem różowego DŻewa pod moim oknem, a tam z okna na przeciwko patrzy na mnie Pan Papież Jan Paweł II. Przeszukuję głowę w poszukiwaniu odpowiedzi. O, mam, znalazłam.
Wiem co, nie wiem kiedy, domyślam się gdzie, resztę zapdejtuję w jakimś tramwaju przy pomocy Babć z Siatami, które na pewno uroczystość omówią dogłębnie. Łącznie z komentarzem na temat strojów kardynałów i obecnego Pana Papieża.

[♪] Piotr Rogucki [-] "Chimery"
[kijowa jakość, ale to moje ulubione wykonanie; zaś o tym, co się tak naprawdę działo w środę w rynkowym empiku i w Rotundzie napiszę, owszem, ale raczej kiedyś niż w najbliższym czasie]

30 kwietnia 2011 [14:39:54]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (23) || Wyślij wiadomość ||