. improwizacja-mniejsza

Przyczajony tygrys

Znad kubka kawy szczerze współczuję matÓrzystom. Nadgryzając zielone jabłko jak najciszej, zachowując bezpieczną odległość. Wychylając się ostrożnie zza ekranu, na którym widnieje moja praca semestralna o tym, dlaczego Żydzi najpierw zakładają prawy but, a później lewy.
Wszak miałam dzisiaj polski poprawiać. Przynajmniej taki był mój genialny plan sprzed kilku miesięcy. Na szczęście w porę się opamiętałam, bo śmiem przypuszczać, że taka dawka frustracji po raz drugi w życiu mogłaby być śmiertelna. Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy: na filologii, jakiejkolwiek, trafiłby mnie szlag na wykładach z gramatyki jeszcze zanim wypowiedziałabym swoje pierwsze, samodzielne zdanie w nowopoznanym języku.

Ale wy idźta na ten egzamin dojrzałości. Piszta bełkotliwe wywody na temat chłopomanii, młodzieńczego lotu romantyka i –izmów. To już ostatni raz staracie się, żeby wiązki się znalazły. Ku chwale i na pohybel, „Twoja jest krew, a ich jest nafta”.
Mnie dobrze tu, gdzie jestem. Milusio i puchato wręcz.

[!] Ostatnio na wykładzie powiedzieli mi jak ożywić golema. Jak mi nie wyjdą plany z taśmową produkcją, to zostanę konsultantką holiłudzkich selebritis do spraw kabały. Ktoś mi powie, że żydologia to nieprzyszłościowy kierunek .

[bonus] A ja do matÓry uczyłam się tak:

Końcowe stadia to były, oczywiście, wcześniej nie przypominało to tak bardzo reklamy papieru toaletowego „Regina” z kicającymi zajączkami i stokrotkami na łące.

[♪] MELL - [Black Lagoon OST] "Red fraction"
(Prawdopodobnie jedyne anime, które chcę obejrzeć jeszcze raz z angielskim dubbingiem)

4 maja 2009 [11:12:45]

[University Show]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Catch'em all!

Gdybym łapała pokemony tak samo dobrze, jak zarazki, to Asz K. z rykiem i usmarkaną twarzą zeskrobywałby Pikaczu z areny po walce ze mną.
Dzisiaj mój Pan DR Znachor uhonorował mnie kolejnym tygodniem zwolnienia z zajęć. Tydzień temu bonusowo dostałam nagrodę specjalną: zwolnienie z basenu do końca semestru. Na trzy tygodnie przed zawodami pływackimi, gdzie dumnie miałam reprezentować żydologów w (całych) 25m stylem klasycznym. [dopisek na marginesie] Słyszycie?... Ta... Ja też... Stado koni rży ze śmiechu... [/dopisek na marginesie] W momencie, kiedy w końcu zaczęłam odnosić sukcesy sportowe w innej dyscyplinie niż spanie synchroniczne i skok w Kordełkę.
Teraz z czystym sumieniem będę mogła mówić, że jestem nie tylko niespełnioną pianistką, ale też pływaczką. [dopisek na marginesie] O... Znowu te konie... [/dopisek na marginesie]

W dodatku netu niet, bo Wielki Eduardo obraził się na TePsę. Pożyczam wiadrami od Siostry Lekarz.

[♪] Lacuna Coil - "Fragile"

8 maja 2009 [16:06:30]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Prawie jak Langdon

Jednak historyk musi mieć w sobie coś z Indjany Dżołnsa. I zapewne każdy ma, nawet ten zagrzebany po szyję w starych papiórkach tudzież utytłany archiwalnym kurzem. Stwierdziłam, że te wszystkie powieści sensacyjne o zasiedziałych profesorach, którzy nagle wyłażą z norek i niczym rasowy Brus Łilis zaczynają ratować ludzi przed dowolnie wybraną katastrofą globalną i/lub klątwą i/lub złymi ludźmi, którzy chcą zawładnąć światem przy wykorzystaniu jakiejś starożytnej metody wypalania glinianych garnków nie są takie znów paranormalne. Przekonały mnie do tego dwa obrazki z ostatniej wycieczki (wycieczki, nie praktyk) żydologów.

Na pierwszym hawer żydolog z grupy (na co dzień interesuje się kirkutami) ostrożnie zsuwa się po dość stromym zboczu w bucikach, które na pewno nie były projektowane z myślą o przechadzaniu się w terenie leśnym-zaawansowanym. W ogólnie był w stroju, przez który trafił na krakowski „Street Fashion” (linka se wygóglujcie). Fakt ten nie powstrzymał go jednak przed zejściem do głębokiego dołu w celu bliższego przyjrzenia się miejscu, w którym jeszcze podobno kilka miesięcy temu gęsto porozrzucane były kości zamordowanych podczas IIWŚ.

Na drugim obrazku jest Fiolka we własnej osobie z trzema hawerim w budynku otoczonym taśmą w stylu „nie wchodzić!”, „paszoł won!” i „achtung!” tudzież obwieszonym tabliczkami z informacją, że jest jakieś sześćdziesiąt procent szans na to, że niedługo bez niczyjej pomocy się zawali. Stał obok ruin synagogi, którą zwiedzaliśmy, toteż nie godziło się nawet na chwilę nie zajrzeć (po wpełznięciu przez drzwi zbite dechami znaleźliśmy obraz świętej rodziny - identyczny wisi u mojej babci nad łóżkiem od jakichś 20 lat - i odnieśliśmy grzecznie na pobliską parafię uprzednio starannie sprawdzając, czy za dyktą nie ma jakichś ukrytych rzeczy).

Poza tym mam mocne postanowienie, żeby się wyposażyć w lenserskiego fejsbóka, bo co raz częściej nowopoznani zagraniczni koledzy gardzą zwykłym mejlem. Ci żydowsko - amerykańscy z wycieczki powyższej uświadomili mi, że brak profilu równa się z dryfowaniem w niebycie. Innymi słowy: nie istnieję, bo nie mam fejsbóka.

[♪] Schiller mit Xavier Naidoo - [Sehnsucht] "Sehnsucht"

17 maja 2009 [18:09:37]

[University Show]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Romrutirn: soundwatcher w środowisku naturalnym

Rzecz się dzieje na Festiwalu Muzyki Filmowej, na błoniach dokładnie. Zimno, cimno, ale za to na wielkim ekranie biegają hobbity, a orkiestra wymiata ścieżkę dźwiękową z "The Two Towers".
Pan Aragorn na ekranie: Mae carnen, Brego, mellon miin
Fiolka: Matko, jestem zboczona. Rozumiem go kiedy gada w sindarinie nawet jak nie ma napisów.
Mru: Jesteś zboczona.
Zawsze odkrywam to w tym momencie.

O tym jak fajnie się integrowało z tłumem koczującym pod wejściem do sektorów pisać nie będę, bo zrobili to za mnie. Zawsze jest fajne, kiedy jesteś w tłumie ludzi, którzy zrozumieją twoje aluzje i żarty oparte na twórczości Tolkiena (tudzież Martina Lechowicza), a jednocześnie nie oczekują od ciebie, że masz w domu repliki wszystkich broni z LOTRa.
Ja sobie ponarzekam, bo ten sam tłum zaskoczył mnie mniej pozytywnie jakieś cztery godziny później. Już nie mówię, o tych kobietkach, które rozprawiały dość głośno na tematy wszelakie (np. „Co to jest, ten Gondor?”). Otóż, kiedy zaczęły się napisy końcowe, ludzie zaczęli masowo wychodzić. Ot, po prostu. Jakby, kurna, w Multikinie byli.
Napisy: (pną się w górę)
Orkiestra: (czyni swą powinność i robi to cudnie)
Ludzie: (wychodzą)
Fiolka: (rozpływa się)
Mru: Idziemy?
Fiolka: NIE?
Mru: A, bo ty Z TYCH…
Zabrzmiało szyderczo. Ale lubię chyba być „z tych” a nie „tamtych”.
Za rok burżujski sektor A. "Whatever it takes", że tak zarzucę pięknym, amerykańskim przysłowiem filozofów z holiłudu.

[♪] Howard Shore - [The Two Towers: The Complete Recordings] „The Nazgul attack” + „Theoden Rides Forth”
(znam każdą nutę tej ścieżki dźwiękowej, ale i tak nikt mi nie uwierzy, że w tym drugim utworze orkiestra w jednym momencie przyspieszyła tempo, żeby zwolnić w następnym, co by bardziej uwypuklić main theme; wzdech…)

24 maja 2009 [14:44:34]

[Soundwatcher]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Fin de siècle // Shangri-La

Droga publiczność w studiu.
Takie dni jak ten wczorajszy w historii literatury odważyli się opisywać tylko dekadenci. I nie jestem pewna, czy rzeczywiście powinni byli się na to porywać. Albowiem, że Pani Rzeczywistość od czasu do czasu musi przyrżnąć Bogu ducha winnemu człowiekowi po mordzie, to wie każdy i nie ma potrzeby się nad tym tak strasznie rozwodzić. Owszem, można od czasu do czasu ubrać ten fakt w piękne metafory i symbole, a z Dyjabła zrobić nieszczęśliwego bezdomnego moknącego w deszczu. W sumie na tym polega ta cała literatura. Ale nie widzę powodu, żeby robić to tak intensywnie, co by od razu cały nurt tworzyć i program ogłaszać.
W każdym razie ja tam dekadentów średnią sympatią darzę.
Jednak kiedy sobie pomyślę, że oni całe życie mieli podobne do mojego Wczoraj, to obok tej średniego wzrostu sympatii zaczyna pączkować szczere współczucie.
Minuta ciszy dla dekadentów, bo nie ważne jak ci źle, im na pewno było gorzej.

[Alert] Szukamy mieszkaniowego hitu na sesję LATO 2009. „Wierzę, że mogę zdać”, „Jedyne, co mam to złudzenie” i „Idę na plażę” już było.

[!] Poza tym dostałam robotę. Polega na tym, że robię to, co zwykle, czyli siedzę pod Kordełką i się wymądrzam stukając w klawisze. A jednak Shangri-La istnieje.

[♪] Dirty Pretty Things - [Romance At Short Notice] "Kicks Or Consumption"

28 maja 2009 [10:27:36]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||