. improwizacja-mniejsza

Z cyklu: "Oczywiste odpowiedzi na specyficzne pytania"
Czym się różni wschód słońca od zachodu?
Wschód jest ładniejszy. Może dlatego, że zachód to każdy głupi może sobie obejrzeć. Ale możliwe też, że z powodu następującego po nim dnia.

Tako rzecze Fiolka. Po kolejnej imprezie dającej do myślenia. Nad kubkiem kawo-lady siedząc okręcona w śpiworek na własnym balkonie o piątej nad ranem.
Wnioski z dzisiejszego posiedzenia Jednoosobowej Rady Niepodważalnej w składzie: Fiol i jej iPod zwany "Illidanem" (bez prawa głosu):
1] Mimo wszystko wolę być we własnej skórze. Naprawde lubię własną skórę. Mimo wszystko, jak już mówiłam.
2] Członkowie Klubu Kopciuszka rozumieją się bez słów. Zostało to udowodnione naukowo.
3] Kodeks Dżedaj wymyślony przez to duże dziecko, zwane przez niektórych Georgiem Lucasem, nie jest tak infantylny i banalny jakby sie mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
4] ...a kiedyś musi być pięknie. Jak w tych wszystkich "Notting Hillach", "Illiadach" i "Sagach Ludzi Lodu". Przez bite czterdzieści tomów. Od początku do końca.

Amen. ["I'm alive"]
O. Dobranocdzieńdobry.

♪ "Stars" - Lacuna Coil

10 czerwca 2007 [5:53:05]

[Główna]

tu! tu pyknij! (11) || Wyślij wiadomość ||

Zacznę może od mojego rozczarowania. Późnej będą rzeczy przyjemniejsze. Rozczarowana jestem, gdyż komisja egzaminacyjna do spraw ustnego języka polskiego niestety nie usłyszy nigdy mojej powalającej prezentacji na autorski temat (których niech skryje się w dziejach... ale cudny był... chlip...). Z bardzo prostego powodu.
Fiol: Słyszałam, że można zgłosić własny temat na ustną...
Prof. Polonistka: Można. Lista jest w sekretariacie.
Fiol: (uśmiech dziecka, które doczekało się Bożego Narodzenia)
Prof. Polonistka: Tylko trzeba zgłosić je do 10 czerwca...
Fiol: (mina dziecka, któremu Boże Narodzenie odwołano)
Fiol: (podejrzliwie) To... Który dzisiaj jest?
Prof. Polonistka: A... (marszczy brwi) 14. No, to już nie można.
Dusza mi płacze. I od prawa do lewa się rzuca.

Wczoraj zakupiłam Pojazd idealny dla Fiolki. Po roku przymiarek i zbierania kasy, która zawsze gdzieśtam się rozłaziła. I przez te dwa dni zdążyłam zauważyć, że sunąc w rolkach po moim, ekhm... mieście wywołuję lekkie ożywienie. Mogłabym się równie dobrze przebrać za wielkiego banana, albo tampon i przejść się koło centrum. Chociaż mam pewne podejrzenia, że odzew społeczeństwa byłby zapewne mniejszy, bo wszyscy pomyśleliby, że to jakaś promocja.
A tu proszę. Trzy razy usłyszałam "Bo się wyjeb... walisz", dwa "Szybciej!", jedno "Ty, pacz!... (dalszy przekaz nieodcyfrowany)".
Słoma w bucikach?
Co nie zmienia faktu, że przyjemność i frajdę Pojazd KaDwójkowy sprawia mi nieziemską. W wieku 10 lat wyrosłam z moich pierwszych rolek, na których cuda wyczyniałam (mówiłam przecież, że o mały włos skejtem - blokersem nie zostałam) i prawdą jest, że niektóre rzeczy ciało człowieka zapamiętuje na całe życie. Dowodem jest brak radosnych wyjebutnięć na ulicy. Ale liczę, że ciało moje jeszcze sobie przypomni, jak się hamowało bez użycia tego lamerskiego klocka na tyle płozy i przydrożnych znaków "STOP". Chyba zależy mi na tym bardziej niż na podskokach i piruetach.

W sklepie sportowym zastałam dwa działy z Pojazdami KaDwójkowymi. Damski i męski.
Fiol: Przepraszam!... Czy jest jakaś większa różnica między damską wersją a męską poza tym, że damska ma obleśne kolory?
Ekspediantka: Ehm... (w oczach wielkie, wrzeszczące "?!") Nie...
Osobiście podejrzewam, że damskie są lekko lżejsze. Ale to tylko przypuszczenia...
W każdym razie właśnie tym sposobem zakupiłam męską wersję Pojazdu KaDwójkowego. Bo przecież nie pokaże się na dzielni w jakichś lila-różach i błękitach.
Nie, to nie był dział dziecięcy.

♪ "Voodoo People (Pendulum Remix)" - Prodigy
[niektórym kojarzy się bardzo jednoznacznie]

14 czerwca 2007 [19:47:11]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Wakacje oficjalnie rozpoczęły się, kiedy otworzyłam "Rio Anaconda" i "Katedrę Marii Panny w Paryżu". Jednocześnie. Po czym zaczęłam czytać, niemal na raz. Pierwsze przy dźwiękach Buena Vista Social Club, drugie przy ścieżce dźwiękowej z musicalu "Notre Dame de Paris". W wersji francuskiej oczywiście. Wersja francuska jest dla mnie, jak dotąd, jedyna i słuszna.
Piszę o tym, żeby uświadomić publiczności w studiu, do jakiego stopnia można doprowadzić swoje świadome rozdwojenie jaźni i nie oszaleć, a wręcz przeciwnie, cieszyć się tym jak dziecko.

Także bywam ostatnio w Ameryce, i to zwykle w krajach dużo fajniejszych niż ÓeSA. Przekraczam granice na książeczki ubezpieczeniowe. Bez skrópułów pożeram tukany. I przede wszystkim, staram się nie wpaść na Guerrillę. Po kilkudziesięciu minutach wysiedzieć już nie mogę, rzucam wszystko w pierony i wychodzę z domu. W trekach bądź Pojeździe, okularach matrixiarskich, najlepiej gdzieś daleko, żeby sie zmęczyć, ubrudzić, odwodnić. Po drodze obliczam koszty wyprawy na Kilimandżaro. A zakwasy po dwudziestopięciokilometrowym rajdzie zniknęły w czasie tak krótkim, że nawet nie zorientowałam się, że nie mogę chodzić. Potrafię się tak wczuć w klimat książki, że jest mi bardziej gorąco niż być powinno w 25 stopniach. Poza tym ostatnio w moim rejonie Polski panuje klimat iśćie równikowy - cały dzień skwar, za to wieczorem mam pewność, że przyjdzie burza z piorunami. I znowu trzeba będzie czytać przy czołówce.

Także bywam ostatnio w Paryżu i to piętnastowiecznym. Znowu odczuwam dziwną sympatię do Pierre Gringoire i sama przed sobą boję się przyznać czy to bardziej przez współczucie, czy przez pokrewieństwo dusz. Poza tym w kwadrat właściwie słucham "Le mot Phoebus". Chyba przez ten głos, ale głowy wolę nie dawać. Ostatnio czym bardziej staram się zrozumieć swoje poczynania, tym gorzej mi to wychodzi. Słucham na zmianę z "La cour des miracles", a "Bohemienne" chciałabym odtańczyć i odśpiewać na środku któregokolwiek z placów świata. Cudnie banalne. Najbardziej jednak nie rozumiem moich ostatnich zakupów w postaci czterech ton kolczyków i kiecek, które robią wrażenie na cygankach koczujących pod Ęter Marszee. Bohemienne.

Leczyć tego nie zamierzam. Odczepić się.

[!]I poszłam w końcu na to prawo jazdy, bo uświadomiłam sobie, że jak już je dostanę, to nie będę musiała jechać za rok do tego Paryża stopem, tylko po Mumowemu, własnym autem pożyczonym od Eduarda.
A najpiękniejsze jest to, że jak jej najpierw powiem, że jade stopem, to nie dość, że użyje całej swojej siły perswazji, żeby Eduardo dał mi auto na trzy tygodnie i pół Europy, to jeszcze dorzuci się do benzyny. Mum jest dowodem na to, że nadmierna ilośc seriali wywołuje wszelakiego rodzaju fobie. Między innymi parkofobię, pozmrokofobię i, oczywiście, stopofobię.

♪ "Chan chan" - Buena Vista Social Club
♪ "Bohemienne" - Hélène Segara et Daniel Lavoie ["Notre Dame de Paris"]

20 czerwca 2007 [14:49:53]

[Główna]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||