. improwizacja-mniejsza

Fiol w dom, book w dom

Przewiezienie wszystkich moich krakowskich gratów z jednego miejsca w drugie jest traumatycznym przeżyciem.
Za każdym razem.
Jeśli chcę kiedyś zrobić karierę jako włóczykij muszę się jak najszybciej przestawić na tryb skompresowany. Tymczasem wory ciuchów, garnki, miliony kubków (i każdy jest do czegoś innego, takie dziwactwo), kolczyków. No, i książki. Zastraszające ilości książków. Książków jak mrówków i to po horyzont. Gdybym miała osiemdziesiąt tysięcy kolegów do pomocy mogłabym sobie wybudować książkową makietę piramidy Cheopsa. W skali 1:1.

Pierwsze, co zrobiłam po przyjeździe do domu to przemeblowanie (książki nadal się nie mieszczą). Pierwszy raz w historii zrobiłam porządek w płytach (książki nadal się nie mieszczą). Jutro czas na ciuchy.
[!] Nie, nie sprzedam połowy książków na aj-legło.
(MOJE!)
Może po prostu dokupię regał. Albo ODkupię. Od Jagiellonki. Razem z taką fajną biblioteczną drabiną na kółkach (łiiiii!!!).

Mój organizm śmiesznie zareagował na ten pierwszy dzień wakacji. Czego bym nie zaczęła robić - kończę we śnie. W sensie, zasypiam. Kawa, nie kawa - zasypiam.

Tydzień temu skoczyłam z Librarianką na łikend do lasu. Z jednej strony to było bardzo, bardzo dobre posunięcie, bo troszkę odreagowałam nocnymi rozmowami z Ciastkiem, gadaniem o wąsach Piłsudskiego z Płaszczką, "Wizją dźwięku" wydzieraną w duecie ze Świadkiem i marudzeniem, zazwyczaj skierowanym w stronę Librarianki.
Z drugiej strony natomiast był to wypad bardzo, bardzo zły gdyż było to tuż przed trzema egzaminami. Tak więc po delikatnym liźnięciu wolności wracać musiałam do codziennego kieratu, załatwiania milijona spraw i podejmowania milijona decyzji. Nie mogłam się doczekać, kiedy się ten tydzień skończy. Pasja, zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, pasja i szeol. Ostatkami sił ciągnęłam.
Dawno nie byłam tak szczęśliwa jak wczoraj, siedząc na siedzeniu pasażera w Zone-wanie mieląc w ustach z nabożeństwem hotdoga z bipi.
Tak więc było tak.
A jest tak. I cieszym się z tego bardzo. Ja i moje książki.

A teraz spać.

[♪] Piotr Rogucki - [Wizja dźwięku] "I'm Not Afraid Of Your Soul"
[AAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaALLELUJA!!!]

2 lipca 2011 [21:44:20]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

Odnalazłam koniec internetu

Powaga. Indjana Dżołns jest ze mnie dumny i wysłał mi oficjalny list gratulacyjny do oprawienia i powieszenia nad łóżkiem.

[!]Koniec internetu pojawia się jak kwiat paproci - w sytuacjach mitycznych i w konkretnych warunkach. To bardziej stan umysłu niż cokolwiek namacalnego.
Otóż.
Masz do przekopania pół internetu w poszukiwaniu czegoś i nawet nie wiesz, jak to coś wygląda dokładnie, znasz tylko jedną cechę zjawiska. MUSISZ to zrobić (to ważny czynnik: MUSZENIE).
Kopiesz jeden dzień.
Kopiesz drugi dzień.
W trzecim dniu otwierasz swoją pocztę, otwierasz czytnik rss, otwierasz swojego bloga ku sprawdzeniu, czy nie ma żadnych nowych komciów (nie ma) i... tyle. Nie masz pojęcia w co dalej klikać. Jedyne czego pragniesz, to odłączyć się od tego dziadostwa i wrócić do dzieła Waltera Moersa o wdzięcznym tytule "13 i pół życia kapitana Niebieskiego Misia - Wspomnienia niedźwiedzia morskiego z połowy przeżytych lat, opatrzone wieloma ilustracjami, z wykorzystaniem Leksykonu wymagających objaśnienia cudów, form istnienia oraz zjawisk w Zamonii i okolicach autorstwa prof. Abdula Nachtigellera".
I tak też czynisz.
Bo oto nastąpił koniec internetu i blokada, której pokonać nie możesz, tym bardziej, żeś ino zwykły śmiertelnik, a nie jakiś Robert Langdon, czy tam inny Brus Łilis.

Tym bardziej, że na naszym tarasie stanął stary fotel, na którym nocą śpi Psica, a za dnia, na zmianę z Mum, czytamy na nim książki.

[♪] Ben Houge [Arcanum, of Steamworks & Magick Obscura - OST] - "Villages" + "Qintarra"
[może w przypływie sympatii tłumu do klimatów stimpankowych Panowie ze Sierry zrobią mi drugą część?]

7 lipca 2011 [12:18:45]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Chłopcy i dziewczyna nie schodzą na ulicę

Siedzimy na balkonie, ósme piętro, jedno z tych ślunskich miast wybudowanych tylko po to, żeby rozwinąć polski przemysł ciężki (im cięższy, tym lepszy), kojarzące się z wysokimi kominami, dymem, i "Kombinatem", który "pracuje, oddycha, buduje!".
Siedzimy. Na balkonowym parapecie, co dodatkowo potęguje uczucie, które nazywam "Młody Pan i Władca na krańcu świata. Wieczorem.". Wtedy, kiedy wydaje wam się, że jeszcze wszystko przed wami, nie ma śmierci, a w płucach mieści wam się o wiele więcej powietrza, niż zazwyczaj. Wtedy, kiedy wydaje wam się, że oddychacie miastem i nie przeszkadza wam, że jest to jedno z tych ślunskich miast (itd...), które na ogół raczej śmierdzi socjalizmem i gospodarką centralnie planowaną.
Siedzimy. Blokersi - inteligenci, niech ich Jasna Góra...
Kolega z Dzieciństwa: Jak siedzicie tak wysoko, to nie macie chęci skoczyć?
Kolega z Pisarzem w Nazwisku: Nie... W ogóle.
Fiol: Ja dziecko z wieżowca jestem, to jak... Jedną z takich moich chęci jest kiedyś, w taki właśnie wieczór posiedzieć na dachu takiego oto budynku. Wiecie, legnąć się, pośpiewać z gitarą, w gwiazdy się pogapić...
Kolega z Pisarzem w Nazwisku: Taa... W takich marzeniach wieczór zawsze jest ciepły...
Fiol: ...niebo bezchmurne...
Kolega z Dzieciństwa: ...a jak przyjdzie co do czego, to pada grad. Poza tym jakbyś się tak zaczęła wydzierać, to na pewno nikt by was z tego dachu nie ściągnął...
Siedzimy i śmiejemy się z prozy życia.

...bo jak to pisałam już Missie w komciach: człowiek nie bierze pod uwagę, że w dżungli jest od pieruna komarów, romantyczne mansardy są obrzydliwie zimne / gorące (w zależności od pory roku), jak już siądziesz nad książką doprawioną kubkiem kawy to nagle dokładnie wszyscy chcą od ciebie dokładnie wszystkiego (kawa stygnie...), a żeby przeżyć przygodę, to trzeba się mocno spocić i pobrudzić sobie ręce.
Ale!
Warto pamiętać, że we wspomnieniach komary występują rzadko. Ot, co.

Tak więc sądzę, że jednak dach wieżowca, może być i z gradobiciem w postludium.

[♪] Myslovitz [Miłość w czasach popkultury] - "Chłopcy"

11 lipca 2011 [15:38:20]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Dorośliśmy w końcu - ja i mój marker

Koniec. Już nie nie wywinę.
Życie w mentalnych Bieszczadach było pięknym okresem ale, jak każde dzieciństwo, musiało się kiedyś skończyć.
W serduszku mym, gdzieś na dnie, została podjęta decyzja: wracamy do żywego interesowania się tak zwaną "sytuacją w kraju i na świecie". Telewizji nie zdzierżę, w internecie ciągnie mnie do zupełnie innych rzeczy, poza tym trudno coś znaleźć konkretnego. Zostają gazety. Tak więc wracamy do czytania gazet na poważnie, nie jak do tej pory, że raz na miesiąc i jeszcze w dodatku "Przekrój" (Lowe to!). Wiecie, tak jak to robiłam kiedyś: zaznaczając markerem co lepsze fragmenty, dla dodania profesjonalizmu całek akcji (piętnaście lat miałam, każdy się wtedy lansował, w lepszy bądź gorszy sposób).

Dziarskim krokiem, przy okazji załatwiania milijona spraw na (koń by się uśmiał) "mieście" zawierciowiańskim, zmierzam w stronę saloniku prasowego. Zamknięte. Idę więc do zwykłego, zielonego kiosku.
Fiol: Czy jest "Wprost", "Uważam Rze" albo "Polityka"?
Pani kioskarka: Hm... Nie.
Fiol: (zbita z tropu, bo myślała, że będzie sobie mogła powybierać, pomarudzić po kobiecemu) Ale nic nie ma?
Pani kioskarka: Nic.
Fiol: (po krótkiej chwili zastanowienia, nieśmiało) A "Przekrój" jest?...
"Przekroju" też nie było.
Później zaszłam jeszcze do dwóch spożywczaków, które oferowały "warzywa, alkohol i prasę", ale okazało się, że może warzywa i alkohol to owszem, ale prasy to tam nie było. Tylko "Fakt" i "PARTY!".
Po pierwszych czterech minutach frustracji w końcu przyszły myśli: "Mon Dieu!", "Toż to urban - utopia, miasto idealne!" oraz "Jak tu pięknie!". Nigdy mi się Zawierciowo tak nie podobało, jak w tamtym momencie.

Ale jak mus to mus. Trzeba sobie ładnie zamówić jakąś prenumeratkę. Wypadałoby, "Wprost" i "Uważam Rze", co by mieć szerokie spektrum, tak na lewo jak i na prawo, ale jam biedna studentka jest.
Tak więc "Wprost" będę zdzierać po Panu Ojcu Zone. Już obiecała, że mi będzie kitrać regularnie.

[♪] Yugopolis i Maciej Maleńczuk [Yugopolis 2] - "Ostatnia nocka"
[umc, umc, plum, umc, plum, plum, umpapa!]

19 lipca 2011 [16:48:45]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (10) || Wyślij wiadomość ||

All that stress

Pierwsza prasówka i już jest zabawnie.
Oto czytam sobie komentarze na temat tegorocznej matury, która poszła jak, nie przymierzając, armia zaciężna po ruchowych piaskach. Jedna czwarta ludu oblała, średnia krajowa dorównuje naszej zwyczajowej frekwencji w wyborach, szef CKE popełnia oficjalne seppuku i to już godzinę po ogłoszeniu wyników. Tak to wygląda w zarysie.
Tymczasem pan z "Gazety Wyborczej" zwala tę jedną czwartą ulanych matur na stres.
(I robi to na poważnie)
Serwuje od razu lekarstwo: zróbmy tak, żeby nie było tego progu trzydziestu procent, zróbmy tak, że zdawał każdy, bez względu na wynik.
(To też pisze na poważnie)
Biorąc pod uwagę fakt, że mamy niż demograficzny i z tego tytułu uczelnie wyższe przyjmują w swe szeregi każdego, kto się akurat napatoczy proponuję w ogóle dorzucać dyplom licencjata do wybranych tytułów prasowych. Może być "Wyborcza..." i "Kaczor Donald" na początek.

[♪] Catherine Zeta Jones‏ [Chicago] - "All that jazz"

21 lipca 2011 [13:44:06]

[§22]

tu! tu pyknij! (10) || Wyślij wiadomość ||

Przegląd tygodnia

Nie nudzę się nadal.
Z rzeczy, których nigdy nie robiłam, a zrobiłam:
- niebieskie babeczki ("A może trochę tego soku z mumojagód?...")
- gerl-lan-party z Zone i Yuki (lejemy ifryty i malujemy paznokcie)
- wypowiedzenie zdania: "Ale >Cosmo< ma rację!" (Mru przybliżała treść artykułu o tym, że faceci babieją i mi się wyrwało)
- turniej NinjaGo! (Siostrzeniec Dwa mnie opykał, mimo że wygrałam rękę jego figurki w pojedynku)
- solo na karałoke w zawierciowiańskiej speluno-baro-kawiarni (co było mocno stresujące, bo autochtoni są na tyle sztywni, że nie biorą do ręki tego mikrofonu, jeśli nie dysponują głosem Benningtona / Kayah; dla jasności: ja nie dysponuję, ale zanim zaczęłam śpiewać, przeprosiłam wszystkich siedzących na sali)
I to wszystko w ciągu tygodnia!
Plany na następne siedem dni: raczej żadne.

Odkąd dowiedziałam się, że moja katedra likwiduje lektoraty na studiach drugiego stopnia żyję w przeświadczeniu, że nic mnie tam nie trzyma.
Kusi wizja "gap year". W mojej wyobraźni, oczywiście, nie ma przysłowiowych komarów, a ja jestem jednym, wielkim zlepkiem włóczykijstwa nie dość, że kreatywnego, to jeszcze konstruktywnego. Włóczykijstwa z sensem.
Ale trzeba się uspokoić i próbować wyrobić się w terminach, no, jakoś dostać się na to kulturoznawstwo bliskowschodnie (360 godzin hebrajskiego!) czy tam inną kulturę współczesną (kierunek bardziej dziennikarski niż dziennikarstwo, czad!).

[♪] Two Steps from Hell [Dreams & Imaginations] - "Great Spirits"
[kolejny katalog z muzyką z trailerów]

24 lipca 2011 [21:13:32]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (1) || Wyślij wiadomość ||

Siostro, basen dla staruszki!

Płynie człowiek. Płynie. Dopływa do końca basenu i przystanąć musi, bo rączki bolą. Człowiek zastanawia się, gdzie te czasy, kiedy płynął sobie dziesięć takich długości bez przystanku i czuł, że może jeszcze. To tak, jakby motylkowi skrzydełka uciąć i ten motylek wtedy sobie myśli...
W każdym razie.
Człowiek stwierdza, że to nawet dobrze, nie umrzesz jutro przynajmniej na zakwasy. Jak się ostatni raz pływało dwa lata temu, to lepiej nie szpanować na basenie miejskim w Bździochach Mniejszych.
Nie mniej jednak, człowieka ta niemoc wkurza. Bo dobrze wie, że zakwasy da się przeżyć, a pływanie z poślizgami jest kwestią złamania psychiki na pół. Przecież już to raz przechodził.
Człowiek zatem płynie. Płynie człowiek. Dzielnie. Dopływa do końca basenu. Człowiek myśli, zwymyśla (wręcz!) w myślach basen, opór wody i własnego umysłu od "młotów niemytych i drani zardzewiałych", po czym robi poślizg niemrawy, woda wlewa mu się do nosa, ale płynie, płynie dalej, płynie hen.
Zatrzymuje się kilkanaście długości później. Człowiekowi jest dobrze. I nawet się nie spocił.
Tylko dzisiaj w nocy człowiek spać nie mógł, bo mięśnie mu te chwile wolności wypominały. Ale spokojnie, spokojnie, w pewnych godzinach basen jest za darmo, jutro też idę. Się zakwasy rozrusza ładnie. Nie ma co się znowu tak oszczędzać, za chwilę się człowiekowi to ciało i tak zestarzeje, da?
Da.

[kącik książko(chrup)żercy]
Rok temu Adams i jego Mum podarowali mi "Paradoksy młodszego patriarchy", które ukochałam do ostateczności, tak więc "Tae ekkeir!" kupiłam w ciemno.
Kocham też.
Ogółem, chciałabym zakomunikować światu wobec i wszem, iż pragnę mejla do Pani Ratkiewicz (Zon będzie mi to tłumaczyć na cyrylicę, tylko jeszcze o tym nie wie). Jak ktoś zna, to niechże się podzieli.

[] Omnia [Live Religion ] - "Etrezomp-ni Kelted"

27 lipca 2011 [11:24:46]

[Filozofia RZyciowa]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

To, co każdy mężczyzna wiedzieć powinien (bo czasami to wcale nie PMS)

Każdej, ale to absolutnie każdej kobiecie roztrzaskano kiedyś serce. Każda musiała zbierać je samodzielnie, kleić jak umiała, krzywiej, prościej (bo wbrew pozorom nie wszystkie mamy zdolności manualne). Organ się zrósł, zyskał nową obudowę ze ślicznym, niepowtarzalnym wzrokiem z blizn.
A blizna, jak blizna, każdy prawdziwy mężczyzna wie już, ki czort. Niby widoczna tylko pod odpowiednim kątem, niby z czasem co raz mniejsza, w trakcie tak zwanej "codzienności" się o niej zapomina, nie przeszkadza generalnie, ani kaleką nie czyni... ale jak czasem to zaswędzi! Jak zaboli, bo powietrze akurat wilgotniejsze, niż zazwyczaj!...
Aplikuje się wtedy balsamy i przechodzi. Czasami na następny dzień, czasami już po godzinie. Ale trzeba pamiętać o tych balsamach.
Koniecznie o tych balsamach trzeba pamiętać.

[!] Spacer w deszczu o jedenastej w nocy, o drugiej gorące mleko przy rozmowach o życiu, śmierci, Robie Douganie i miejscu zamieszkania Pana Roguckiego. Bo, dzięki Bogu, jest taka osoba na ziemi, która może wziąć mój Tajny Zeszyt GrafFÓ(!)mena i przeczytać se w nim, co tam se chce. A mnie jest wszystko jedno, stresu nie ma, że zbyt intymne czy tam osobiste, bo przecież on to zna, ja to znam, tylko ja po prostu mam ten młotek, którym można pewne rzeczy ze słów wyrzeźbić. A on ma dźwięki i instrumenty.
(Szkoda tylko, że mieszka w Mieście Latających Ludzi. Przydałby się bliżej do tych moich posiadów na ulubionej ławce w Kroke.)

A rano...
...Mum zrobiła jajecznicę*.

____
* Jajecznica Mum już niedługo na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO.

[♪] Omnia - [World of Omnia (limited Edition)] "Niiv"
[repeat (track)]

29 lipca 2011 [22:09:26]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Jeśli krypto(anty)reklama, to na zasadach wolontariatu

[dżingiel]

Korzystając z tego, że światem rządzi kapitalizm, a klient nasz pan, obraziłam się na swojego operatora sieci komórkowych i odwróciłam się do niego zadem.
Pomarańczowy operator oferuje bardzo fajne pakieciki internetowe 100 mb za dwa złote, z których często korzystałam. Zazwyczaj wszystko było w porządku - kiedy pakiecik się kończył dostawałam powiadomienie, że "weź się odłącz". Ale parę razy sms się spóźnił i przyszedł dopiero po tym, jak internet zdążył wyżreć mi środki z konta do cna.
Ostatnio spóźnił się trzy razy pod rząd (zasięg był bez zarzutu, żeby nie było).
A po tym, jak mi zeżarło świeżo doładowane 30 złotych się wzięłam i zeźliłam. Może nawet jakieś złośliwego mejla na pożegnanie wyślę do pomarańczowej obsługi klienta, kto wie. Wyliczę im wszystkie promocje i usługi, które nie działają, bo jest ich więcej.

Efektem ubocznym powyższego jest nowy telefon, którego zaawansowanie techniczne onieśmiela mnie niczym "dorożka samochodowa" dobrze prowadzącą się Warszawiankę z początku dwudziestego wieku. I o ile wiem, jak eksploatować klawiaturę qwerty, o tyle nie mam pojęcia co zrobić z tymi darmowymi wejściami na serwisy społecznościowe. Chyba skończy się na tym, że zamiast smsów będę wysyłać wiadomości na fejzbóku. Co chyba wyjdzie na dobre, bo mam ostatnio wrażenie, że ludzie częściej na skrzynkę fejzową zaglądają niż chwytają do ręki własny telefon.

Co za czasy.

No, i znowu się będę musiała bujać z aj-legło, żeby stary telefon sprzedać. Jak ja tego nie lubię...

[♪] I Blame Coco [The Constant] - "Summer rain"

31 lipca 2011 [17:55:16]

[Mniejsza Propaganda]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||