. improwizacja-mniejsza

(gwizdanie.ogg)

Cisza blogowa dlatego, że ostatnio zaczynam żyć sytuacjami, w których biorą udział konkretne nazwiska. O tych ludziach nie da się pisać nadając im pseudonimy.
Ostatnie dwa tygodnie sprawiły, że rozejrzałam się dookoła, po ludziach, których znam od czasów, kiedy internet był jeszcze na modem. Okazało się, że moi przyjaciele już dawno dorośli i też nazwiska zaczynają posiadać. Co raz trudniej będzie ich ukrywać pod pseudonimami.

Kiedy staram się wyobrazić sobie, jak wyglądam na "zakulisowych salonach", w mojej głowie pojawia się postać bohaterki "Devil wears Prada" i to jeszcze w momencie przed metamorfozą. Wiecie, z tym niebieskim sweterku, rozklapciałych butach i fryzurze.
Mam trudności z rozpoznawaniem ludzi, których rozpoznawać powinnam, a przede wszystkie rozpoznawać CHCĘ, bo przecież szanuję i cenię ich pracę (zdanie bez przekąsu). Mam trudności ze znalezieniem rajstop bez dziury. Mam (co raz mniejsze) trudności z chodzeniem na obcasach. I nigdy jeszcze nie miałam identycznych ramiączek przy staniku.
W takich historiach zawsze pojawia się albo łysy Pan Projektant w kujo-larach, albo Sztab Przyjaciółek, którzy sprawiają, że bohaterka zaczyna nadawać się do użytku i w końcu staje się źródłem pozytywnych doznań estetycznych.
Widać jestem przypadkiem raczej beznadziejnym, bo w mojej wersji opowieści pojawił się i Pan, i Sztab. Brakuje jeszcze stada śpiewających wróbelków, które pomogą księżniczce uszyć sukienkę na bal, no doprawdy.

(I Księcia brak)

Powoli będę chyba zamykać to miejsce (patrz: akapit pierwszy).
Nawet mój stary laptop nie zniósł tego łynd of czejndż, bo zdechł, parszywiec, zdechł bez ostrzeżenia.
(Z nowym laptopem lubimy się bardzo.)

Gotye feat. Kimbra [Making Mirrors] - "Somebody that I used to know"

17 grudnia 2011 [0:16:11]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

To jeszcze nie koniec

Miałam nie studiować w tym roku wcale, a skończyłam na dwóch kierunkach (z czego jeden pewnie rzucę - zawsze chciałam rzucić jakieś studia).
W związku z tym, że kilka miesięcy temu postanowiłam postawić jedną stopę w światku dziennikarskim i współorganizować Wydarzenie Absorbujące Całą Energię Kinetyczno - witalną (WACEK) postanowiłam do tego wszystkiego jeszcze dołożyć sobie poważne szukanie Redakcji, w której mogłabym parzyć herbatę oraz zajęcia natury żydowsko - fizyczno - męczącej.
Mejla z własnym nazwiskiem w adresie też już mam od jakiegoś czasu. Fakt, że dostaję na niego więcej wiadomości niż spamu na dwa pozostałe utwierdza mnie w przekonaniu, że "ktoś jadł z mojej miseczki i w ogóle coś się tu, kurna, poważnie zmieniło". Pewne jest jedno: moje życie ostatnio niebezpiecznie przyspieszyło. Ale wszystko idzie zadziwiająco synchronicznie z tym, o czym marzyłam w czasach, kiedy kończyłam kupować "BRAVO".

Przyzwyczajam się powoli do myśli, że będę musiała ten blogowy przybytek złożyć na ołtarzu. Ku powolnemu spaleniu. Wiem, że muszę, a! Muszę tam zaraz! Chcę! Przestawić się i priorytet sobie przybić na pisanie O CZYMŚ (w końcu), środek ciężkości sobie resocjalizować, wyrosnąć z ownloga w końcu.
Pewnie nigdy o tym nie napomknęłam wprost, ale pisanie nigdy nie było dla mnie ani zabawą, ani ciekawym hobby. Pisanie na bloga też.

Teraz się zastanawiam nad tym, czy wtyczkę wyciągnąć od razu i bezboleśnie, czy pozwolić blogusiowi zgnić. Decyzja nie na dzisiaj. Najpierw nich ruszy Rzecz Nowa, żeby nie było tak grobowo w nastroju.

[♪] Opeth [Watershed] - "Coil"
[Poważnie piękne dźwięki]

29 września 2011 [17:52:35]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||

"Pokój nad światem", czyli Melina przy Szalom Awenjiu

Mam takie dzikie wrażenie, które co raz to dzikszym się staje, że moje życie działa na zasadzie "Zaczarowanego Ołówka" (taka kreskówka, która istniała wcześniej niż Kartón Netłyrk). Przypomnijmy, dzieciakowi wolno było mazać po ścianach, a co narysował, to nabierało namacalności.
Najlepsze jest to, że nie potrzebuję żadnego konkretnego narzędzia. I zdolności manualnych, co piękniejsze, bo zamiast garnków ze złotem dostawałabym wiadra z psim żarciem.
Mnie wystarczy słów kilka wklepać na komputer, ewentualnie wbazgrać w kartkę i to nawet z najpodlejszego rodzaju papieru. Bo oto znowu - jeszcze w kwietniu pisałam opowiadanie o wdzięcznym tytule "45 obr / min", a dzisiaj to wszystko mam wynajęte na własność, dzisiaj nawet te tłuste cielska tramwajów mam za oknem, które ze zgrzytem przewalają się po torach zżerając po drodze kolejnych pasażerów.
[!] Ale jest taki moment nocy, Droga Publiczności w Studiu, jest i poświadczyć za to mogę każdym z moich pikseli, że Szalom Awenjiu zamiera i tak po prostu, nagle, bez zapowiedzi przestaje żyć. Kto by pomyślał.

Okno mojego pokoju wychodzi na balkon. I to właśnie jest najpiękniejsze w tym wszystkim, bo znając moje zamiłowanie do leżenia na parapecie z nogą tudzież ręką nonszalancko zwisającą na stronę chodnika można było spodziewać się, że kiedyś jednak sturlam się nie na tę stronę co trzeba. Smutno by było, bo samobójstwo, mimo mody i ogólnego trędu, jakoś mi nie w głowie. A tak sturlam się na kafelki i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. A kiedy znowu upuszczę ołówek, to przynajmniej nie komuś na czerep.

I właśnie o tym kiedyś już przecież pisałam. Dokładnie o tym parapecie i tym właśnie zwisaniu kończyn. O tramwajach - potworach w tle i wrzaskliwym mieście za oknem. To niepokojące, ale nadal w moim życiu dzieją się rzeczy, o których zdążyłam napisać, zanim się wydarzyły.
Albo, po prostu mam cichego wielbiciela, który z rozmachem moskiewskiego miliardera dba o spełnienie każdego mojego marzenia. Nawet tego, które nigdy statusu "marzenia" nie miało, a okazało się nim być.

A w oknie kuchennym mam niesamowite zachody słońca. Codziennie. Jak to Pan Nahacz mawiał: "Jednak jest troszeczkę cudownie".

[♪] Piotr Rogucki [LOKI - Wizja Dźwięku] - "Wizja dźwięku"

25 września 2011 [20:40:30]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Wszystkie genialne idee przychodzą mi do głowy ino tylko wtedy, kiedym urobiona po łokieć

Albo nawet dwa.

Bardzo, bardzo długo zazdrościłam Zone tych wszystkich gików spotykanych na krakspotach. W sensie nie konkretnie gików, bo tych było aż nadto w moim życiu (z resztą co ja bym sobie z takich gikiem zrobiła, w hirołsów pograła co najwyżej albo obejrzała "Star Wars" po raz setny, cytując co lepsze kwestie w chórze z bohaterami). Zazdroszczę towarzystwa, z którym może sobie pogadać na tematy bliskie jej serduszku. I coś z takimi gikami stworzyć na przykład dla potomności. Jak już znajdzie takiego, z którym połączy ją SATA czy tam inne przewody pod tym samym napięciem.
No, przynajmniej ma taką szansę.
Zazdrościłam, bo ja nie mam nawet jednego, choćby na wpół - zdechłego Inklinga. I tak sondowałam przez trzy lata, gdzie to w Kroke podobnych Inklingów można spotkać, naczytałam się o tym, kto przesiaduje w Prowncji, a kto w Lokatorze, zlokalizowałam (Boże Mój Najukochańszy, gdzie te manifesty, te Kwadrygi, te Żagary i gdzie ten Jasieński, no, gdzie?!) "literacką granicę Krakowa" i stwierdziłam, co następuje:
"Hm. Cóż."
(Zaręczam, że moja mina wyrażała o wiele więcej)
Ogółem: skończyło się tropienie stada.
(I teraz nastąpi cisza o nucie znaczącej, napiętych mięśniach ramion i łydek, tudzież lekkim uśmieszku. W domyśle: wy się możecie zacząć bać, a ja idę sobie brudzić ręce orką na ugorze.)

Drugie ogółem: Mam milion pomysłów na zbliżające się wakacje. Dosłownie milion. Nie mogę się zdecydować. Podejrzewam, że w najbliższym czasie spiszę to wszystko na karteczkach i zrobię losowanie.

A teraz Szanowna Publiczność w Studiu przeczyta tytuł notki jeszcze raz.
A teraz niech doda do tego co następuje:
Ergo, wtedy, kiedy nie mam czasu na wprowadzenie ich w życie. I tak pozostają niewprowadzone.
Kajam się niniejszym i obiecuję, że tym razem tego błędu nie popełnię. Bo jak to powiedział król Julian: "A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!"

Nie, to nie był manifest.

[♪] Raz Dwa Trzy [Muzyka z Talerzyka] - "Talerzyk 2000"
[o, to jest manifest z prawdziwego zdarzenia! naprawdę szczerze żałuję, że nie ja go napisałam]

2 czerwca 2011 [19:34:49]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Czas naporu, burzy, weltszmerc, szmeterling, fin the kółko majów, sezonowe wyprzedarze i wszystkie końce świata

Przeturlałam się po juwenaliowych koncertach, mam w związku z tym mnóstwo przemyśleń. Tak po prawdzie to są to raczej długie i nudne wywody Starej Pryczycy marudzącej na polską młodzież zrodzoną w średnich latach dziewięćdziesiątych, Pryczycy oczarowanej tym, co Pan Nowak i Panowie z Raz Dwa Trzy na scenie prezentują i tak dalej, i w ten majty.
Ale zupełnie nie mam kiedy tego spisać.
Jak do tej pory powstał tylko traktat o pogowaniu, ale palec przed kliknięciem w "Dodaj" mi się zawahał i w tym zawahaniu już pozostał. Tak samo jak traktat pozostał - nieopublikowany.

(tymczasem)
Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio, nie mam pojęcia kto mnie w łeb walnął, kiedy i jakim narzędziem. Wiem natomiast, że musiało to być w okolicach marca, kiedy przyroda uporczywie nie chciała się obudzić do życia, kiedy Pani Zima jeszcze przyduszała te wszystkie ćwierkające ptaszki, słodkie kwiatuszki i zieloną trawkę swym ciężkim, gestapowskim butem do ziemi.
Po dwudziestu dwóch latach życia zapragnęłam, ale tak naprawdę i mocno, czytać poezję. I klasykę. Nakupiłam se w lutym książek fantastycznych cały kopiec, a mnie się chce "Trzech muszkieterów" (genialne, jadę w tramwaju i płaczę ze śmiechu) i Jasieńskiego. I żuję Świetlickiego, przeżuć nie mogę tego nieszczęsnego Wojaczka, ogólnie rzecz biorąc: Matkobosko, wszechświat zaczyna się kurczyć.
Dobrze, że mamy Rajską 888 dobrze zaopatrzoną, przynajmniej nie muszę tego wszystkiego kupować za własną krwawicę (bo jeszcze liczę na to, że szybko mi przejdzie).
(chociaż z drugiej strony...)
Pogardliwie stukając obcasem ominęłam dzisiaj półki z fantastyką (!!!)
(tak, wiem, że coś się dzieje)

[!] Już nie mówiąc o tym, że siedząc dziś na Rajskiej 888 wysłałam do Librarianki mejla pisanego wierszem. Traktował o niepokoju wywołanym niepewnością, czy plik który znalazłam na necie na pewno jest naszym podręcznikiem od historii XX wieku. Desperacji wynikłej z faktu, że nie mogę na Rajskiej 888 tego sprawdzić, bo Rajska 888 ma blokadę na podobne operacje. Hermijąnina stwierdziła, że źle ze mną, nie mniej jednak pomyślę o publikacji tego dzieła.
Chociaż nie wiem, bo to w sumie prywatna korespondencja jest.

A może to po prostu nowy objaw Zespołu Napięcia Przedsesyjnego?

[♪] Raz Dwa Trzy [Muzyka z talerzyka] - "Uśmiechniętej ludzkości"

24 maja 2011 [20:40:29]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

"Często podkreśla się, że Chrystus przyszedł na świat bez blichtru i powszechnego uwielbienia"

To pierwsze zdanie III rozdziału mojej Poważnej Pracy Licencjackiej (Niech Klękają Narody!) [w skrócie PPL(NKN!)] .
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam. Nie powinnam w takim stanie (nadczynności wyobraźni i niekontrolowanych tików słownych) dopisywać do niej ani jednego nawet wyraziku, ani nawet przyimka.
Ale nie mam wyjścia. Licząc na to, że może mój Pan Doktór Promotor przesieje mi to oddzielając godne, naukowe ziarno od pseudo - połetyckich plew (widownia wznosi gromkie "PYHI!").

/ ...bo prawda jest taka, że najchętniej mówiłabym teraz do was wszystkich poezją, bez względu na konsekwencje. Jest we mnie ostatnio jakaś przemoc twórcza, nadmiar jakiś, gotowy walić światy i wzniecać rewolucje. A rzędu dusz jak nie było, tak nie ma - pozostaje uparte siedzenie na ławce, machanie nogami i psucie kartek (a tyle drzew poległo, żebym te kartki mogła mieć, a tyle dzieci w Afryce głoduje...).

// ...tymczasem od trzech dni siedzę przywiązana kablami do Jina zwanego laptopem, albo na odwrót, według gustu. Ściubię artykuł za artykulikiem, zdanie po zdaniu, dobrze, że chociaż pogoda współpracuje i nie kusi bezczelnie słońcem i zawyżoną temperaturą. Kabel od neta, kabel od myszki, kabel od słuchawek, kabel od zasilacza, do tego ładowarka iLidanowa i ja w tym kłębowisku. Trudno nie skojarzyć obrazka z kimś przykutym do łóżka, respiratora oraz rzędu kroplówek.

/// ...i tak z resztą też się czuję.

//// ...nawet mówiąc "idę do pracy" mam na myśli kliknięcie w ikonkę serwisu muzycznego, w którym robię to, czego nigdy nie robiłam, a od czego zacząć swoje kinder-dziennikarstwo powinnam była (wrzucam newsy, filmiki, chałtura, radocha).

//// ... Dobry Panie Boże, dziękuje Ci za praktyki żydologiczne, na które jadę w cholerę jutro, póki rosa. I za sto złotych, które z niemałym zdziwieniem odkryłam w starym, zapomnianym portfelu. I za milkę o smaku ciasteczka i przeceny w hipermarketach na czekoladowe zające. I ostatnią książkę Nachacza (najprawdopodobniej najlepiej zainwestowane 12 złotych w moim życiu, ale ta informacja jeszcze wymaga potwierdzenia po przeczytaniu ostatniej strony). I za Ewę Bajkę, która mi taki list motywacyjny wysmażyła, że nie tylko nie wstyd tego słać na zachód, ale, wierzcie mi, z dumą można to uczynić.

///// ...a mimo wszystko tutaj jest trochę jak u Disneja, jó noł? I nie chodzi o to, że "prosta dziewczyna znalazła swojego księcia, a zło zostało pokonane" (via jakiś demotywator). Ale równie (NIE!)banalnie się dzieje.
Ostrzegałam, pamiętajcie.

[♪] Waglewski, Abradab, Maleńczuk [Wszyscy muzycy to wojownicy] - "Wszyscy muzycy to wojownicy"

3 maja 2011 [19:41:24]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (14) || Wyślij wiadomość ||

Jednostki SiWi

Po kiegoż grzyba pracodawcy moje CV w przypadku, kiedy oferuje mi roznoszenie ulotek po euroskrzynkach?
[aaaaaaogłoszenie]
Nie chciałby ktoś może korków z historii (w tym sztuki) albo podstaw hebrajskiego? Poważnie pytam.
[/aaaaaaogłoszenie]

Poza tym, mocno przy okazji (bo jak już tak ślę hojnie te SiWi na prawo i lewo to co mi tam!) zgłosiłam się do organizacji MediaTORów. Tydzień po terminie co prawda.
Nie wiem jak reszta świata, ale ja zawsze mam problem z wypełnieniem podpunktu "Zainteresowania" i modyfikuję go za każdym razem, kiedy mam kliknąć "wyślij". Niemal za każdym.
Tym razem zastanawiałam się, jak ująć "grafomanię w ilościach, które normy Unijne uważają za alarmująco niebezpieczne; grafomanienie moje powinno się liczyć w skali Greja albo innego Bekerela, ewentualnie można wymyślić własną jednostkę: np. 1 Grabaż wyrażający stężenie grafomaństwa na stronę tekstu znormalizowanego, albo nie, 1 King jako ilość stron na dzień dajmy na to (u mnie w tak zwaną cholerę, bo i tak wyszłabym poza skalę - płodne mam tak pióro jak i klawisz ostatnio)".
Bo "pisanie" to jakby nie patrzył, moja główna rozrywka obok "czytania książek". Tak jedno jak i drugie brzmi na SiWi idiotycznie. A że nie interesuję się zupełnie jakąś konkretną literaturą, to "czytanie" zawsze pomijam. "Pisanie" natomiast... Ach, pisanie...
[!] Bo pisanie u mnie nie tylko w praktyce. Ja bym mogła o tym godzinami rozprawiać, tylko dalej nie posiadam etatowego Inklinga. Niestety.

Skończyło się na (cytuję): "tropienie absurdu w życiu codziennym i ujawnianie go za pomocą wdzięcznej formy dziennikarskiej jaką niewątpliwie jest felieton".
I nie wysłałam zdjęcia. Jak po tym nie pokochają mojego wnętrza to i tak już nic by mi nie pomogło.

[♪] Daft Punk [TRON: Legacy R3CONFIGUR3D] "Rinzler (Kaskade Remix)"

8 kwietnia 2011 [14:25:05]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Po prostu to, co od urodzenia przy okazji starając sie nauczyć hebrajskiego

Istnieje we wszechświecie jedno pytanie zasadnicze. Można się poważyć na odpowiedź, ale to tak samo, jakby próbować przedstawić "sens życia" albo aktualny rozkład jazdy komunikacji miejskiej. Jestem pewna, że absolutnie każdy sobie ów pytanie kiedyś zadał, szczególnie jeśli uczęszczał do którejkolwiek z placówek edukacyjnych.
W mojej głowie pojawia się ostatnio co raz częściej. Zazwyczaj w czwartki pomiędzy 8.30, a 10.00 kiedy mam zaszczyt spędzać czas proseminarząc się.
Nie mogę się powstrzymać jednak, kiedy słucham, że moja Koleżanka Żydolożka ma problem, bo do jej tematu na licencjat nie ma absolutnie żadnych publikacji i będzie musiała spędzić następne pół roku w archiwum tłumacząc co lepsze kawałki tak zwanych tekstów źródłowych z jidysz. Do tego drugi Kolega Żydolog, który przytargał izkor buk, tysiąc stron bydle miało, i Pan Doktór powiedział mu, że praca oparta na siedemdziesięciu stronach tego dzieła to za mało. Siedemdziesięciu stronach, które trzeba jeszcze przetłumaczyć, zaznaczam.
Tak więc oto jest pytanie:
Co ja tu robię?
Element zaskoczenia z tej notce polega na tym, że w ostatni czwartek pojawiła się odpowiedź. Wystarczyło się rozejrzeć, popatrzeć sobie na ręce, zajrzeć do torby i głowy.
Albowiem chlałam bezczelnie kawę ze srakbaksowego kubka (dwadzieścia pięć zeta, a nie leje się z dziada). W ręce mej dzierżyłam ołówek, w którym spisałam już szpic, więc tekst kreślony był mocno nieostry, a tego nie lubię. Kreśliłam, owszem, cichcem, nie pod ławką może, ale za plecami koleżanki. I mocno zaaferowana byłam tym, co kreślę. A była to chyba kolejna recenzja. W torbie oprócz "Kabały" Pana Szolema miałam "Nację" Pratchett'a. W głowie natomiast była Skrzypaczka, która powstała, jak niektórzy pamiętają, przed rokiem w trakcie sesji. W środowy wieczór wpadłam w końcu na to, że jej historia ma zostać spisana w formie listu i od razu powstało trzy i pół strony (Skrzypaczka okazała się radosną trzpiotką, nie sposób jej nie pokochać od razu).
Odpowiedź nasuwa się sama.

Cóż. Każdy ma własną piramidę Maslowa, afrodyzjaki na ambicję tudzież listę "To do before X-Mas". I niechże tak pozostanie. Amen.

[♪] KULT [Unplugged] - "Brooklyńska Rada Żydów"

18 grudnia 2010 [22:59:11]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Notka - kijanka (czytać nie warto)

Miałam dzisiaj kolejne, poważne podejście do nadrabiania jidysz, ale się poddałam po spojrzeniu na odmianę czasowników nieregularnych w czasie przeszłym. Nie wiem jak ja zaliczę ten egzamin z trzech lat. To znaczy wiem. Cudem. Jednakowoż trochę się martwię tym, że jutro znowu będę musiała świecić zębami, kiedy Pani Dr wyrwie mnie z zamyślenia i karze odmieniać coś tak trywialnego jak zajn. Bo na pewno tak będzie.

Prawda jest taka, że trudno mi się skupić ostatnio. Myśli mi się rozbiegają na wszystkie strony. Jak zwykle, kiedy w żyłach płyną mi słowa do spisania (i tu znowu potwierdza się teoria, że naukowcem to jak nie zostanę, cóż - zbyt łatwo mnie odciągnąć od rzeczy przyziemnych; no chyba, że zostanę tym specjalistą do golemów i amuletów leczących z imionami JHWH).
Wypada w końcu skończyć ten VI rozdział, do tego jakieś rytmiczne fragmenty mi się w głowie kołaczą. Poza tym jestem w trakcie pisania najdłuższego mejla w życiu. I to wszystko tak się mieni, miesza, bełta w głowie i zabiera RAM.

W międzyczasie wpadł mi do głowy pomysł na szablon wyjątkowo okolicznościowy. I wiem, że jak dzisiaj go nie zrobię, to nie zrobię już nigdy. Także stej tjund, może w tych wszystkich zachciołów, jakie w głowie krążą wybiorę akurat ten.

A może wcale nie.

[Ta notka posłużyła do tak zwanego upuszczenia słów, co by ciśnienie się za duże nie napompowało. Niby przepływ zwolnił trochę od łażenia z gołą głową po deszczu w sobotni wieczór, niby zimne krople chlastające twarz i przemoczone włosy chłodzą przyjemnie myśli i wyostrzają percepcję. No, właśnie: niby. Niby, bo nic nie jest tak dobrą myślodsiewnią / terapią jak papier / piksel. W dodatku wiele tańszą. Leki są bardzo drogie w dzisiejszych czasach. Nawet te na głupie przeziębienie.]

[♪] Howard Shore Ft. Liv Tyler [The Lord of the Rings - Return of the King] - The Houses Of Healing

8 listopada 2010 [21:24:36]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (1) || Wyślij wiadomość ||