. improwizacja-mniejsza

Przez ostatnie tygodnie traktowałam swój dom gorzej niż namiot. Namiot przynjamniej nosi się ze sobą.
W każdym razie wróciłam.Przynajmniej do następnego wyjazdu. Nadal mam nadzieję, że rzucę na kolana ekipę jury od konkursu pani Blondynki Pawlikowskiej moim opowiadaniem na temat „Podróż życia” i wyjadę za granicę gdzieś dalej niż do Włoch.
Te Indie byłyby całkiem w porządku.
Pod tym względem jednak mam wrażenie, że w jakis sposób jestem podobna do Adriana Mole’a, lat 30 i 1/4 i wcale mnie to nie cieszy. Co jak co, ale Adrian Mole jako posta książkowa wzbudza moją głęboką irytację, czasami nakrapianą współczuciem. Jak można by człowiekiem takim jak Adrian Mole? Jeśli taki istnieje na tym ziemskim padole, to mam szczerą nadzieję, że nigdy się nie spotkamy.
Serio.

[!] Mam gigantycznie postanowienie. Nauczę się programowa pralkę do końca wakacji. I przejdę ostatnią misję Frozen Throne'a. I oddam książki do antykwariatu. Te sprzed roku też.

Moje siotry cioteczne zwane Alinami (mieszkają koło Włoszczowej i co tydzień jeżdżą tam na zakupy; w dzieciństwie jeździłam z nimi – ha, szpan) przerażają mnie z wiekiem co raz bardziej. Pamiętam, że już jako banda dorastających dziewczątek miałyśmy kupę inwecji twórczej i odwagi, za to zero jakichkolwiek barier bezpieczeństwa. I wyrosłyśmy na co wyrosłyśmy.
Ostatnio wlazłam do nich do domu i zastałam je w nowych fryzurach. Ciotka na boku powiedziała mi, że strzygły się same nawzajem, doś niedawno i miały przy tym kupę zabawy. I to mi pokazało, jak bardzo stetryczałam (i sama nie wiem kiedy to się stało?!), bo mnie by chyba zabrakło fantazji i co najważniejsze, jaj, żeby ostrzyc Zone i/bądź vice versa.
I chrzani tę prześwitującą łysinkę. Liczy się zabawa.
Poza tym nie było jej wida aż tak bardzo.

Zza firewalla dochodzą mnie dziwne huki i nie mogę zidentyfikowa, czy to burza, czy sąsiedzi strzelają petardami. Co raz dziwniejsze te petardy.

W rodzinie pojawił się nowy osobnik. Facet idealny dla mnie. Wbudowany organizer, pozwala wyżywa się twórczo, zapewne będzie ze mną spał w jednym łóżku. Jest małym japończykiem i nazywa się Jin. Jedyną jego wadą, jak na razie, jest fakt, że pracuje na systemie o wdzięcznej nazwie Wiśta!, która, zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jak każda kobieta, która pięknie wygląda, jest zła i mroczna. Pewnie po tatusiu.
I nie działa mi literka „c” z kreseczką. To którsze „ci”. No... Co zapewne już zauważyliście.

♪ "Building a mystery" - Sarah McLachlan
[lepsza od pani Meluy jak dla mnie]

12 sierpnia 2007 [15:45:46]

[Główna]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

Kulka przed wyjazdem przyszła się pożegnać. Zostawiła po sobie książki (pretekst, żeby się kiedyś NA PEWNO jeszcze spotkać). A! I przypinkę z Garfieldem, którą niespodziewanie wyciągnęła z tylnej kieszeni spodni, po czym powiedziała, że jest specjalnie dla mnie. I jak tu nie kochać?
W każdym razie w naszej znajomości najśmieszniejsze jest to, że przez jakieś cztery lata mieszkałyśmy niemal obok siebie, ale że żadna z nas nie jest raczej typem przemieścianego blokersa, tak więc nie spotkałyśmy się. Tym bardziej, że na jej domu widniał wielki, żółty napis „STOMATOLOG”, co, jak szanowna gawiedź na pewno wie, odstrasza lepiej niż krucyfiksy, pentagramy i Doda na okładce czegokolwiek. No i tak jakoś się złożyło, że Kulka zjadła u mnie śniadanie na balkonie dopiero niedawno. Morał należy wyciągnąć sobie samemu.
Martwię się o nią. Naprawdę. Jak już mówiłam, Kulka ma zmysł orientacji w terenie gorszy od ślepca, także zagrożenie dla niej stanowią wszelakie centra handlowe, uliczki i ulice (nawet te świetnie oznakowane) oraz reszta podstępnych rzeczy, którymi nasza stolica jest wypełniona. Chociaż wierzę, że jak trafi do przystanku autobusowego, to już dalej sobie poradzi.
Jak zaczepi was kiedyś jakaś dziewczyna i zapyta „Przepraszam, w którą stronę Pałac Kultury?” stojąc do niego tyłem, to na pewno Kulka.
Ech… Już mi się za nią tęskni…
Skubana, sobie do teatru chodzi…

Ja mam jakąś mobilofobię. Boję się wsiąść do auta od strony kierowcy. Ustępuje kiedy zwalniam sprzęgło i dodaję gazu co prawda, ale co przeżyję czekając na instruktora to moje. Później jest tylko Wielka Improwizacja, czyli to, w czym czuję się najlepiej.
Wielkim minusem wszelkich improwizacji jest to, że nie zawsze wychodzą.
Także mam mobilofobię (i skrzyżowaniofobię! O, jaką ja mam skrzyżowaniofobię...). I motywację. Szwagier Czatal obiecał, że da mi się przejechać UAZem jak już zrobię to prawko. Ha. Haha. HAHAHA!
Właściciel zielonego, wyciągniętego sweterka: Nie martw się. Jeszcze trochę i wyjdziesz z tego auta ze słowami „Wychodzę! To jakiś tutorial dla noobów jest! Jaki pan ma level w ogóle?!”
Właściciel ZWS człowiekiem wielkiej wiary jest.
Także amen. Żeby nie było.

♪ "Fragile" - Lacuna Coil
[miałam tu wstawić ulubioną ostatnio piosenkę Szaciego - "Ela" ["Ander ma ambrela, Ela, Ela, E - E!"], ale zapewne by mnie dotkliwie okaleczył, a ja nie mam skłonności ani do sado ani do maso. miałam też wstawić "Białą mewę" autorstwa Właściciela ZWS ["(Bo!)Biała mewa, biała mewa, biała mewa od dziecka była czarna"], ale musiałabym dołaczyć tez plik mp3, którego nie posiadam. "Białą mewę" trzeba usłyszeć. Tak jak resztę twórczości Właściciela]

24 sierpnia 2007 [11:04:29]

[Główna]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Takiego niedosytu po koncercie jeszcze w życiu nie miałam. Niedosyt wielkości Gwiazdy Śmierci. Niedosyt, który wyżera od środka jak robaczki w „One point 0”. Niedosyt trawiący wnętrzności, palący trzewia, taki, który można określi jeszcze wieloma innymi patetycznymi określeniami.
Albo jedynym, prostym „Ej, kurna, nooo…”

Reggeneracja w Czeladzi. Brzmi pięknie. Brzmi gorzej, kiedy zaczyna się ustalać kwestie dojazdu i powrotu (utrudnienie: brak auta, statku kosmicznego jak i odrzutowej wanny trzystulitrowej). Połączenie Zawierciowo – Czeladź żadne. Zawierciowo – Będzin City już lepsze, co nie znaczy, że dobre. Ale przynajmniej istnieje.
I tym sposobem spóźniliśmy się na dwa pierwsze zespoły w tym Tomato (co Marcin G. wybaczył, ale ja sama sobie nie wybaczę…). Ale zawsze był jeszcze Koniec Świata.
Ujmijmy to w ten sposób.
Konieć Świata był jednym z zespołów, który bardzo, bardzo chciałam usłyszeć na żywo. Odkąd tylko ich usłyszałam pierwszy raz. Nie chodzi nawet o to, że „Koncerty są miarą artysty” jak to powiedział kiedyś ktoś względnie mądry, ale o to, że na koncertach muzykę czuję się pięć razy bardziej. Przynajmniej ja tak mam. Także skoro KŚ ruszało mnie mocno, kiedy płynęło z moich głośników wielkości stołka barowego, czułam, że koncert to będzie coś.
I było. Pomimo tego, że zasilanie wysiadło i ciągle coś było nie w porządku z monitorem (…). Dla mnie to tam mogli nawet grać bez prądu, acustic version, mogliśmy nawet wszyscy siąść pod ta sceną na wzór ognisk harcerskich i drzeć się w kółko „Jeszcze mamy rewolwery” przez godzinę, wielkie, krzyczące i tłuste WHATEVER.
„Rewolwerów…” się nie doczekałam. Ani „Granatu…”. Ale była za to „Symfonia na sprzedaż” i „Zanim czas splunie nam w twarz”. Wielkie, krzyczące, tłuste WHATEVER. Ubawiłam się.
Podejrzewam, że w/w piosenki grali na bis. A nie doczekałam się, bo trzeba było się zbierać z powrotem. Mieliśmy w perspektywie albo zrezygnować z ostatnich 15 minut koncertu, albo kiblować na dworcu w Bedzin City ponad godzinę do 23.17. A zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jest to miejsce, gdzie nie pomogłyby nawet Trampy Galadrieli +4 do szybkości. Tym bardziej, że nasz Mag bitewny jest pacyfistą, a w reszcie drużyny też raczej ukryty morderca nie drzemie. Ani nawet Super Krowa.
Także złożyliśmy koncert w ofierze za nasze życia. I poszliśmy sobie.
Niedosyt. Mówiłam.
I tak baliśmy się przejść przez ten dworzec. Kto widział dworzec w Bedzin City, ten wie.
A i tak szczytem wszystkiego jest szyld „Lombard, Sex Shop, Kredyty”.

[upgrade]
To zdjęcie mówi wszystko. Autorstwa Kuu. Nie pozowałam.

♪ "Zanim czas splunie nam w twarz" - Koniec Świata
[oczywiście...
ale jakbym znała tytuł i wykonawce piosenki, którą grali w podkładzie w przerwie, to by sie tu pojawiła. Tekst szedł tak: "Opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą awokado".
I morda cała w uśmiechu.]

26 sierpnia 2007 [12:25:40]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Zagadka z serii „Co to jest?”
Fiolka zaczyna przekopywać allegro w poszukiwaniu nowego szalika, wraca jak synowa marnotrawna do swojej najlepszej przyjaciółki Kordełki i najchętniej egzystowałaby zakopana pod nią bez konieczności robienia przerw na wyjście dalej niż do lodówki i kibla. Ma ochotę czytać „Rok 1984” bądź cokolwiek Kinga, zamiast tego ogląda serie anime, a najczęściej odtwarzanym utworem na iLlidanie jest „The harder they come” (Oakenfold, Furtado, Tricky). Połknęła już pierwsze dwie tabletki o wdzięcznej nazwie „Rutinoscorbin”. A, właśnie… Herbatę z cytryną da się przedawkować?

♪ "Over the madness" - Paradise Lost

31 sierpnia 2007 [19:38:43]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||