. improwizacja-mniejsza

Zwyczaj wakacyjno - pustelniczy

O, internet.
Nie to, że przyjechałam do Kroke specjalnie, żeby sobie po sieci pohasać.
Naprawdę nie o to chodziło.

Gdybym posiadała w domu ów dobrodziejstwo i chciała pisać tu, na czym polega teraz moje życie, to „Improwizacja” zmieniłaby się w bloga z masą recenzji książkowych, w których mogłabym się powymądrzać i poudawać, że się znam.
Po pierwsze – nie przenośmy pracy do życia prywatnego, jak to mówią niektóre gwiazdy Hollywood pod obstrzałem paparazzi. Ostatnio staram się ograniczać wymądrzanie do tych kilku tekstów, do których prawa przejmie mój Żywiciel. Zdrowiej dla ludzi, którzy są zmuszeni ze mną koegzystować w „naprawdę”.
Po drugie – Tak naprawdę nie przeczytałam nic, co by mi zabrało oddech na kilka chwil, albo chociaż rzuciło o ścianę. Staję się co raz bardziej krytyczna. Jeśli chodzi o to, co samej uda mi się spłodzić, staję się krytyczna dwa razy bardziej. „Dzieuo Rzyci” powoli staje się dla mnie tym, czym dla Axl’a z Guns’ów „Chinese Democracy” – dzieckiem dopieszczanym, po którym wiele się oczekuje, w efekcie będącym li i jedynie dzieckiem najzwyklejszym. Ostatnio po raz kolejny poprawiałam fragment, który powstał trzy - cztery lata temu. Stwierdziłam, że nadal nie umiem pisać powieści, a odsyfianie tekstu z nastoletnich naleciałości jest trudniejsze niż napisanie go od nowa.
Po trzecie – Tak, moje życie wypełniają książki. I znajomi. I wyjazdy. Nie mam nawet wiadra neta, żeby sobie „Fineasza i Ferbsa” na kreskówkach pooglądać. Muszę to robić, o zgrozo, przy użyciu TELEWIZJI. Jeśli chodzi o gry, to jestem tak zdesperowana, że drugi raz przechodzę Warcrafta III (Maiev dalej mnie wkurza).

Nie ma co siedzieć w domu. Zdecydowałam, że jadę na Litwę. Może tym razem znajdę długopis z głową Wieszcza na sprężynce.

[♪] Paramore - [Twilight (OST)] "Decode"
(Riff, proszę państwa! Niestety, w reszcie utworów tej kapeli brak tak porywającej gitary)

23 sierpnia 2009 [21:13:02]

[Zwyczaje Fiolkus Fasolkus]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Nie ma to jak brokatowa skóra

Już wiem, czemu przez całe życie darzyłam wampiry średnią sympatią i wolałąm książki o Elfach.

Dobry hint sponsorowany
„Zmierzch”, moi drodzy. Autorstwa Stephenie Meyer. To, czym zachwyca się żeńska część naszej planety. Przeczytałam. Jeszcze nie zdecydowałam, co zrobię z trzema pozostałymi częściami przytarganymi przez Siostrę Doktor, ale pierwszą mam za sobą. Obejrzałam też film. Zrobiłam wywiad środowiskowy. Ludzie, którzy nie czytali książki uważają, że jest beznadziejny.
Wniosek jest prosty. Film ów staje się przyjemny dopiero, kiedy mamy porównanie z... mniej przyjemną wersją papierową. Wersją, w której jakakolwiek akcja zaczyna się po trzystu stronach o tym, że on chce ją pocałować, ale nie może, bo się boi, a ona chce go pocałować, chociaż też się boi, ale bardziej tego, że on jej jednak nie pocałuje. Wersją, w której Edward zachowuje się bardziej jak irytujący trzynastolatek z rozdwojeniem jaźni, a nie ktoś, kogo moja polonistka nazwałby „rozdartą sosną”. Wersją, w której znaczny procent treści zajmują wyrażenia takie jak: „aksamitny głos”, „łobuzerski uśmiech”, magnetyczne spojrzenie” i „młody bóg” (kolejność alfabetyczna). I wreszcie, wersją, w której nie ma podkładu muzycznego.
Bo i score, i OST w „Twilight” przyjemny jest. Ale tylko przy odpowiedniej pogodzie.

[apdejt]
Gdzieś przeczytałam, że autorka ma zamiar dopisać część piątą, która będzie opowiadać o dziecku głównych bohaterów.
W takim razie podziękuję. Zatrzymam się na części pierwszej.

[♪] Carter Burwell - [Twilight (The Score)] The Skin of a Killer

25 sierpnia 2009 [10:44:48]

[Mniejsza Propaganda]

tu! tu pyknij! (13) || Wyślij wiadomość ||