. improwizacja-mniejsza

Szczęka mi przed chwilą opadła z hukiem na podłogę.
Dysk twardy z SONNYego, po pięknych czterech latach pokornej służby, wyzionął to, co zwykle wyziewają dyski twarde i tak po prostu sobie zdechł. Odszedł nagle, wszak tylko zrestartowałam SONNYego. Ale odszedł, zapewne tam, gdzie odchodzą wszystkie zbuntowane maszyny, gdzie ludzi – bateryjek do czerpania energii im nie zabraknie. No i w porządku, PiS & lewe, lewe loff, jedyne za czym mogłabym tęsknić, to druga część płyty z „Notre Dame de Paris”, którą postanowił zabrać ze sobą bezpowrotnie.
A teraz wyobraźcie sobie, że te trzy tygodnie temu Jin ze swoją pojemnością 200GB mi z nieba nie spada, nie kopiuję wszystkich swoich badziewi i nie mam backupu. Tyczy się to wszystkich zdjęć, szablonów, sejwów z gier i tak dalej. Tyczy się to folderu o wdzięcznej nazwie „Dzieuo Rzyci” i wszystkich pliczków w nim zawartych, które tworzą ok. 100 stron A4 w/w Dzieua.
Moja krew zrobiła przez chwilę efekt slow motion i okrasiła to bullettime, nie wiem jak wasza.
I kto mi dzisiaj powie, że Bóg nie istnieje, albo że zupełnie nie obchodzi go los jednostki, tego wyśmieję.
Bo Szefa obchodzi nawet los jednostki centralnej. O!

Kolejnym dowodem na jego istnienie jest to, że ostatnio jazda samochodem wydaje mi się naprawdę przyjemna. Szczególnie na trasie z Częstochowy o godzinie 9PM. Księżyc świeci, w radiu grają Stinga, instruktor jest w stanie hibernacji (ale wystarczy coś zrobić nie tak i system się uruchamia, sama nie wiem jak to robił…), a ja jadę, jadę, jadę z bananem na mordzie. I wtedy życie wydawało się nawet całkiem do rzeczy.
Skorzystałam z okazji i stwierdziłam, że koniec ze stresowaniem się przed byle wsiadaniem za kółko.

[!] Odpowiedź na zagadkę z poprzedniej notki brzmi:

JESIEŃ

Jako, że nikt na to nie wpadł, zachowam nagrodę główną dla siebie.

♪ "Over the madness (String Dub Mix)" - Paradise Lost
[idziem za ciosem]

1 września 2007 [18:05:24]

[Główna]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Nie podoba mi się to.
Pan Profesor od Matmy postanowił zostać sobie jakimśtam dyrektorem w jakiejśtam szkole i nas zostawił. Dali nam Brend Nju Profesora, który pragnie UCZYĆ i naprawdę STARA SIĘ to robić. Dzisiaj na pierwszych dwóch lekcjach na przykład. Tłumaczył nam funkcje wielomianów i nie wierzył, że kompletnie nie wiemy o co tak zwane kaman. Myślał, że sobie żartujemy. I vice versa z resztą, bo my też myśleliśmy na początku, że żartuje, kiedy powiedział o odpowiedziach ustnych z pięciu ostatnich lekcji i sprawdzianach wiadomości. I o ile my załapaliśmy w lot, że to jednak nie jest belferska wersja „Mamy cię!” o tyle on jeszcze nie zarejestrował faktu, żeśmy kompletne, matematyczne tłuki z humana plus biolchem gratis.
Nie jest wesoło.
Tak cicho na matmie jeszcze nigdy nie było (zadał pytanie o jakąś „prosta regułkę”). Tak spanikowanej miny Masłoski Senior nie miał jeszcze nigdy, nawet wtedy, kiedy Prof. Dżej (wychowawczyni z resztą) wywołała go do odpowiedzi z historii, bo dobrze wiedziała, że się nie przygotował (miał jasna sytuację na koniec - same bdb, to się nie uczył). Wywołała go z miną Lorda Wadera, który mówi do Luka „I’m your father”. To znaczy na pewno taką miał pod tym garnkiem. Zadała mu dwa pytania, pozwoliła się spocić, po czym powiedziała, że żartowała.
Zastanawiamy się nad klasowymi zajęciami wyrównawczymi. Wyrównawczymi do podstawy programowej oczywiście, bo jakbyśmy się zaczęli równać do najlepszych w klasie, to pewnie zostałoby jak jest.
Ogólnie nie jest wesoło.
To znaczy jest, ale głównie na przerwach. Właściciel Zielonego Wyciągniętego Sweterka oficjalnie zmienia ksywkę na Wiosełko. Zwierzył mi się ostatnio, że kiedyś grał w Linejdża pod nickiem Małe Różowe Wiosełko. No i urzekł mnie tym faktem. Po raz kolejny.

…a tak poza tym to w moim planie na ten tydzień są same okienka praktycznie. A jak nie okienka to lekcje organizacyjne. I co się wtedy robi? Pisze. MR. Wiosełko na przykład rozpisuje nuty. Fiolka na przykład tworzy krótkie utwory literacko – muzyczne. Do poezji jakoś się zmusić nie mogę, a MR. Wiosełko powiedział, że skoro już zajmuję się lepieniem słów w jakieś formy o w miarę uporządkowanej strukturze (nawet jeśli struktura owa przypomina bardziej gumowego kurczaka oblanego miodem i nierównomiernie oblepionego sezamem niż katedrę Notre Dame) to mogłabym napisać coś pod dźwięki.
Od trzech tygodni zastanawiam się, dlaczego sama na to wcześniej nie wpadłam.

MR. Wiosełko: a już umiem całe wrony :D i w ogóle ..nie wiedziałem jak oni grają tę piosenkę bo mnie tam po 4 taktach tak kciuk bolał że nie mogłem… ale wymyśliłem że oni wykorzystują takie fajne urządzenie zwane Capodaster
MR. Wiosełko: a ja je mam :D:D i dzięki temu urządzonku to zagram całe już muheehh xD
Guru twierdzi: :D zaśmiałeś się jak Imperator
MR. Wiosełko: *oddycha jak vader* kto, ja ?

No więc sobie z MR. Wiosełkiem tworzymy. On swoje dźwięki, ja swoje słowa. I to jest wesołe.

♪ "Wrony" - COMA
[MR. Wiosełko: "Napewno będzie szkoła, to ja dostane banię, niepokój rośnie w moich snach"
MR. Wiosełko: new edit version xD]

4 września 2007 [23:08:28]

[Główna]

tu! tu pyknij! (6) || Wyślij wiadomość ||

Jedynym ratunkiem reggae. I herbata z cytryną. I czytanie książek. No, bo przecież tłuczka można dostać od tej pogody…

Wypełniłam już trzecią deklaracje maturalną swoim życiu. Jak dostanę jeszcze dwie, to słowo daje, wpiszę jako język obowiązkowy mandaryński – rozszerzony, jako język dodatkowy starogermański na podstawie. Do tego historia obuwia na podstawie i technologia betonu w skromnym rozszerzeniu.
Wątpię, czy ktokolwiek zauważy.
Wszyscy maja obsesje na punkcie mojej matury. Co przestało być śmieszne i urocze odkąd Proff Dżej Dabliu wręczyła nam 16 stron A4 o powstaniu listopadowym do wykucia na czwartek plus mały bonusik, powtórka z prahistorii na wtorek. Stało się tragiczne, kiedy Wielki Eduardo zabronił mi się zapisać do sekcji wspinaczkowej, bo „dwie godziny w tygodniu maturzystki spędzone na jakimś głupim wiszeniu na sznurku to marnotrawstwo dowodzące nieodpowiedzialności i niedojrzałości tejże maturzystki„. Może nie powiedział tego dokładnie tymi słowami, ale gdyby miał więcej czasu na reakcję, na pewno by to zrobił.
Niech to się już skończy.

Ale jak na razie, parafrazując jednego z naszych oświeconych polityków, niestety, rok szkolny trwa i trwa mać.
Hallelu-yah, po prostu.
Jadę do Zone. I nie obchodzi mnie, że jest już ciemno, a z nieba leci jakaś niedorobiona wersja beta deszczu. No bo jak można taką popierdółkę deszczem nazwać(?!)...

♪ "Comatolerancja" - COMA

8 września 2007 [19:34:09]

[Główna]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Po alkoholu wychodzą z ludzi takie rzeczy, że próżno oczekiwać czegoś takiego na trzeźwo.
To znaczy mam na myśli to, co wychodzi z nich koło drugiej - trzeciej nad ranem gdzieś przy stole zalanym wódką, ze zmiażdżonymi brzoskwiniami wymymłanymi z równie rozmiażdżonymi winogronami. Nie to, co wychodzi z nich o 22 – 23 pod murkiem, albo w krzakach i przypomina jeszcze bardziej rozmymłane brzoskwinie i winogrona.
Bo ludzie o tej godzinie zaczynają opowiadać swoje historie i, kiepując do kieliszka kumpla, odpowiedzą ci na każde pytanie, bo jest im właściwie wszystko jedno. I co z tego, że tu przebarwią, tam nadkoloryzują, wyciągniesz z tego promile i będziesz miał prawdę, jakiej nie zaznał nawet od nich ksiądz na spowiedzi wielkanocnej. A odsączony alkohol wlejesz do kieliszka z popiołem.
Jedyny warunek: trzeba być na tyle cześwym, żeby zapamiętać, podzielić przez ilość promili we krwi rozmówcy i nigdy nikogo tym nie szantażować. Bo drugi raz nie wyjdzie. Właściwie, najlepiej być trzeźwym w ogóle.

Sacrum et profanum.
Bo ”Wbrew myśli świętej Bóg kocha chorych na AIDS”, jak to śpiewał Tomasz Żółtko. I tych rzygających na pomnik Nieznanego Żołnierza też.

"Everything" - Lifehouse

22 września 2007 [14:30:10]

[Główna]

tu! tu pyknij! (7) || Wyślij wiadomość ||

Moje jesienne smutki to karnawał w Rio de Janeiro w porównaniu z doło-presjami, które łapały mnie jeszcze dwa lata temu. Tym się pocieszam. Humor poprawiam sobie kawą z guaraną. A raczej zapachem guarany, bo nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek zadawał sobie trud produkcji guarany w proszku. A w nocy śniły mi się Himalaje. Człowiek gópjeje na starość przed maturą.
A propo. Historię powtarzam z sagi „Narrenturmu”. Przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że się nie uczę. Za to nie mam pojęcia jak zdam tę drugą historię. Będę musiała wykorzystać jeden z należnych mi cudów. Wydałam którąśtam z kolei ostatnią kasę na biografię Wysockiego i poezje Mickiewicza. Człowiek gópjeje.

A tak poza tym to odkryłam, że nie umiem jeździć autem.
I nie mam z kimś iść na studniówkę.
Ale to nic, byle zdać, byle iść, byle robić coś poza odkopywaniem się z kserówek z historii. Sześć godzin w tygodniu.
Jestem matematycznym matołem, zupełnie jak Moony. Ale dobrze mi z tym. Bo matmy mamy tylko godzinę i już przyzwyczaiłam się do myśli o dopie na moim świadectwie maturalnym.
Ale co ja se mam z matmą zrobić za dziesięć lat, pytam się? Żydów przez wielomian dzielić?! Przyłączyłam się do stowarzyszenia Matmy Kijem Nieruszających. Z tym też mi dobrze.

A najlepiej to mi było wczoraj, na środku osiedla, na ławce, kiedy MR Wiosełko grał na gitarze „Wrony”. I śpiewał. No, dobra. Liśmy. Śpiewaliśmy.

♪ "Eternal" - P.O.D.

30 września 2007 [10:40:55]

[Główna]

tu! tu pyknij! (11) || Wyślij wiadomość ||