. improwizacja-mniejsza

Litwo! Oczyzno jego!

Fakt, bardzo chciałam wrócić do Uzupis (zwanego również „Republiką Zarzecze”). W najśmielszych snach nie przypuszczałabym jednak, że będę miała tam swoją bazę wypadową na Wilno. Trzy dni, bo trzy dni, ale zawsze to trzy dni.
[!] Litewski chleb nadal jest najlepszy na świecie.
Z okazji mojego powrotu do kraju, który Wieszczu do „zdrowia” porównał, skleciłam piękne foto – story z komentarzem, przy czym ostatnie zdjęcie (wybaczcie) nie będzie przedstawiało całującej się pary. Zdjęcia robiłam własną, prywatną komórką. Pomimo szpanerskiej plakietki „cyber shot” na obudowie nie jest aparatem, chociaż bardzo się stara. Ja sama nie jestem fotografem i, jak widać na załączonych obrazkach, nie mam najmniejszych szans nim zostać. Poza tym zdecydowałam się nie umieszczać miniaturek, jeno linki. Z wielu powodów. Koniec przekazu, odbiór.

Uzupis
Moje ulubione miejsce w Wilnie. Jak widać – ogłosili niepodległość i nazwali się „Republiką Zarzecze”. Podobno mają własnego prezydenta, hymn i godło. Dzielnica artystyczna. Mnóstwo sklepów z astronomicznie drogim rękodziełem w budynkach ze złuszczającym się naskórkiem.

Od strony Starego Miasta do Uzupis prowadzą mosty. Widziałam dwa. Oba wyglądają podobnie – mam na myśli te balustrady obwieszone kłódkami. Taki zwyczaj poślubny: młode małżeństwa grawerują na nich swoje imiona i datę ceremonii, po czym zawieszają je na mostach Republiki. Kluczyki chyba trafiają do rzeki, nie jestem pewna.

Zawsze fascynował mnie ten wileński kontrast (hint: To w słońcu jest bardziej zadbane niż to w cieniu). Ja wiem, że i w Kroke można podziwiać obskurne kamienice na tle migoczących w słońcu biurowców. Nigdy jednak nie rzuciły mi się w oczy tak, jak stare, porzucone domki z drewna, często bez okien i dachów. Typ izba + kuchnia z piecem. Niektóre z nich pewnie dobrze pamiętają czasy dziadzi Lenina. Niestety, nie wpadłam na to, żeby uwiecznić je na zdjęciu.

Konstytucja Republiki wisi na ulicy. Wydaje mi się, że dwa lata temu, były tam tylko trzy, albo cztery tablice. W każdym razie nie przypominam sobie, żeby była taka w wersji polskiej. No, i jidysz (w tym momencie wileńska edycja mojej podróżniczej zabawy „Let’s find something jewish” dobiegła końca).

A to już poza Uzupis. Bardzo ważny element wycieczki. Most pod którym spaliśmy po całonocnej podróży. W hostelu mogliśmy zostawić rzeczy co najwyżej. Pod mostem jest rzeka, którą nazwaliśmy pieszczotliwie „Wisłą”, chociaż woda była brudniejsza i nie było tylu ludzi, co w Kroke. W zasadzie ludzi nie było wcale i mocno byliśmy tym faktem zdziwieni. Położyliśmy się pomiędzy rozbitymi butelkami nic nie podejrzewając. Dopiero po dwóch dniach odkryliśmy, że po drugiej stronie mostu (swoją drogą to jedyne zdjęcie, które przez przypadek wyszło, jakby było robione z jakimś zamysłem artystycznym), jeszcze przed tymi biurowcami, są całe połacie zielonej trawy do leżenia i nawet nie trzeba uważać na szkło, czy resztki gnijącego jedzenia.

Lista rzeczy, które zdecydowanie warto odwiedzić.
Po pierwsze: sklep, w którym można kupić papieża. Zaraz przy Ostrej Bramie. Kiedy wlazłam, okazało się, że to raczej jakiś rodzaj wystawy figur woskowych, chociaż nie jestem pewna, bo nie posiedziałam tam zbyt długo. Wyprosili mnie, kiedy zaczęłam robić zdjęcia trójwymiarowej wersji „Ostatniej Wieczerzy” da Vinciego. Zdjęcie wyszło zamazane.
Po drugie: muzeum KGB przy alei Gedimino. Trafiliśmy na wystawę dotyczącą ofiar. Otworzyli piwnice, w których mieściły się cele. Można poczytać napisy wyryte na ścianach przez więźniów. Po polsku. Wejście do muzeum państwo rozpoznają po charakterystycznych autku.
Po trzecie: kibel. Dla wyjaśnienia dodam, że naprzeciwko kibla jest kościół Świętej Trójcy. TEN kościół Świętej Trójcy. Serio.
Po czwarte: Mak Donald’s. Kolejna rzecz, za którą uwielbiam Litwę. W całym kraju jest tylko siedem (słownie: siedem) Mak Donald’sów. Albo coś koło tego. W dodatku nie ma tam tłoku.

I na koniec bonus. Ktoś mnie pytał, czy to prawda, że w więzieniu Konrada urządzili hotel. Odpowiedź brzmi: zaiste. Raz, dwa, trzy. W tym miejscu cytowaliśmy Mikiego, co kto pamiętał. Pamiątek z jego podobizną nadal nie produkują. Chyba sama muszę sobie zrobić tę koszulkę.

Następna wyprawa na północ za miesiąc. Tym razem na tydzień. Ach, te projekty młodzieżowe finansowane przez łUnię. Skoro mnie do niej wepchali, to przynajmniej sobie popodróżuję za jej pieniądze.

[♪] Nightwish - "The Islander" (nawet z wokalem może być)

4 września 2009 [17:06:33]

[Powsinoging]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Moje książki znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Najgorsze jest to, że nie odczuwam ich braku. Czuję się jak bohaterka jakiegoś trileru: jedna z tych, którym wykasowano pamięć i dopiero w końcowych partiach filmu inspirowana jakimś szczegółem (czerwony balonik, logo ulubionego proszku do pieczenia itp.) przypomina sobie, że miała męża, trójkę dzieci i sześcioro rodzeństwa. Do liter końcowych zostało jakieś piętnaście minut, więc z ratowaniem całego tego tłumu ludzi należy się sprężyć.
Poniosło mnie.
Po pięciu minutach wytężania umysłu doliczyłam się dwunastu zaginionych książek – strach pomyśleć, co by było po pół godzinie. Statystyka przedstawia się następująco:
- 2 (słownie: dwóch) raczej już nie odzyskam. Machamy łapkami na pożegnanie do „Bridget Jones Diary”, którą pożyczyłam mojej wuefistce jeszcze w gimnazjum oraz „Czterech pór roku” pana Stephena Kinga - niegdyś wręczone Pani Szefowej Redaktor
- 1 (słownie: jedna), i mowa tu o „Harry’m Potterze i insygniach śmierci” została wypożyczona istocie humanoidalnej – i w zasadzie tylko tyle o tej osobie wiem.
- 1 (słownie: jedna) jest u Sy jako pretekst do spotkania się po latach. A tytuł jej „Klub Idiotek” – popełniła Laurie Notaro (jeśli ktoś myśli, że to ot, babska opowieść o przyjaciółkach i facetach, to niech lepiej przeczyta i nie bluźni; hint: jedyne felietony, które potrafiły doprowadzić mnie do łez radości).

Fakt powyższy zmusił mnie do stworzenia skomplikowanego systemu składającego się długopisu i żółtych post-it’ów, dzięki któremu nie zapomnę co i u kogo jest.

Zadanie na dzisiejszy wieczór: zaprojektować ładny exlibris.

[♪] Adiemus - "Song of the spirit"

14 września 2009 [12:14:24]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (8) || Wyślij wiadomość ||

Serfing jUeSOłeS

Komisja w składzie: Fiolka i Ja, wydaje oficjalne oświadczenie na podstawie dwudniowych obserwacji (jakiegoś zdechłego procenta) Internetu:
w tym sezonie modne są wampiry
Już nie Emo. Ale dalej mhrocznie.
Dziękuję.

[margines] Zderzenie z internetem po przymusowym odwyku jest bolesne. Nieużywany mięsień zanika - w tym wypadku chodzi o ten, który zazwyczaj redukował moją frustrację. Do poniedziałku muszę być w formie. O 8.00 a.m. rusza rejestracja na lektoraty. Wszystko za pomocą (auć...) Uniwersalnego Systemu Olewania Studentów (albowiem USOS to taka zelektronizowana pani biurwa, która zapytana nie odpowie przez pół godziny - co prawda, czeka się w kolejce we własnych kapciach i przeklinać można nie tylko pod nosem, ale irytacja skacze tak samo).[/margines]

[♪] Nigel Kennedy and Jaz Coleman - [The Doors Concerto] "Riders On The Storm"

18 września 2009 [19:07:29]

[Mniejsza Propaganda]

tu! tu pyknij! (9) || Wyślij wiadomość ||

Serfing jUeSOłeS dwa

Mimo najszczerszych chęci nie mogę zapisać się na lektorat.
Nawet się już zdecydowałam na jaki. Ale nie mogę. Nie mam za co. Kasyno nie wydało mi żetonów. Ciekawe czy będzie możliwość spieniężenia ich w sklepiku z gadżetami ÓJotu, jak wszystkie miejsca mi już zajmą (żeby mi chociaż koszulkę dali).

A teraz informacje z gminy.
Moja Babcia z Ciocią od tygodnia stosują terror, w celu nakarmienia mnie absurdalnymi ilościami jedzenia. Nikt nie byłby w stanie tego pochłonąć: ani studenci, ani gigantyczna ameba, ani mityczne „głodne dzieci z Afryki”, którymi Mum zawsze starała się wzbudzić moje wyrzuty sumienia, kiedy odmawiałam konsumpcji wieczornej porcji strawy.
Babcia i Ciocia stanowią straszne połączenie, coś jak Megatron i Starscream.
Tutaj właśnie następuje apel: to, że wasze pierogi (mroo.wav) i serniki (mroo.wav) powinny być wpisane na listę światowego dziedzictwa nie daje wam prawa wystawiania mojej słabej, silnej woli na pokuszenie. Po zjedzeniu dwóch hot-dogów domowej roboty w żołądku naprawdę nie mam miejsca na nic więcej.
Aczkolwiek nie mam nic przeciwko sernikom na wynos i odgrzewanym pierogom.

Pora wrócić do domu.

[♪] Rodrigo y Gabriela - [Re-Foc] "Temple Bar"

21 września 2009 [11:20:25]

[University Show]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||