. improwizacja-mniejsza

W Doktorze Hałsie zakładanie wenflonu nie boli

5.47.
Rano. Świta. Pierwsze ciężarówki zaczynają radośnie tłuc się za oknem przemierzając drogę krajową (tu wstaw numer).
Do sali szpitalnej wchodzi xiądz w słusznym wieku.
- Czy tutaj ktoś do komunii świętej?
Nie. Nie tym razem, proszę Pana xiędza.

Okazało się, że po zaaplikowaniu śmiesznej substancji chemicznej zwanej potocznie "głupim Jasiem", w ogóle nie jestem zabawna.
Wlk. Eduardo na przykład upierał się, że dojdzie na salę zabiegową o własnych siłach. Początkowo szło mu całkiem nieźle, ale później podłoga niespodziewanie zaczęła falować i po krótkim odcinku pokonanym artystycznym zygzakiem został nabrany na wózek przez Siostrę Lekarz (której gratulujemy refleksu).
Wspomniania Siostra Lekarz obstawiała, że naćpana mówić będę prawdę, samą prawdę i tylko prawdę więc przyszykowała sobie szereg pytań. Liczyła jeszcze, że uda się mnie przekonać do zapisania jej wszystkich części "Zwiadowców" (musiałabym być chyba naćpana I niepoczytalna jednocześnie).
Timon zwany Wązkim odegrał piękną scenkę musicalową, w której śpiewam "Madooonnoooo! Czarna Madooooonnooo!".
Ale nic z tych rzeczy.
Ja po prostu kulturalnie zaczęłam przysypiać. Z małą przerwą na pełen wrażeń przejazd przez szpital, który moja percepcja chyba odebrała jako rundę porządną kolejką górską. Przynajmniej sądzę tak po odgłosach, które wyrywały się z mej młodej piersi raz po raz (cytuję: "ziuuuu!"). W zabiegu podobało mi się absolutnie wszystko, począwszy od młotka, którym rozbijano mi nos, skończywszy na chrupaniu wydawanym przez łamane chrząstki (w tamtym momencie wydawało mi się, że ustawienie takiego dźwięku na komórce jest genialnym pomysłem, o czym nie omieszkałam poinformować chirurga).
A "Zwiadowców" zapisałam chirurgowi właśnie.
No, prawie.

Republika [Koncert w Trójce] - "Telefony"

1 września 2011 [8:29:01]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

Jako że nie zamierzam umrzeć w wieku 27 lat...

Gratulują sobie przytomności umysłu, że przed operacją zrobiłam sobie zdjęcia do dyplomu i paszportu. Aczkolwiek jak je dzisiaj obejrzałam po odbiorze i zobaczyłam, że co jak co, ale ich oprawie FotoSzopowej daleko do kunsztu to stwierdziłam, że już lepsze te operacje plastyczne.

Bo przecież XXI wieku każdy człowiek na ziemi przynajmniej raz musi to sobie zrobić. Uszy przyklepać na komunię. Tłuszczo odessać na ślub. Ot. A jako że nie każdego na to stać, pozostaje skorzystać z ofert refundowanych przez eNeFZet, których różnorodność we wrześniu dorównuje wielobarwności mundurów w przeciętnym klasztorze. I tak, mając do wyboru przeszczep kurzajki, amputację trzeciej ręki i tak zwany nołs dżab, zdecydowałam się na to ostatnie.
Wszak wszyscy wielcy robią sobie operację nosa (albo po prostu umierają w wieku 27 lat). Zazwyczaj wręcz od tego zaczynają (od operacji - od śmierci zdecydowanie rzadziej). Może mi to jakoś pomoże w karierze i kiedyś będę prowadzić "Gwiazdy gotują na parze" (KMN bodajże prorokują, że taki twór powstanie).

Dobra, dobra, to była po prostu krzywa przegroda nosowa. Za to godna boksera zawodowego.
I o ile sama operacja była jednym wielkim, choć nieco mglistym pasmem ciekawych wrażeń, o tyle to, co się stało po zjeździe z przeciwbólowych spokojnie nadawałoby się do Drzyzgi.
Najbardziej boli to, że boli. Później to, że nie mam co liczyć na jakikolwiek wysiłek fizyczny. Po ostatnie zaś opatrunek, który skutecznie niweczył wszystkie moje próby złapania choć chwili snu. Wlk. Eduardo patrzył na mnie i zastanawia się, z jakiej kreskówki jestem. Siostra Lekarz, pomiędzy robieniem mi zdjęć, które później rozesłała do całej rodziny, wywnioskowała, że jestem Muminkiem. Wlk. E. na to, że wcale nie, bo Kotem TipTopem.
Tymczasem ja wsunęłam się w mój turkusowy szlafroczek, i staram się, zębami i nogami, trzymać zaleceń lekarza – leżę i czytam dużo książek. Jedna dziennie wychodzi.

...chociaż w sumie, wracając do tematu tych zdjęć, jak tak na siebie patrzę w lustrze, to chirurg musiał mieć rączki sprawniejsze niż Panowie z G3 cuzamen do kupy, bo nie zostawił mi na licu nawet jednego krwiaczka na pamiątkę.
Nie to, że się skarżę.

[♪] 12 Stones [Potter's Field] - "Far away"

5 września 2011 [17:32:10]

[Nudle w5minut]

tu! tu pyknij! (0) || Wyślij wiadomość ||

Jesienne słońce budzi we mnie Nocną Furię

Nikomu nie udało się przekonać mnie do polubienia jesieni. Nawet MR Wiosełko poległ. Szczególnie on z resztą – jego działania nie dość, że nie nauczyły mnie cieszyć się gorącym kubkiem kakao, kiedy za oknem deszcz pada poziomo, to jeszcze pogłębiły moją niechęć do jesieni w wersji słonecznej.
Jesień jest dla mnie jedną wielką hipokryzją. Szaro zimno i wieje, a jak już słońce wypełznie zza chmur, to człowiek i tak ma odczucie, że coś tu śmierdzi, coś tu jest nie tak, w tym świecie nie ma przecież nic za darmo. I wisi nad nim pewność, że za dwa dni słońca płacić będzie dwoma tygodniami pogodowej porażki.
Jesień to nic pięknego. W parkach tego uniwersum nigdy nie ma tylu liści, co w filmach. Tarzać się z nich nie sposób, bo tak jak nie da wyłączyć się grawitacji, tak i prawa Murphy’ego są nieprzebłagane – na pewno wturlasz się w jakiś zwierzęcy kał. I to rzadki. Podczas kiedy ty będziesz akurat w swoim nowym, jesiennym płaszczyku barwy fioletu. I jeszcze ktoś ci zrobi zdjęcie po czym skrzętnie otaguje je twoim nazwiskiem i wrzuci na fejsbóka.
Świeże kasztany może i są lśniące, ale poczekaj tak ze trzy tygodnie. Poczekaj tylko.

Nie dam się nabrać.
Kocyk. Kakao. Nahacz i sterta gazet. Jak pięknie jest robić coś innego niż poprawianie pracy licencjackiej.

[♪] Peter Gabriel [Scratch My Back] - "Listening wind"

9 września 2011 [12:24:08]

[Tajemnice Wszechświata]

tu! tu pyknij! (5) || Wyślij wiadomość ||

Kartka bez kartki i koperty

Idziemy z VViciem i VViciową ciemnym parkiem kieleckim. Wspominamy stare, dobre czasy. On w formie, riposty ma cięte jak zwykle, elegancko jedzie po bandzie. Mnie idzie gorzej, moją formę skutecznie nadwątliło wzruszenie, ja tak łatwo do siebie nie doszłam, po tym, co się działo na tej Kadzielni.
Żegnamy się, idę w swoją stronę, ku dworcowi. Ulica ładna, noc ciepła, miasto puste, echo dźwięków w uszach. Nucę pod nosem, młoda, genialna, cytując Czerwonego Wieszcza, w butonierce cośtam mam, ale nie wiem co, bo nie przyjrzałam się jeszcze dokładnie. Nie boje się, bo nic złego stać się nie może w takiej chwili, Mum. Z resztą, nawet jeśli miałby na mnie jakiś potwór wyskoczyć, to uprzedzi mnie o tym ta podejrzana muzyka, która zawsze puszczają w takich momentach w horrorach. Albo narrator coś chlapnie i domyślę się, że za rogiem czyha na mnie Ogromne Niebezpieczeństwo (zawsze się domyślam, za dużo książek przeczytałam w swoim życiu chyba).
Mum, bo tu jest tak, jak kiedyś opisywałam, że będzie. A moje opowiadania sprzed lat może były nieco depresyjne, ale nigdy nie potrafiłam napisać im tragicznego zakończenia i finalne było „jednak troszeczkę cudownie”, jak to Pan Nahacz mawiał. Jest tak, jak zawsze chciałam.
Oddychaj Mum. Nocne powietrze inhaluje najlepiej i najskuteczniej leczy alergię na zamknięte pomieszczenia.
Życzę Ci wszystkiego, Mum, jeszcze więcej wszystkiego. Bo hasło, że "już bliżej niż dalej" to tylko propaganda, żeby obezwładnić nasze mózgi jeszcze mocniej, jeszcze skuteczniej. Sama wiele razy mi powtarzałaś, że wszystko jest dla mnie (tylko trzeba się dla niego trochę spocić), ale to przecież nie tak, że TYLKO dla mnie, albo że obowiązuje jakieś ograniczenie wiekowe.
Zatem "wszystkiego" tego, co widziałaś w wyobraźni, ale nigdy "w naprawdę".


[♪] Yoav (feat. Emily Browning) [Sucker Punch (Original Motion Picture Soundtrack)] - "Where Is My Mind?"

19 września 2011 [21:30:49]

[Między 1.00 a 3.00]

tu! tu pyknij! (3) || Wyślij wiadomość ||

"Pokój nad światem", czyli Melina przy Szalom Awenjiu

Mam takie dzikie wrażenie, które co raz to dzikszym się staje, że moje życie działa na zasadzie "Zaczarowanego Ołówka" (taka kreskówka, która istniała wcześniej niż Kartón Netłyrk). Przypomnijmy, dzieciakowi wolno było mazać po ścianach, a co narysował, to nabierało namacalności.
Najlepsze jest to, że nie potrzebuję żadnego konkretnego narzędzia. I zdolności manualnych, co piękniejsze, bo zamiast garnków ze złotem dostawałabym wiadra z psim żarciem.
Mnie wystarczy słów kilka wklepać na komputer, ewentualnie wbazgrać w kartkę i to nawet z najpodlejszego rodzaju papieru. Bo oto znowu - jeszcze w kwietniu pisałam opowiadanie o wdzięcznym tytule "45 obr / min", a dzisiaj to wszystko mam wynajęte na własność, dzisiaj nawet te tłuste cielska tramwajów mam za oknem, które ze zgrzytem przewalają się po torach zżerając po drodze kolejnych pasażerów.
[!] Ale jest taki moment nocy, Droga Publiczności w Studiu, jest i poświadczyć za to mogę każdym z moich pikseli, że Szalom Awenjiu zamiera i tak po prostu, nagle, bez zapowiedzi przestaje żyć. Kto by pomyślał.

Okno mojego pokoju wychodzi na balkon. I to właśnie jest najpiękniejsze w tym wszystkim, bo znając moje zamiłowanie do leżenia na parapecie z nogą tudzież ręką nonszalancko zwisającą na stronę chodnika można było spodziewać się, że kiedyś jednak sturlam się nie na tę stronę co trzeba. Smutno by było, bo samobójstwo, mimo mody i ogólnego trędu, jakoś mi nie w głowie. A tak sturlam się na kafelki i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. A kiedy znowu upuszczę ołówek, to przynajmniej nie komuś na czerep.

I właśnie o tym kiedyś już przecież pisałam. Dokładnie o tym parapecie i tym właśnie zwisaniu kończyn. O tramwajach - potworach w tle i wrzaskliwym mieście za oknem. To niepokojące, ale nadal w moim życiu dzieją się rzeczy, o których zdążyłam napisać, zanim się wydarzyły.
Albo, po prostu mam cichego wielbiciela, który z rozmachem moskiewskiego miliardera dba o spełnienie każdego mojego marzenia. Nawet tego, które nigdy statusu "marzenia" nie miało, a okazało się nim być.

A w oknie kuchennym mam niesamowite zachody słońca. Codziennie. Jak to Pan Nahacz mawiał: "Jednak jest troszeczkę cudownie".

[♪] Piotr Rogucki [LOKI - Wizja Dźwięku] - "Wizja dźwięku"

25 września 2011 [20:40:30]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||

To jeszcze nie koniec

Miałam nie studiować w tym roku wcale, a skończyłam na dwóch kierunkach (z czego jeden pewnie rzucę - zawsze chciałam rzucić jakieś studia).
W związku z tym, że kilka miesięcy temu postanowiłam postawić jedną stopę w światku dziennikarskim i współorganizować Wydarzenie Absorbujące Całą Energię Kinetyczno - witalną (WACEK) postanowiłam do tego wszystkiego jeszcze dołożyć sobie poważne szukanie Redakcji, w której mogłabym parzyć herbatę oraz zajęcia natury żydowsko - fizyczno - męczącej.
Mejla z własnym nazwiskiem w adresie też już mam od jakiegoś czasu. Fakt, że dostaję na niego więcej wiadomości niż spamu na dwa pozostałe utwierdza mnie w przekonaniu, że "ktoś jadł z mojej miseczki i w ogóle coś się tu, kurna, poważnie zmieniło". Pewne jest jedno: moje życie ostatnio niebezpiecznie przyspieszyło. Ale wszystko idzie zadziwiająco synchronicznie z tym, o czym marzyłam w czasach, kiedy kończyłam kupować "BRAVO".

Przyzwyczajam się powoli do myśli, że będę musiała ten blogowy przybytek złożyć na ołtarzu. Ku powolnemu spaleniu. Wiem, że muszę, a! Muszę tam zaraz! Chcę! Przestawić się i priorytet sobie przybić na pisanie O CZYMŚ (w końcu), środek ciężkości sobie resocjalizować, wyrosnąć z ownloga w końcu.
Pewnie nigdy o tym nie napomknęłam wprost, ale pisanie nigdy nie było dla mnie ani zabawą, ani ciekawym hobby. Pisanie na bloga też.

Teraz się zastanawiam nad tym, czy wtyczkę wyciągnąć od razu i bezboleśnie, czy pozwolić blogusiowi zgnić. Decyzja nie na dzisiaj. Najpierw nich ruszy Rzecz Nowa, żeby nie było tak grobowo w nastroju.

[♪] Opeth [Watershed] - "Coil"
[Poważnie piękne dźwięki]

29 września 2011 [17:52:35]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (4) || Wyślij wiadomość ||