. improwizacja-mniejsza

"Pokój nad światem", czyli Melina przy Szalom Awenjiu

Mam takie dzikie wrażenie, które co raz to dzikszym się staje, że moje życie działa na zasadzie "Zaczarowanego Ołówka" (taka kreskówka, która istniała wcześniej niż Kartón Netłyrk). Przypomnijmy, dzieciakowi wolno było mazać po ścianach, a co narysował, to nabierało namacalności.
Najlepsze jest to, że nie potrzebuję żadnego konkretnego narzędzia. I zdolności manualnych, co piękniejsze, bo zamiast garnków ze złotem dostawałabym wiadra z psim żarciem.
Mnie wystarczy słów kilka wklepać na komputer, ewentualnie wbazgrać w kartkę i to nawet z najpodlejszego rodzaju papieru. Bo oto znowu - jeszcze w kwietniu pisałam opowiadanie o wdzięcznym tytule "45 obr / min", a dzisiaj to wszystko mam wynajęte na własność, dzisiaj nawet te tłuste cielska tramwajów mam za oknem, które ze zgrzytem przewalają się po torach zżerając po drodze kolejnych pasażerów.
[!] Ale jest taki moment nocy, Droga Publiczności w Studiu, jest i poświadczyć za to mogę każdym z moich pikseli, że Szalom Awenjiu zamiera i tak po prostu, nagle, bez zapowiedzi przestaje żyć. Kto by pomyślał.

Okno mojego pokoju wychodzi na balkon. I to właśnie jest najpiękniejsze w tym wszystkim, bo znając moje zamiłowanie do leżenia na parapecie z nogą tudzież ręką nonszalancko zwisającą na stronę chodnika można było spodziewać się, że kiedyś jednak sturlam się nie na tę stronę co trzeba. Smutno by było, bo samobójstwo, mimo mody i ogólnego trędu, jakoś mi nie w głowie. A tak sturlam się na kafelki i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. A kiedy znowu upuszczę ołówek, to przynajmniej nie komuś na czerep.

I właśnie o tym kiedyś już przecież pisałam. Dokładnie o tym parapecie i tym właśnie zwisaniu kończyn. O tramwajach - potworach w tle i wrzaskliwym mieście za oknem. To niepokojące, ale nadal w moim życiu dzieją się rzeczy, o których zdążyłam napisać, zanim się wydarzyły.
Albo, po prostu mam cichego wielbiciela, który z rozmachem moskiewskiego miliardera dba o spełnienie każdego mojego marzenia. Nawet tego, które nigdy statusu "marzenia" nie miało, a okazało się nim być.

A w oknie kuchennym mam niesamowite zachody słońca. Codziennie. Jak to Pan Nahacz mawiał: "Jednak jest troszeczkę cudownie".

[♪] Piotr Rogucki [LOKI - Wizja Dźwięku] - "Wizja dźwięku"

25 września 2011 [20:40:30]

[Cierpienia Młodego Grafomana]

tu! tu pyknij! (2) || Wyślij wiadomość ||