. improwizacja-mniejsza

Właśnie dlatego poranki warto czasami przespać

Jakże ciężkie jest to poranne wychodzenie po chleb. Do piekarni za dwoma rogami. Dwakroć trzeba przy tym przechodzić przez ulicę i dwakroć wpadłabym w trakcie tej operacji pod auto. Z własnego rozespania, oczywiście.
Żeby złamać to piękne dwójkowe kombo dodać muszę, że raz poślizgnęłabym się na porzuconym knopersie. W drodze powrotnej byłam już na tyle świadoma, że nie dałam się nabrać na tak prosty numer.
Co innego przy ladzie. Już kiedyś opisywałam wzruszająca historię o tym, jak tuż po przebudzeniu w sklepie pani wcisnęła mi przeterminowany serek wiejski bezlitośnie wykorzystując fakt, że miałam minusy do prawie wszystkich statystyk. Tym razem zakupiłam połówkę chleba, który przy gryzieniu trzeszczy mi między zębami. Wolę nie wiedzieć, co tak naprawdę jem.
Ale dzisiaj spaliśmy. Wisła się leje, AGieH, twardziele, chodzi na zajęcia i zdziera białe adidaski (via Mru), a brać fÓJotowska śpi. Śpijmy więc! Śpijmy więcej! Śpijmy na zapas!

A podczas wczorajszej porannej wycieczki do mojego sklepiku osiedlowego po prowiant na dłuuugi łikend wstąpiłam sobie do mypiku („Och, och, bo może w końcu, po roku, wydali trzecią część Niecnych Dżentelmenów!” - akurat). Jakież było moje zdziwienie, kiedy na półce z nowościami muzycznymi dostrzegłam koncertówkę COMY.
Nożesznaprawdę.
Koncertówki generalnie wydaje się wtedy, kiedy chce się dodatkową kasę z ludzi zedrzeć. Albo kiedy koncert jest naprawdę unikatowy, jak „S&M” Metallicy. I w zasadzie płacąc w kasie (COME kupuję już w ciemno + zaniżone statystyki spowodowane porankiem) miałam szczerą nadzieję, że jednak wydali ten projekt z Gdańska sprzed roku, na którym mnie nie było i do dzisiaj żałuję szczerze. Szczególnie w momentach, kiedy MR Wiewiór opowiada mi o „Woli Istnienia” tak, jak tylko on potrafi.
Czasami marzenia się nie spełniają, nie może być za dobrze. Już zajęcia poodwoływali, „bedzie” – jak to mawia Magu.
Cóż, płyta jaka jest, każdy widzi. Nic ponadto. Muszę nieskromnie się pochwalić, że te koncerty, na których się pojawiłam były dużo lepsze. Aż dziw bierze, że Panowie Warszawę zamiast Krakowa wybrali. Ale trzech nowych rzeczy się dowiedziałam:
1] Istnieją jeszcze momenty, w których grają naprawdę krzywo. I to na minus.
2] „Zero Osiem Wojna” jednak da się zaśpiewać na żywo, w dodatku w przyśpieszonym tempie i nie zostać po tym odwiezionym pod respiratorem na ojom. I to na plus.
3] Aktorskie kombinowanie przy wokalu nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Ostatnio zaczęło mnie momentami drażnić – po mojemu czasami jest bardzo niepotrzebne.
Dobrze będzie mieć to na półce, żeby zachować dla potomności koncertowy klimat, którego płyty studyjne nie oddają („o, a na tej piosence dostałam z łokcia od takiego miłego pana…” albo „a był kiedyś taki koncert, że wokalista i gitarzysta…”). Tyle. [!] Podobał mi się tekst „Nie dajcie z siebie zrobić debili”. Łatwo Panu mówić, Pan jest scenicznym szamanem Voodoo.

[♪] COMA [COMA - LIVE] - "Święta"
[co Pan R. mi z wśrodkiem przez uszy robi podczas tego kawałka wokalizą swą to aż wstyd opowiadać takie sprośności - i pomyśleć, że średnio tę piosenkę lubiłam do tej pory]

[!!!] Tak zwany "łorning": Jeśli komentarz Twój wymagał będzie mojej odpowiedzi (albo nie będzie wymagał, ale mnie się akurat ubździ odpowiedzieć) to umieszczę ją TUTAJ, na moim własnym, prywatnym i oplutym blogu, a nie na twoim, jak to się już na ownlogu (niestety) utarło. Głównie po to, aby zachować tak zwaną ciągłość dialogu (nabijanie sobie komci nie ma tu nic do rzeczy wbrew pozorom).
Uprasza się o tak zwane vice - versa! Innymi słowy: błagam, nie róbcie mi pod notką serii odpowiedzi na moje wywody u was. Po pierwsze: robi się syf. Po drugie: w moim przekonaniu pisanie komentarza po notką, której się nawet nie przeczytało jest lekko niegrzeczne. Ujmując to dyplomatycznie.
Dziękuję za uwagę.

jest-super; 22.05.2010, 11:30

Po wydaniu drugiej płyty kompletnie przestałem interesować się co tam u Comy słychać i z tego co widzę słuszny był to wybór. Lubię, kiedy tekst, muzyka i wykonanie na żywo broni się samo - bez wspomagaczy typu zawiły, przeintelektualizowany tytuł i teatralne wygibasy i jęki na scenie. Wiem, że Rogucki studiuje teatr od środka... ale nie. Nie kupuję tego. Takaż ma ocena z perspektywy czasu, bo kiedyś w Comie się zasłuchiwałem.

jelizawieta; 20.05.2010, 22:28

a gdzie to je widujesz? (da się im zrobić zdjęcie?)

Poranki są w pewien sposób straszne - ty idziesz zaspana, a kierowca zaspany już nie jest, za to spóźniony na pewno.
I jeśli cię nie przejedzie, to cię ochlapie.

Dzisiaj, muszę się pochwalić, zaliczyłam dwa poranne ochlapania. Mój pies też. Oo

~pozdrawiam

Autórka nieg(ł)odna; 20.05.2010, 20:45

headspace - na COMĘ zawsze warto spróbować ;) tylko raczej unikać okazji typu "juwenalia".
A mnie House daje jakąśtam nadzieję... tak, może właśnie nie dokończę tego zdania.

kal - która konkretnie?
COMA raczej ciężkawa nastrojowo jest, ale biorąc pod uwagę fanki skaczące na koncertach to pewnie i uwielbiać bezwzględnie się da ;)

kal-amburka; 20.05.2010, 20:28

O rany, nie byłam tu wieczność, wracam po maturze do życia- czuję się jakbym wybudziła się ze śpiączki ;)

Konkurs był tak ambitny i niesamowicie skomplikowany, że trzeba było wysłać dziesięć kuponów z pewnej gazety pod wskazany adres (!).

Hm... Coma. No dobra, kupuję to. Jakoś nigdy nie bylam przkonana co do talentu Roguckiego - to strasznie wredne, ale podoba mi sie pewna świetna bluzka z logo Comy, ale obiecałam sobie, że nabędę tylko pod warunkiem bezwzględnego uwielbienia tego zespołu. Co musi nastąpić.

headspace; 20.05.2010, 20:23

Byłem raz na Comie, było fajnie, ale to było jeszcze przed ich trzecią płytą. Teraz miałbym spore wątpliwości przed wybraniem się.
*
Tak, początek i koniec sezonu świetne, ale niektórych odcinków pomiędzy nimi wolałbym, żeby nie było. Nawet większości.

Co do House'a - celna uwaga. Wszyscy lubią dra za jego zabawne teksty i luzackie podejście. Ja pozwalam sobie uważać, że lubię go z zupełnie innych przyczyn. Ja lubię jego zgorzknienie.

Ałtórka nieg(ł)odna; 20.05.2010, 19:59

Ach, czekałam na te głosy "przecież to już od dawna było wiadomo, a płyta na półkach to od końca marca leży!".
Jakbym słuchała eski częściej niż u Zone w samochodzie to bym może i wiedziała (A jakoś zawsze, kiedy jedziemy, to męczą nową płytę Strachów). Jestem eskowym ignorantem.
Ale pamiętam, że mi MR Wiewiór mówił jakoś w wakacje jeszcze, że coś takiego ma się wydarzyć. Po pierwsze, wolałam mu nie wierzyć, do drugie, jakoś mi się ten fakt nie wyrył w pamięci. Co to ja, fanka jestem, że muszę takie rzeczy pamiętać?

A chlebek nie był czerstwy, tylko coś do niego wpadło najprawdopodobniej. Duże ziarna pszenicy były na tyle wielkie, że musiałam pluć partiami kłosa.

Mru; 20.05.2010, 19:40

Że COMA wyda nową płytę, to Eska Rock( bodajże) trąbiła już z parę miesięcy. Na ten nagrywany koncert nawet bilety można było wygrać w konkursie jakimś, eSeMeSowym. No i chłopaki z COMY koncertu nie "wybierali", tylko z góry było zaplanowane, że "ten nagramy i wydamy". Może dlatego jakiś taki czerstwy był, jak ten chleb Twój ;p