. improwizacja-mniejsza

Zamień mi słowo w dźwięk swoim tanim, mechanicznym długopisem, Panie Shore

Pan Howard Shore, pomijając jego cudowny dystans do samego siebie, okazał się być kompozytorem idealnym dla autora filmowanej książki. Urzekło mnie to, że nie robi wszystkiego sam pod wizję reżysera. Poprzedza pisanie muzyki „badaniami”, jak to sam pięknie określił wczoraj na spotkaniu w Bunkrze.
Między innymi idzie na rozmowę do autora książki właśnie. I taki Thomas Harris na przykład poradził mu, aby napisał muzykę, która oddawałby historię oczami Clarice, a nie Hannibala Lectera. Z Tolkienem jakoś trudno się było skontaktować (chciałam zapytać, czy w takim razie Christopher w jakiś sposób mu pomagał, ale się nie dopchałam do mikrofonu), więc porozumiał się z ludźmi, którzy odgrywali bohaterów przez niego opisanych. Ciekawa rzecz, nie wiedziałam o tym wcześniej: autorem pieśni, którą Aragon śpiewa po koronacji jest sam Viggo Mortensen. Tak samo przedstawia się sprawa z „The Edge of night”, (fragmentem „The sacrifice of Faramir”) – napisał ją nie kto inny jak Billy Boyd.
Szczerze zazdroszczę Pani Meyer takiego kompozytora. Będzie Pani miała naprawdę ładną muzykę w tym swoim „Eclipse”.

A sam koncert, cóż. Muzycznie gorzej niż rok temu, tu jakaś solówka się poślizgnęła, tam się coś opóźniło, ale na wszystko można było oko przymknąć, albo zwalić na halę (Huty Sendzimira), w której odbywał się koncert. Poza tym idealne wykonanie „Into the West” tak przez orkiestrę, jak i Kaitlyn Lusk. Mój muzykofil i tolkienofil został nakarmiony.

Co nie zmienia faktu, że okrutnie, ale to naprawdę brutalnie oszukali nas z miejscami.
A ludzie, oczywiście, znowu zaczęli wychodzić na początku napisów końcowych.

I dementuję plotki rozsiewane przez Adamsa, jakobym miała się rzucić na Pana Shora w czasie, kiedy mijał mnie za swej drodze do kanapy, na której zasiąść był miał. I, że niby jeszcze trzymałam go za nogę. To znaczy ta część z mijaniem to akurat prawda, ale w resztę nie wierzymy, trzy, cztery.

[♪] Howard Shore ft. Billy Boyd Performing "The Edge Of Night" [The Lord of the Rings - Return of the King Complete Recordings] - "The Sacrifice Of Faramir"

[!!!] Tak zwany "łorning": Jeśli komentarz Twój wymagał będzie mojej odpowiedzi (albo nie będzie wymagał, ale mnie się akurat ubździ odpowiedzieć) to umieszczę ją TUTAJ, na moim własnym, prywatnym i oplutym blogu, a nie na twoim, jak to się już na ownlogu (niestety) utarło. Głównie po to, aby zachować tak zwaną ciągłość dialogu (nabijanie sobie komci nie ma tu nic do rzeczy wbrew pozorom).
Uprasza się o tak zwane vice - versa! Innymi słowy: błagam, nie róbcie mi pod notką serii odpowiedzi na moje wywody u was. Po pierwsze: robi się syf. Po drugie: w moim przekonaniu pisanie komentarza po notką, której się nawet nie przeczytało jest lekko niegrzeczne. Ujmując to dyplomatycznie.
Dziękuję za uwagę.

amazonka; 25.05.2010, 12:41

Generalnie to ja też nie lubię wychodzić na początku końca... i lubię jak się ludzie biorą i śmieją.

helianthus; 24.05.2010, 22:54

Zazdroszczę festiwalu.
Osobiście nie mam nic przeciwko ludziom wychodzącym w trakcie napisów końcowych, byle tylko mi nie zasłaniali i niczym nie szurali ;)

mrugacz; 24.05.2010, 00:40

Też mam wrażenie, ze rok temu było lepiej - i z jakością, bo słyszałam zakłócenia i szurania z tyłu - i ze zgraniem się muzyków ze sobą i z filmem. Ale mimo tych błędów, to i tak jest ten poziom sztuki, do jakiego wielu twórców nigdy nie dorośnie.

teoriachaosu; 24.05.2010, 00:08

ooo.. słyszałam o tym.. faktycznie .... kurde świetny festiwal musiał być.. żałuję ze mnie tam nie było, ale moze kiedys się jeszcze taka okazja przydarzy :)

Autórka nieg(ł)odna; 23.05.2010, 21:47

Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie. Trzecia część Władcy Pierścieni z muzyką graną na żywo. Przy okazji Pan Maestro Kompozytor się pojawił.

teoriachaosu; 23.05.2010, 21:37

ho hooo a co to za event o którym piszesz?